Pokaz paranienormalnej żenady…?

Wiem. Miałam nie oglądać. I taki był plan jeszcze wczesnym wieczorem, ale… wpadł mi w łapy program telewizyjny, gdzie doczytałam, że gościnnie ma się pojawić Bartek Kasprzykowski. Takie uroki tego, że jest kolegą z roku ich „nowego nabytku” (zwanego pieszczotliwie w niektórych kręgach upadłym aktorem). No i nie dało rady, trzeba było zęby zacisnąć i obejrzeć. A co? Program z okazji „50-lecia kabaretu Paranienormalni”. Już przy zajawkach złośliwie żartowałam, że robią ten jubileusz już teraz, bo normalnie to nie dociągną – komercha ich zeżre do cna i równie efektownie wysra dużo wcześniej.

No i co? No i jajeco. Mistrzostwa świata w kiepskich dżołkach. Już na dzień dobry pomyślałam sobie: „Napijcie się wody, panowie, bo walicie suchary!”. Były i koślawe „nawiązania” z braku własnej inwencji (nazwałabym to dosadniej zżyną, ale ciiii). Były „parodie” piosenek na poziomie… nie wiem, chyba gimnazjum, bo w ogólniaku coś takiego by nie przeszło. Wulgarów bez sensu dla „dosmaczenia” także nie zabrakło. No i – oczywiście! – pojawiła się (po kilkakroć) Mariola. Taaak, ta sama, która zgodnie z deklaracjami panów… khem… artystów miała iść do lamusa już… chwilka, policzę… circa about rok i cztery miesiące temu. Aha, jasne. Poszła. Oj, poszła, oj, już wcale a wcale tego nie grają… Przy okazji pokazali także nowe skecze, ale żeby były jakieś rewelacyjnie powiedzieć nie mogę. Albo numery oparte na wszystkich wspomnianych, jakże „wysmakowanych” środkach wyrazu albo nuuudy i dłużyzny. Chociaż skecz o tacie miał niezłą kanwę. Ale nic poza tym. I nawet piosenka o Helu z zamierzchłych czasów ich świetności nie poprawiła całości. Może i dlatego, że została „ozdobiona” popisem (w zamierzeniu pewnie humorystycznym) z gatunku „wchodzi garbus do salonu, a radości nie ma końca”. Niby było to jakoś wpasowane w kontekst i gdyby to był pierwszy raz, pewnie by mi było bardziej rybka, ale pan Kwiatkowski „dowcipem” z rzekomym brakiem ręki szafuje stanowczo za często. Pomijając już zupełnie, że my się w takie rzeczy bawiliśmy w podstawówce.

I ja już w ogóle przemilczę obecność wujka Jacykowa. Zbierają ludzi swojego pokroju or what? Chociaż nie do końca. Wspomniany Kasprzykowski i Bujakiewicz odstają od konwencji. Na szczęście. Chociaż mogłoby ich w ogóle nie być. Bo wtedy nie miałabym powodu, żeby zmuszać się do takiej kabaretowej (a może już bardziej cyrkowej?) tortury. Jakkolwiek z drugiej strony Bartek miał dobrą scenkę. I Kaśka też. Jedyne jasne punkty, eeeech.

 

Za tydzień ponoć druga część, chociaż niby miała być dzisiaj. Nie wiem, nie interesuje mnie to zbyt. Nawet jeśli obejrzę, to już nic nie będę pisać. Bo, jak podejrzewam, nic z powyższego opisu nie ulegnie zmianie.

 

Ale Paszczyka żal. Mimo wszystko. Nawet mimo tego, że siedzi w tym, za przeproszeniem, gównie na własne życzenie. I ogólnie całej gromady, bo kiedyś to naprawdę fajny kabaret był. Ale ich to mniej. Zdecydowanie.

3 myśli na temat “Pokaz paranienormalnej żenady…?”

  1. To widzę, że dobrze zrobiłam nie oglądając. Właśnie wróciłam z KSM to postanowiłam nie psuć sobie humoru, bo mimo, że prywatnie PNN lubię to scenicznie to jest dalej nie to.

  2. Myślę, że Mariolka i Buba to takie postacie, które przejęły kontrolę nad takimi dwoma kabaretami. Chociaż tego drugiego to już dawno nie widziałam, ale może ja telewizję ostatnio rzadko oglądam.

Skomentuj ~Lennika Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *