O Marku.

Liczę na to, że parafrazując Leszka Millera, „dobry tydzień można poznać po tym nie jak się zaczyna, ale jak się kończy”. Bo skończyć się może miło, sympatycznie albo nawet zajebiście (czego bym sobie życzyła), ale zaczął się za przeproszeniem chujowo. Od razu widać, że jest źle, bo Dagson jawnie klnie. Ano jest niefajno. Dzisiaj jak zwykle na przerwie uczepili się mnie Paulina z Sułkiem trochę pozawracać mi gitarę i to właśnie Marcin powiedział mi, że jednym z dwóch harcerzy, którzy w sobotę utopili się na zalewie w Wojcieszowie, był nasz wspólny kolega z klasy z gimnazjum, Marek.

Bez sensu. Totalnie bez sensu.

Marek był jedną z najbardziej lubianych przeze mnie osób w klasie. Wyróżniał się razem z paroma podobnymi do niego osobami na tle różnych różowych panienek i szpanerków w dresach. Sympatyczny, uczynny, dojrzalszy od rówieśników. Szło z nim pogadać jak z dorosłym, nie jak ze smarkaczem, których wszędzie było pełno. Chociaż najbardziej pamiętam go z bardzo głupiego epizodu. Jego niezamierzone uderzenie w piłkę do siatki z buta stało się przyczynkiem zdarzenia opisanego przeze mnie przeszło dwa lata, trzy miesiące i jeden dzień temu w notce o malowniczym tytule „Jak dostać po ryju”. Ale wiem, że to nie było specjalnie. On nie z takich był.

Najbardziej wkurza to, że zginął przez głupotę. Bo każda śmierć w wypadku to wynik czyjejś głupoty – albo zmarłego albo osób trzecich. Tylko nie wiadomo, czyja przyczyniła się do tego, że z Markiem już nie pogadamy. Ale chyba nie warto szukać kozła ofiarnego na siłę. Markowi nie zwróci to życia.

Był Marek i nagle nie ma Marka. Zostało mi po nim kilka klasowych zdjęć, parę trochę przymglonych wspomnień, e-mail w książce adresowej i profil na Naszej Klasie.

Zuo. W takich chwilach utwierdzam się w swoim przekonaniu, że Bóg albo nie istnieje albo wbrew naiwności wielu ma nas w serdecznym poważaniu. I nie ma co bełkotać o teodycei, bo to i tak jeden wielki pic na wodę fotomontaż.

Jedna myśl na temat “O Marku.”

  1. Kiedy słyszymy informacje o jakiejś tragedii, wydaje nam się to takie odległe. Uważamy, że to nas nie może spotkać. Przecież ten chłopak też tak myślał, ale teraz już nic nie zmieni. Wszystko jest nam obce do czasu… to smutne.

Skomentuj ~Gosia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *