„Zasada ograniczonego zaufania”

Niby życie znam, ale niewdzięczność pewnych ludzi mnie zaskakuje.

Byłam dla pewnej gromady fajną, cierpliwą kobietą, taką do pogadania. Wiadomo, że koledzy i koleżanki w tym względzie mają zawsze mniejszy lub większy przywilej. Pozwalałam sobie smarkać w rękaw, gdy sąsiadka jednej wywaliła swojego psa przez okno i nikt truchła nieszczęsnego jamnika przez przeszło godzinę nie raczył zabrać. Trzymałam sztamę z paroma, gdy wszyscy wokół gnoili je za poglądy. Zawsze pomogłam, jeśli umiałam. Zawsze gdy miałam trochę czasu, wysłuchałam. Gdy trzeba było, postawiłam do pionu. Ogółem może nie marzenie, ale coś blisko tego.

I co? I jajco. Jak ja potrzebowałam ich poparcia, to się niemal wszystkie odwróciły plecami. Bez powodu, bo tak było prościej, bo trudniej trzymać się z mniejszością. A gdy one nią były, to dobrze było, że ktoś się wstawiał, nie? Zresztą… Bo to pierwszy raz? Już zdarzało się, że dotychczasowe koleżaneczki odstawiały numer w najmniej oczekiwanych momentach. Co najciekawsze – były starsze i raczej nikt by się po nich nie spodziewał, że mogą być takie głupie. Ale jednak to przykre. Coraz częściej sprawdza się maksyma: „Umiesz liczyć? Licz na siebie!”.

Coś niestety w tym jest – osoby ciekawe przyciągają do siebie wielu ludzi, a wśród tej „wielości” bywają i żmije. Mogę nawet zacząć pisać leksykon po podgatunkach takich żmijek… Różnorodność byłaby spora. Wywyższające się smarkule o wybujałym ego, zagubione małolatki odbijające sobie szkolne problemy w Necie, smarkate „wykształciuchy”, histeryczne cierpiętniczki, zakompleksione pasztety, wystylizowane bachory (coś jak syndrom „starej maleńkiej”), ułożone panienki z kościelnych chórów, „panowie i władcy” na wysokich stołkach, lizusy, ludzie-chorągiewki…

Jedyną pozytywną puentą może być fakt, że jedna czy dwie osoby podające się za koleżanki okazały się być nimi naprawdę, a parę było i jest nimi zawsze. Dobre i to, ale gdy człowiek pomyśli, ile zrobił dla różnych takich typów i typków, żeby potem w zamian dostać gest Kozakiewicza albo kopa w tyłek, to aż człowiekowi szkoda, że nie wiedział wcześniej, jakie te koleżanki są naprawdę. Wtedy przyjnajmniej tym wszystkim żałosnym bękartom polskiego wyżu demograficznego ręki by nie podawał, żeby się nie zabrudzić.

6 myśli na temat “„Zasada ograniczonego zaufania””

    1. Znaczy czy niekolorowo to nie powiem. Ale czasem trzeba wylać z siebie cały ten syf, żeby ten kolor w życiu pozostał…Dziękuję i pozdrawiam :*

  1. Cóż, w moim przypadku jest tak, że zwykle starem się pomóc, a jak druga osoba zawiedzie to już to ignoruję i nie mam pretensji (bo ile można się pluć)… Kwestia przyzwyczajenia.Trudno mieć bandę prawdziwych przyjaciół (ograniczone ramy czasowe żeby troszczyć się o wszystkich), a znajomi są i za chwilę ich nie ma. Dwie osoby to już coś:)Pozdrawiam.

  2. bo ludzie sa tchórzami i to nie jest kwestia wieku…czy to wyz czy to niz demograficzny to wiekszosc boi sie wziąć odpowiedzianosc za cokolwiek..nawet za wlasna opinie

  3. Nie martw się na niektórych ludzi nie warto tracic nerwów ( sama wiem coś o tym), mało jest prawdziwych przyjaciół. Dobrze, że chociaż są dwie.POzdrawiam i trzymaj soię jakoś :*

  4. Dosadnie – stałaś się zwyczajnym kubłem na rzygi, a ludzie to obrzydliwe świnie, które wykorzystują słabość człowieka do drugiego człowieka. I te świnie nigdy nie odpłacą się tym samym, ale będą wracać. Czas więc najwyższy porzucić nadzieje pokładane w istocie ludzkiej i nauczyć się radzić samemu, bo tylko to na zdrowie wychodzi.

Skomentuj ~też-dagmara Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *