Wesołe potworki (a wśród nich m.in. wampirek i morderczy chirurg) odwiedziły moją chałupkę i w celu uniknięcia psikusa z ich strony obdarowane zostały woreczkiem czekoladowych „Andrzejków”. Bo i nam, gdy jeszcze biegaliśmy po osiedlu, miło było dostawać słodycze… a i dlatego, że pamiętam, jaką wredniaszką byłam w kwestii psikusa! 😀 Już się martwiłam, że nie przyjdą. A jednak. Miła niespodzianka. Wprawdzie bez zagranicznego rozmachu, no ale cóż. W sumie dobrze, że w ogóle jest jeszcze komu po klatkach biegać. Tym bardziej, że niektórzy nawiedzeni rodzice zabraniają dzieciom chodzenia za słodyczami, „bo to amerykańskie święto”. Ech, Polska – Wujowi Samowi w tyłek włazi, a nijak nie potrafi się do tego oficjalnie przyznać.
Tak jakoś mi się zrobiło smutno, że już za stara jestem na to… albo że nie mam w okolicy innych „staruchów” chętnych na przebieranie się i zabawę. No cóż, latka lecą, niestety. Chociaż kto wie, może w przyszłym roku będzie czas, żeby pomyśleć trochę wcześniej i wyszukać w jakimś klubie taką „zgredową” wersję Halloween. Bo po prawdzie w tym roku nałożyło się na koniec października tyle spraw, że nie dało rady.
Więc siedzę i wałkuję Sieć. I całkiem przypadkiem trafiłam na milusi, a totalnie nieznany w Polsce kawałek. Zazwyczaj tego nie robię, ale dzisiaj jest okazja, więc czemu nie – polecę coś.
Od dawna żadnego utworu nie wałkowałam tak namiętnie, jak tego. Piosenka jest ładna, chwytliwa, stylistyka – słodko-mroczniawa, a dziewczynka urocza – czegóż dziś chcieć więcej?
(Btw. … czy tylko mi ona przypomina młodą Vanessę Paradis?)
P.S. Łyżka dziegciu na koniec beczki miodu – za wcześnie się ucieszyłam. Ojciec przełożył wyjazd do Warszawy, więc niestety nie będę 1 listopada delektować się Milką przed telewizorem, a marznąć na cmentarzu na jednej z dolnośląskich zadupiewnych wsi, marząc tylko o szybkim powrocie do domu i dużym kubku herbaty. Więc zapewne dzięki dokonanym tam obserwacjom zapewne refleksje z notki „Prehistorion” będą miały swój ciąg dalszy. Bo nie ma lepszego pola doświadczalnego do badania mentalności Polaków niż malutkie wioseczki, które w pewnych kwestiach nie opuściły jeszcze średniowiecza. Nie za bardzo mam na to ochotę, ale grunt to szukać pozytywów w każdej sytuacji…
A do mnie żadne dzieci nie przyszły i nie spotkałam tego jeszcze nigdy w moim mieście;pCiepłego szaliczka jutro:)