Trzciny myślące wśród traw

Także tego (od zeszłej soboty – czyli od pokazu „Porodówki” Michała Paszczyka na BAREJAdzie – ten zwrot uczepił się mnie niemiłosiernie). Popatruję sobie na nowe wydanie Bałtroczykowego szoł i mimo miłych widoczków i dobrego ubawu (Kabaret Młodych Panów, Kabaret Skeczów Męczących), tak jakoś mi średnio wesoło. Patatajowanie po ekranie uzdolnionych chłopców z Kielc i Rybnika przypomniały mi moje ostatnie przemyślenia i wnioski, jakie nasunęły mi się jako bywalcowi forów powyższych kabaretów i nie tylko (a niekiedy i jako adminowi). Właśnie takie trochę smutne i niepokojące. Sporo młodych kabaretów jest naprawdę dobrych. Sporo dzięki temu zyskuje coraz większą popularność. I nie jest to złe, wbrew temu, co próbują sugerować niektórzy „wyrobieni fani” (w sumie to temat na osobną rozprawę, która się powoli pisze). Martwi mnie tylko to, że sporo fanów wykazuje dosyć powierzchowne zainteresowanie ich twórczością. Nie powiem, że tylko młodzi, bo to byłoby wobec nich krzywdzące. Starsi też się zdarzają. Skąd taki wniosek? No cóż. Gdy przeglądam fora internetowe, coraz rzadziej spotykam się z jakąkolwiek polemiką z twórczością kabaretu, z chociażby najlżejszymi próbami analizowania tego, co jest przedstawiane. Często czytuję zachwyty nad przymiotami fizycznymi artystów młodych kabaretów. Że ten ma piękne oczy, ten buzię, a ten co innego. Nie mówię, że to coś złego, skąd. Sama się na tym przyłapuję, bo i właściwie najczęściej jest to prawda. Ale przecież oni mają także inne rzeczy godne pochwały, wspomnienia, chwili zastanowienia czasem ubranej w słowa. Dobra. Zdarzają się próby jakiegoś szukania przekazów, jakie miał (lub i nie) w sobie skecz czy piosenka, ale często jest to powtórzenie prostej myśli przed kogoś już wyłożonej. Nie wiem, może mierzę wszystkich swoją miarą, ale po przeczytaniu iluśtam jednozdaniowych postów, z których na dobrą sprawę nic nie wynika, człowiek ma lekką mentalną czkawkę. Jakbym, kurczę, echo słyszała. A w końcu środowisko fanów kabaretu nie jest bandą jednokomórkowców uznających wyłącznie rzeczy proste, a przynajmniej w to wierzę. Podjęcie czasami próby przeanalizowania twórczości jakiejś grupy to dobra rzecz i pożyteczna – zarówno dla piszącego, jak i dla czytających – zabawa. Bo pomyślcie sobie – szczebiot pozytywów jest miły i ważny, ale w jakim stopniu zwraca on uwagę na rzeczy naprawdę istotne? No, z tym to jest nienajlepiej. Człowiek na samych cukierkach nie pociągnie, czasem i coś „treściwego” w jego diecie znaleźć się musi. „Rozgryzać” skecze każdy może. Trochę lepiej lub trochę gorzej, ale zawsze to będzie coś więcej niż kalkowe komplementy. Wystarczy mała, malusieńka chętka. I czyżby tu tkwił problem? W braku chociaż cienia chęci na głębsze wbicie się w to wszystko? Pozornie kabaret ma służyć tylko rozrywce. A pozory mylą. Dobry kabaret nigdy nie zieje pustką, nigdy nie jest aż na tyle prosty (prostacki?), żebu niczego w sobie nie zawierał. Niektórzy lubią ten rodzaj sztuki brać bezproblemowo. Ale nie ma w życiu tak dobrze, nie ma rzeczy na świecie, które można tak brać, oprócz polskiej muzyki rozrywkowej, komedii romantycznych i telenowel w stylu „Barw Szczęścia”. Może bycie fanem myślącym na tym, co mu kabaret serwuje, nie jest już modne? Może to świadczy o totalnym „zdziadzieniu”? Hm… Jeśli tak, to jestem starą kabaretową pierdołą. Ale dobrze mi z tym. Bo – posłużę się dosłownym przykładem – to, że Robert Korólczyk ma piękne oczy i powalający głos, nie znaczy absolutnie nic, jeśli nie zwróci się chociaż krztyny uwagi na jego warsztat aktorski.

 

A i tak apropos „Bałtroczyka na żywo”, to całkiem do rzeczy program. Emisja na żywo ma tą zaletę, że ewentualne bluzgi polecą w eter bez buczenia (vide dzisiejsze: „Jeb… IV c”). Ponadto Polsat podchwycił dobry pomysł, który jakiś czas temu porzuciła kacza TVP – „Saloon gier”, czyli cięty polityczny humor i wspaniałe głosy oraz vis comica wrocławskich aktorów. Jeśli formuła się za szybko nie przetrze, to wróżę temu projektowi długą i dobrą karierę. Tylko żal, że „Spadkobierców” brak i że znowu ewentualni chętni będą mogli ich oglądać tylko na festiwalach kabaretowych, co sporą część miłośników tej produkcji na dobre od niej odcina.

14 myśli na temat “Trzciny myślące wśród traw”

  1. Czyżbyś ostatnio Sikora poczytywała?Bo właściwie to, co napisałaś jest świetną odpowiedzią na pytanie, które sobie często zadaję – czemu praktycznie przestałam udzielać się na forach kabaretowych.Ale muszę też przyznać się do łapania na oglądaniu dla samego oglądania – ani bez zachwytów, ani bez myślenia. Trochę przeraża.

    1. A właśnie nie. Co śmieszniejsze – ostatnio stwierdziłam, że Sikorowe pojęcie kabaretu było dobre jeszcze parę lat temu. Teraz już nieprzystaje to do potrzeb, jakie kabaret ma spełniać. Po prostu jakoś tak od kiedy zauważyłam na wizerunku naszej sceny kabaretowej pierwsze ryski i zachwiania, próbuję rozgryźć, skąd toto się bierze. Btw. ostatnio smażę po cichu większy quasi-esej na ten temat. To jest tych rys.

      1. Kabaret nie ma niczego spełniać. To jest forma interaktywnej sztuki scenicznej (i raczej nie masowej). Przede wszystkim ma bawić. A jeżeli przy okazji niesie jakiś przekaz, to tym lepiej. A parametry widzów nie zmieniają się tak szybko, jak parametry komputerów – ludzie od tysięcy lat są tacy sami, tylko mają coraz to inne zabawki. Myślę, że Sikorowe pojęcie kabaretu jest wciąż aktualne i jeszcze długo pozostanie. Natomiast kabarety w wydaniu telewizyjnym wypadają dość blado, jeżeli poddadzą się medialnemu, jarmarcznemu image’owi. Dopiero wtedy, gdy twórcy kabaretowi mają swoje pomysły na występ masowy, stawiają telewizji jakieś wymagania i konsekwentnie je egzekwują, daje to jakieś sensowne efekty (np. Dudek, Potem, czy Spadkobiercy).

  2. powiem tak-z naszymi kabaretami porobiło się tak, że nie ważne jak, ważne żeby dużo i szybko. stąd brak analizy. ludzie znają kabarety z jednego skeczu, czegoś co gdzieś tam wpadnie. ewentualnie z plenerów, o których atmosferze wiesz jakie mam zdanie, albo z zamkniętych branżówek gdzie stężenie alkoholu na metr kwadratowy jest …. albo z wielkich przedsięwzięć, na które masowo firmy wykupują bilety. i potem włażą na te fora, robią z siebie fanów jednego sezonu. i jak ty masz tu znaleźć wyrobionego widza, hę? ponadto banda podkochujących się w kabareciarzach za przeproszeniem „siks” i już jest komplet. nie muszę wspominać naszej niegdysiejszej rozmowy, kiedy to próbowałyśmy do jakiegokolwiek krytycznego podejścia nakłonić kilka osób. tak już jest i wydaje mi się, że nie ma szans, aby ten stan rzeczy zmienić. poza tym, z drugiej strony-gdzie jest miejsce dla kabareciarzy, aby mogli sami siebie trochę przytemperować, powalczyć nad jakością warsztatu-teraz to chyba tylko Ryjek, bo sławna Paka przestała być już, przynajmniej w moim mniemaniu, aż tak prestiżowa jak dotychczas.

    1. Ot i śpiewka – chciało by się rzec. > tak już jest i> wydaje mi się, że nie ma szans, aby ten stan rzeczy> zmienić.No tak. Ale wiesz – to jednak jedna z tych nielicznych rzeczy, które kocham i które można nazwać moją pasją. I ciężko się jest pogodzić z takim – nienaturalnym zresztą – stanem rzeczy.

      1. wiem, zwłaszcza, że boli najbardziej kiedy chodzi o coś nam drogiego i bliskiego. czasem sobie myślę, że może warto spuścić „zasłonę miłosierdzia” na takie tam różne, ale w tym samym momencie czuję jak mi się dziwnie scyzoryk w kieszeni otwiera-jestem w moralnej rozterce, zwłaszcza, że jestem pewna co do słuszności swych intencji 🙂

    2. No mniejmy nadzieję, że pisząc notkę nie miałaś przed oczami mojego obrazu :)Nie wiem jak uważają mnie inni ale ja nie myślę o sobie jako o siksie, która tylko podkochuje się w kabareciarzach. W tym ‚światku’ obracam się od stosunkowo niedawna, ale zdążyłam zaobserwować takowe zachowania…

  3. wprawdzie nie miałaś okazji poznać moich opinii na forach i nie jestem aż taką egocentryczką, żeby sądzić, że jednorazowa wizyta na moim blogu skłoniłaby Cię do stworzenia notki, ale wydaje mi się, że mogłaś mnie uznać za taką właśnie osobę, więc pytam (nie przyjmij tego ironicznie, po prostu jestem ciekawa): do mnie pijesz? bo jeśli jestem jednym z adresatów, to wejdę w polemikę 🙂

    1. Tak się składa, że nie. A nawet jednorazowa wizyta na Twoim blogu (bo chyba się domyślam dobrze, z którego bloga przybywasz) dała mi wyraźnie do zrozumienia, że tu pustki ni ma. No chyba, że się uważasz za taki szelf 😉

  4. Daga, ty wiesz że w wielu rzeczach się z tobą nie zgadzam, ale tu masz całkowitą rację. Czasem nawet jeśli człowiek by się czasem starał zwrócić uwagę na przekaz to i tak wszystko sprowadza się do wychwalania fizyczności artystów, a to wielka szkoda.A co do Bałtorczyka fajny program, dobra formuła chociaż momentami wydaje mi się że jeszcze nie dopracowana. Mam nadzieję że się wyrobi.

  5. W sumie racja. Każdy może inaczej odbierać twórczość i fajnie byłoby się podzielić z innymi swoimi przemyśleniami.Co do programu Piotra Bałtroczyka to: dobry pomysł na show, dużo elementów, kabarety… zobaczymy jeszcze w kolejnych odcinkach… Oczywiście brakuje „Spadkobierców”;(

Skomentuj ~presto Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *