Dookoła mediów

Wreszcie poszło. Siadłam i obejrzałam wyczekiwanie Pakowskie „Dookoła mediów”.

Trochę mix and match, ale ogółem kupy się trzymało i to całkiem dobrze. Autentyczne wpadki z TV wstawione między gadki konferansjera (a także reżysera koncertu) Tomasza Jachimka i występy artystów. Miłe wrażenie na dzień dobry zrobił „Muzyczny elementarz” Łowców.B (premiera telewizyjna). „No” – pomyślałam -„Mam nadzieję, że atmosferka nie siądzie”. Przyszedł Artur Andrus, pomonologował, Dagsonowi buzię wykrzywił spontaniczny wyszczerz. Przyszła Formacja Chatelet, pokazała swój od niedawna grany skecz o pani nauczycielce i wypadli lepiej niż podczas pojedynku z ww. red. Andrusem i nawet przez chwilę człowiek zapomniał, że ostatnimi czasy trochę gorzej im idzie. Ciachy objawiły się po raz pierwszy w telewizji bez Gosi (urlop macierzyński) i chyba po raz pierwszy ze skeczem „Polityczny ring” z nowego programu. Parę tekstów może przejść do historii. Grupa Rafała Kmity przeleciała jak dla mnie bez rewelacji – szanuję, ale rzadko mnie naprawdę rozśmieszają. No cóż, lepsze to niż parę innych ekip, które nie śmieszą mnie nigdy… Na osłodę Jurki (albo Jurasy, jak to niektórzy mówią) i serial kryminalny według standardów UE (ueeee, ueeeee… xD) oraz owacyjnie przyjęta Marylka w mundurze. Zapowiedź Jachimka i radocha, och i ach, szał – Jerzyk Janeczek Połoński śpiewający, czy coś, co tygryski lubią najbardziej i za co dałyby sobie prążki zetrzeć. I słusznie! Nie za darmo dostał wyróżnienie na PPA, kiedy jeszcze ta impreza miała jakiś prestiż. I to choreo… Czyżby nowy hit obok Jerzykowej wersji „Bombonierki”? Ja sądzę, że tak. I myślę, że nie tylko ja… Na dobitkę i zwieńczenie pierwszej części retransmisji trzasnęli nam jeszcze Andrusowo-Jurkową prognozę pogody. Wiwat współpraca międzykabaretowa.

I druga część. Znowu Łowcy na dzień dobry. Nie, żebym coś miała, ja tam ich lubię 🙂 I przekonałam się, że prostacki trochę dowcip o musze w sklepie opowiedziany jako przykład banalnego rozpoczęcia występu przez Maryusza może zabić ze śmiechu. A i poznałam Najśmieszniejszego Człowieka Świata, pana Tratatata x) Jachim zapowiedział Jurki, a właściwie to wyszedł sam Wojtek Kamiński. Ale zaśpiewał piosenkę z ich nowej płyty, którą subskrybenci Jurkowego kanału na Youtube mieli okazję z pewnością już słyszeć, o dwóch siostrach Basiach. Chwilka wytchnienia w starym stylu przed trójmiejską bombą atomową znaną jako Limo. Skecz nienowy, o telewizji (a jakże…), ale w tak jakby nowym składzie, bo miast Ewki mamy przesłodką w roli Mariolki panią też na „M” – Marylkę (na co dzień Jurkową „jedynaczkę”). „Teledysk, jak ten mały nawijał, a w tle >>Polskie drogi<<” w jej wykonaniu został przyjęty nadspodziewanie owacyjnie – nie tylko dlatego, że ładna i zdolna jest… x) O Abelardzie i Wojtku już nie trzeba nic mówić – wystarczy, że są. Potem znowu weszła GRK z relacją z miejsca, gdzie nic się nie dzieje, więc rewelacji nie było. No. Ale to tak jakby przerwa między jednym skeczem Limiaków a drugim. A właściwie między skeczem a ekstazą – czytaj: Wojtek Tremiszewski czytał relację z meczu w roli prezentera Telewizji Trwam (mało brakowało, żebym przez pomyłkę napisała „Telewizji Tryn” =_= Eh, te manie personalne…). Niech czyta więcej. Niech czyta i czytaaaaa i czyyytaaaaa… ekhm, przepraszam, wracamy na ziemię. Do Formacji Chatelet. Coś nowego, jak zauważyłam. Grzana dostał paskiem po siedzeniu, po razie za każdy miesiąc niepłacenia abonamentu. Chateleci w okolicach politycznych? Nie, żaden szok. Pamiętacie „Roman Giertych fajny je-est!” z którejś wersji „Wojska”? No. Ale skecz mi się spodobał. I nie dlatego, że Grzana ściągnął spodnie. Po prostu to było parę jawnych pstryczków w nos grubych rybeniek. A one tego nie lubią, oj nie lubią! Kolejny nowy skecz aktualnie czysto męskich Ciachów pozwolił trochę odetchnąć po tym kopie, chociaż to wcale nie znaczyło, że zagrali jakoś nieśmiesznie. Krótko pojechali, ale fajnie. Delikatna zagrywka przed Łowcowym pojedynkiem D’Artagnana z Zorrem (bez maski, jak się okazało). Takie rzeczy to tylko od Łowców.B… x) A piosenka finałowa… nosz, takiej spryciuli ja dawno nie słyszałam. Jerzyk Połoński i Tomek Jachimek popisowo odśpiewali rymowane wcale nie częstochowsko przedstawienie wszystkich gwiazd wieczoru. Sam niewymuszony urok. Jak cały koncert zresztą… Podeszłam do niego troszkę jak do jeża (nie mylić z Jerzem Janem P.), pamiętając swoje doświadczenia z trochę jednak „kanciastym” i objawiającym się nieco grubymi nićmi zeszłorocznym koncertem, ale i z nadzieją, że jak Jachimek, to spieprzone być nie może. Nie przejechałam się, z czegom bardzo szczęśliwa. A i telewizja nie dała ciała, bo jeśli coś było wycięte (a na pewno było, to musiałby być cud albo transmisja na żywo, żeby nie skubnęli czegoś), to dla kogoś, kto nie był na miejscu podczas nagrania i nie widział na żywo, jest to zupełnie niezauważalne.

No i chyba smycze poluzowalu w TVP, bo poszło nadspodziewanie dużo przekleństw. Wybuczonych, ale zawsze. Powiew swobody?

Jedna myśl na temat “Dookoła mediów”

Skomentuj ~Gosia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *