Sodoma i Weneda – epilog

Bo zapomniałam zupełnie, chociaż z perspektywy czasu rozbawiło mnie to dość mocno.

 

 

Ogłoszę się chyba mistrzynią bankietowych faux pasów.

 

… Po premierze „Czarnej maski” zalałam sobie herbatę kawą.

… Po premierze „Kolacji dla głupca” zjadłam kawał ananasa razem ze skórką i dopiero przy rozmowie z panem Piotrem, który akurat też konsumował, zczaiłam, że skórki się nie je.

… Po premierze „Lilli Wenedy” tak żywo dyskutowałam z koleżanką Weroniką, że po dwakroć zachlapałam podłogę kawą (po czym oddałam kubeczek Ani ze słowami: „Masz, trzymaj, bo całą wyleję!”).

 

Zbieram zakłady, jakiej pięknej wpadki dokonam po premierze „Novecento”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *