Nie-do-końca świątecznie

Święta są. Wiem, nie popisałam się w tym momencie oryginalnością. Chociaż na własnym poletku to w sumie tak, bo jak sięgam pamięcią nie zdarzyło mi się pisać notki dokładnie podczas Bożego Narodzenia. Normalnej, te o świątecznych programach Neo-Nówki i innych kabaretów się nie liczą. Te z życzeniami w sumie też. Swoją drogą w tym roku byłam na tyle zajęta (tak to jest, jak wracasz do domu na trzy dni przed Wigilią i ze wszystkim musisz się ogarnąć), że w ogóle wypadło mi z głowy napisanie tutaj jakichkolwiek. Ale w sumie kto miał je otrzymać, ten je jakąś inną drogą otrzymał, więc nic to.

Mamy mniej więcej półmetek – jeszcze połowa pierwszego dnia oraz cały drugi przede mną – i jak na razie nie narzekam. Chociaż jest jakieś „ale”. Tradycyjne od paru lat, bo im człowiek starszy, tym mniej te święta czuje. W tym roku również, chociaż latanie po domu z bombkami celem ubrania dwóch choinek, przygwożdżanie sznurów lampek do balkonu i dwie wieczerze u dwóch stron rodziny jednego wieczoru nadal miały swój klimacik. Tylko, że potem się wraca do domu i bum. Siada to trochę. Nawet prezenty już tak nie jarają, bo co to za fun, kiedy przed świętami słyszysz pytanie: „Co ci kupić?”, mówisz, co byś chciał i to dostajesz. Nie, żebym tak jakoś mega narzekała, bo DVD z „Postrachem nocy” zawsze cieszy, ale cholera, brakuje mi tego elementu niespodzianki. A może to coś w powietrzu w tym roku siedzi? Wczoraj wróciliśmy dużo później niż zazwyczaj, chyba jakoś trochę po 22 i wszyscy jacyś tacy mętni, smętni się zrobili… Pomyślałabym, że zmęczeni, ale powstawalim rano, coby wybrać się znowu do rodziny i dalej to samo. Wprawdzie sama wizyta przebiegła dość świątecznie, ale potem wszystko wróciło to, że tak zażartuję, normy. To, co względnie pomagało wczoraj, dzisiaj nic nie daje. Żarcie, kolędy, „Last Christmas”, „Opowieść wigilijna” w wersji dla fanów Doktora Who ani nawet świąteczny program Neonsów. Nic. Chociaż dobra, to ostatnie jest jeszcze w miarę zrozumiałe, bo z całą sympatią, jaką do nich żywię, w tym roku nie do końca im wyszło. Nie, żeby było źle. Parę dobrych momentów, piosenka europosła (bez finału z premiery, buhuhu) i that awkward moment, kiedy widzisz na ekranie, że Radek zapierdziela z ogniem w miejscach, przez które od paru miesięcy przełazisz przynajmniej dwa razy na tydzień. Ale… zabrakło czegoś, zwłaszcza w stosunku do tego, co odwalili z „Problemami świętego Mikołaja”. Może świątecznej atmosfery. Bo ileż można się nabijać z Euro? Poza tym mnie to nie bawi. Możliwe, że przez te cholerne mistrzostwa skończę semestr letni o miesiąc wcześniej i to się pewnie bardzo odbije na egzaminach. O ile oczywiście dojdę do semestru letniego, ale z racji Bożego Narodzenia chwilowo odpuszczam sobie fatalizm.

Wyjadam czekoladki z kalendarza adwentowego, który nienapoczęty dotrwał do Wigilii, oglądam „Jak rozpętałem Drugą Wojnę Światową” po raz sto piętnasty, w wieczornej „Panoramie” mówili o filmie „Żelazna dama” i na całe kilka sekund pokazali Richarda E. Granta. Może jutro będzie lepiej? A może już dziś wieczorem?

Chociaż może być z tym problem. W momencie, gdy już miałam kończyć pisanie tej notki i wrzucać ją do Sieci, doszła do mnie smutna wiadomość o odejściu Lidii Schneider, aktorki Teatru Norwida, wspaniałej Ulrike Meinhof ze „Śmierci Człowieka-Wiewiórki” i uroczej Christine z mojej ukochanej „Kolacji dla głupca”. Okej, niby człowiek gdzieś podskórnie spodziewał się, że może tak się stać (powszechnie znanym faktem było to, że od kilku lat borykała się z poważną chorobą), ale i tak jest mi smutno. Seryjnie smutno.

Co to się robi wokół, co to się wyprawia…

Jedna myśl na temat “Nie-do-końca świątecznie”

  1. ja w tym roku jakoś nie ogarnęłam się z życzeniami świątecznymi, wiesz dlaczego, ale tutaj życzę Ci wszystkiego naj, naj i bardzo pozytywnego roku! :*było „Jak rozpętałem II WŚ”? wczoraj z tatą nuciliśmy „chodźcie, chodźcie, mnie was tutaj potrzeba, by nie poszli hitlerowcy do nieba” i uznałam, że czas znów pooglądać.a tego skróconego roku akademickiego to Wam zazdroszczę, my się będziemy kisić cały czerwiec :

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *