Zaczęło się od tego, że z pewnym świtem… tfu, to nie piosenka Pogodna… To wyjście na „Śmierć Człowieka Wiewiórki” jest. Na Scenie Studyjnej. Chyba przyzwyczaiłam się już do braku oparć, ale może to kwestia powiększającej się krzywizny mojego kręgosłupa 😀 Tak więc usadowiłam się w pierwszym rzędzie po lewej (przy tym spektaklu układ miejsc siedzących jest zmieniony i to dosyć hardcorowo… co ja mówić będę, przyjdźcie i zobaczcie). Na widowni zauważyłam Roberta Dudzika i Jacka Grondowego. Dokulturalniają się chłopaki, nie ma co (bez cienia ironii). W każdym bądź razie wybrałam niezłe miejsce. Jedno z najlepszych nawet, jeśli ktoś lubi kontakt z grającym aktorem. Na samym początku spektaklu już można to poczuć ^^ Aktorzy ganiają w tą i nazad w czymś na kształt pokazu mody. Tja, siedzę sobie, a umundurowany Andrzej Kępiński zatrzymuje mi się przed samym nosem :0 Jak można się było domyślić po samym wstępie, cały spektakl cokolwiek odstawał od normy. Ale spokojnie, żaden superwspółczesny teatr z 90% zawartością bluzgów w dialogach, seksem w nadmiarze i obyczajowym ściekiem w fabule. Temat RAF-u podano w humorystycznej formie, chociaż to raczej czarny humor był tudzież tragikomedia… w każdym bądź razie dosyć lekka forma. Policjant o Gołębim Sercu (jeśli pana Kępińskiego nadal będą obsadzać w rolach takich uroczych słodziaków, to ja nigdy próchnicy nie wyleczę) zatrzymuje Antyczłowieka śmigającego nową BMW-icą i ogólnie cała rozmowa, pomimo tego, że Andeas Baader aka Antyczłowiek jeździ po mundurowym jak po łysej kobyle, cała ich rozmowa wygląda, jakby się nawzajem podrywali… nawet ruszają się, jakby tańczyli xD Poczułam się rozwalona. Ale nie totalnie. Totalnie rozniosła mnie scena, gdy tuż po czwartym zejściu śmiertelnym Człowieka Wiewiórki (nieszczęśnik zdycha, zdycha i definitywnie zdechnąć nie może… umiera raz dziennie niczym niejaki Kenny xD) zjawia się Ariel (Anna Ludwicka w takich samych rajstopach jak te, które miałam na spektaklu :D) – rozchichotana, rozbujana – i na widok Policjanta klęczącego nad ciałem Wiewiórki pyta: „A dlaczego ten pan nie tańczy?”. Po prostu zgon na miejscu… xD Ale zatańczył – tragikomiczna scenka. Kępiński podźwiguje grającego Człowieka Wiewiórkę Roberta Manię i tańczy z nim. Tak, on z nim (i to jak!), a nie że tańczą, bo Mania jest całkowicie bierny 😀 Zresztą też styl schodzenia Człowieka Wiewiórki zasługuje co najmniej na nagrodę Nobla w kategorii Realistyczne i Efektowne Odgrywanie Agonii. Tym bardziej, że przez cały spektakl wykon następuje cztery razy: zejście w kawiarni, powieszenie się na własnym krawacie, omyłkowe ustrzelenie przez Gundun Ensslin i ripley z omyłkowego ustrzelenia przez Gundun Ensslin. Tak, najpierw go zastrzeliła i zszedł, potem akcja się cofnęła (rispect dla wszystkich aktorów za tą scenę) i znowu było dokładnie to samo xD Cztery okazje do podziwiania kunsztu aktorskiego Roberta Mani w tej dziedzinie. No patrzcie, taki młody (ledwo 8 lat starszy ode mnie), a robi na mnie wrażenie większe niż niejeden doświadczony aktor. Co on wyczyniał z tymi oczami, matko jedyna… Ale dobra, co ja będę nawijać, kopnijcie się do teatru i sobie sami zobaczcie. Robi wrażenie. Jak cały spektakl zresztą.
I tak zamiast gratisa…
Coś dla czułych: polecam sceny, gdy Człowiek Wiewiórka umiera na rękach Policjanta tudzież następująca chwilę po czwartym zejściu śmierć Policjanta. Rozczulenie i chusteczki w ruchu gwarantowane.
Coś dla moich kochanych perwertów („Witajcie drogie dzieci… i tentakle, hje, hje, hje” xD): Gundun Ensslin (Magda Kuźniewska) podczas scenki Niemieckiego Cyrku (Człowiek Wiewiórka miał kopnąć Policjanta w dupę. I wiecie co? Nie kopnął 🙁 xD) zamienia się w treserkę Człowieka Wiewiórki. Reszty nie trzeba dopowiadać (od razu odpowiadam – tak, lała go substytutem pejcza xD).
Ogółem szłam z obawami, wyszłam ubawiona i rozrefleksjonowana lekkim sposobem. Po spektaklu wynikła jeszcze jedna wesoła rzecz, a mianowicie gdy po spektaklu we foyer pojawił się Robert Mania, podeszłam i poprosiłam o autograf 🙂 No i się troszkę zawstydził chłopak, bo to jego pierwszy raz był 😀 Fajny widok – „zburaczony” aktor i fanka z telepiącymi się z przejęcia rękoma 😀 No, ale niech się przyzwyczaja – za rok to będzie norma, że fanki będą leźć do niego po spektaklach 😀
P.S. Jutro idę na „Klątwę”. Bo karnecik wykupiony mam. Mówią, że lipny spektakl, ale Kępiński w sutannie gania. No to idę 😀 Zresztą jak faktycznie jest słaby, to pójdę i potem będę mogła z czystym sumieniem potwierdzić.
Ty tam wszystkich po kolei zawstydzasz 😛 niedługo każdy aktor, który wyjedzie z Jeleniej będzie zburaczony ;))))
Przesadzasz 😀
Prawdę rzeczę xD