Agata Mróz.
Znana siatkarka.
Znana z tego, że była znana.
Osoba medialna.
Szum medialny.
Becząca rodzina w TV, kwiatki i znicze pod szpitalem, świeczki w opisach GG, „superwzruszające” notki na blogach, pełne górnolotnych i tandetnych metafor wpisy na forach dyskusyjnych.
Niusy we wszystkich programach informacyjnych, oczywiście w czerni i bieli i okraszone „wzruszającą” muzyczką.
Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski od Kaczyńskiego. Nie ścigała „Kacapów” czy innych nieproszonych gości z karabinem, nie organizowała transportów z żarciem dla krajów ogarniętych wojną, nie miała wkładu w rozwój kultury polskiej. Ale była znana. I za to będzie zrównana z ludźmi, którzy czegoś jednak dokonali.
Jakiś grafomański reżyser zrobi film o jej walce z chorobą. Nie o walce Kasi, Basi czy Wojtusia. Bo to Agata była znana.
Wszyscy to mówią, jaka to ona nie była, że wspaniała, że cudowna, że bohaterka, itp., itd. Bo sport, ciężka choroba i macierzyństwo ponoć uszlachetniają. A wszystkie trzy naraz to już całkiem. Yes. Sure. Of course. Aż mi się przypomniał refren jednej z fajniejszych piosenek Perfectu. „(…) Bla, bla, bla. Bla, bla, bla. Blaaa – a w tym sensu brak”.
Ale minie tydzień, może dwa, może trzy i przejdzie ta „żałoba tłumów”. Wszyscy zapomną o „wspaniałej Złotce” i wrócą do codziennych zajęć. Dopóki jakiś inny idol tłumów nie zejdzie z tego świata, tym samym stając się kolejnym nieboszczykiem tłumów i okazją do pokazania, jacy to wszyscy są czuli na nieszczęście. Oh si, Klaro. Tragikomedia zacznie się od nowa.
Szczerze mówiąc zupełnie nie kojarzę kobiety. Na pewno szkoda, że umarła i współczuję jej rodzinie, ale ten medialny szum to rzeczywiście „lekka” przesada. Ale przynajmniej dziennikarze mają dzięki temu zapewnioną oglądalność/poczytalność i wypełnianie ramówek z głowy….pozdrawiam
Trafne!
Co prawda, to prawda. Nawet Jej nie znałam. Chociaż na pewno szkoda… i smutno. Przykre…