Galeria

Telewizja zrobiła mi łaskę stulecia. Powtórzyli „Galerię”, tj. koncert z PPA (stare dobre czasy tej imprezy) sklecony z piosenek Jacka Kaczmarskiego (któremu zresztą zmarło się, zanim całość była ukończona). Co prawda o godzinie 00.45, ale jednak – w końcu TVP nie lubi rozpieszczać widzów trochę bardziej rozgarniętych od ameb i pantofelków.

Mam do tego koncertu sporo sentymentu. Oglądałam go mając lat czternaście, w trakcie okresu mojej głębokiej fascynacji zjawiskiem piosenki aktorskiej i zapewne miał on spory udział w ukształtowaniu mojego widzenia tegóż. Pamiętam, że jakoś krótko później już umiałam na pamięć kilka tekstów, swoją recenzję „Galerii” podrzuciłam do gazetki szkolnej, a nagranie ponad rok później z radia jednej z piosenek z tego koncertu było moim osobistym świętem. Może dlatego ktoś się może uczepić, że z tego powodu nigdy nie będę miała na niego obiektywnego spojrzenia. A niech spada. Mi to wcale nie przeszkadza.

Po prawie 5 latach, będąc bogatszym o sporo doświadczenia, trochę inaczej się na to patrzy. Łatwiej znajduję słowa, którymi mogę określić i interpretacje i wykonawców. Cezary Studniak w „Encore” tworzy taką wielką, a żałosną pijacką kreaturę, która każe psu skakać przed szpadę. Bogna Woźniak staje się spersonifikowanym „Krzykiem” na wzór obrazu Muncha. Dopiero będąc o prawie 5 lat starsza rozpoznaję postmodernistycznego na amen Andrzeja Kozłowskiego, który tak przekonująco śpiewa, że „wszystko wolno, hulaj dusza”. Chociaż wiele rzeczy się nie zmieniło. „Obława” wyśpiewywana przed Konrada Imielę wciąż przyprawia o ciarki na plecach. Magda Szczerbowska robi wielkie wrażenie swoją energią pożenioną zmyślnie z demonicznością w „Portrecie Katarzyny II”. Bliźniacy Kamińscy obrzucając się kartami jako „Szulerzy” sprawiają, że na mojej facjacie pojawia się lekki uśmieszek. Jacek Bończyk w „Autoportrecie Witkacego” wzbudza dziwaczną i chorobliwą wręcz ciekawość i to nie wcale wyłącznie ze względu na zabarwione kontaktami na czerwono ślepia, a im dalej w piosenkę, to i straszno i smutno się robi na widok takiej istoty, którą powolutku a skutecznie zjadły jego własne schizy i strachy. Mirosław Baka niezmiennie uwodzi i wzrusza opowiadając „Baśń o kalifie” (swoją drogą to zabawne dla każdego, kto szydzi z szufladek – etatowy twardziel telewizji jest jednym z najlepszych interpretatorów lirycznych i łagodnych piosenek). Kinga Preis wychodząca spomiędzy zbieraniny śmiesznie powyginanych pozostałych artystów śpiewających o „Wojnie postu z karnawałem” i nucąca „Muchę w szklance lemoniady” przypomina kwiatek, który jakimś cudem wylazł ponad szary, brudny i brzydki trawnik. Z drugiej strony do dzisiaj nie rozumiem, o co chodziło Mariuszowi Lubomskiemu w „Kanapce z człowiekiem”, nie przemawia za bardzo do mnie „Pompeja” w wykonaniu Sambora Dudzińskiego. Wtedy też tak miałam. To chyba taka karma, niektórych zbyt odjechanych lub nazbyt gładkich interpretacji nie potrafię ogarnąć. Chociaż i tak w porównaniu do tego, co ostatnio miałam wątpliwą przyjemność słyszeć na PPA, oba kawałki prezentują się zaskakująco ładnie.

Całość jest piękna i ciekawa. Świetnie brzmi i świetnie wygląda. Robi wrażenie pomimo stworzenia prawie 5 lat temu. No to weź mi ktoś – jak krowie na rowie – wytłumacz: dlaczego teraz nie mamy koncertów na miarę „Galerii”?

2 myśli na temat “Galeria”

    1. W niedzielę 15 minut przed pierwszą na Dwójce. Też bym nie wiedziała, jakby matka nie miała zwyczaju grzebać po Telegazecie.

Skomentuj Daguchna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *