Przegląd Piosenki Debilnej – Wrocek 2009

Łojezu. Nie ogarniam, no nie ogarniam! Tak działa wrockowy Przegląd Piosenki Debilnej xD

No więc (wiem, że tak się zdania nie zaczyna, ale co tam) zaczęło się od tego, żem ranną porą o rodzinie dziewiątej zwlekła się z łóżka i doprowadziła się do stanu używalności, coby na dwunastą zdążyć na busa, który mnie i przybyłą pekaesem z Kowar Natalię dowieźć miał do Wrocławia. I dowiózł, a że był pośpieszny, na miejscu byłyśmy już przed 14. Doszła do nas Paula i w takim składzie ruszyłyśmy w drogę. Przebiwszy się autobusem w stronę Galerii Dominikańskiej, dokonałyśmy zrzutki na coś jadalnego – a tym jadalnym był kubeł kurczaka w KFC, który jakimś cudem został w prawie całości zżarty, włącznie z frytkami (Dagmara zjadła skrzydełko, kurna, święto lasu). Następnie udałyśmy się w kierunku Impartu. Paula robiła za przewodnika, bo jako zamieszkała tymczasowo we Wrocławiu orientuje się w tym i owym, a my dwie pewnie byśmy się od razu zgubiły xD Po drodze napotkałyśmy takie ciekawostki, jak reklama pasty do zębów w formie wielkiej tuby wywalona na śmietnik koło przychodni dentystycznej (no, po prostu musiałyśmy się z nią obfotografować xD), tunelowa galeria grafitti z tak wyrafinowanymi malunkami jak Różowa Pantera, małpi gaj i kocinauci i wielka piaszczysta pustynia przed Impartem, która z racji aury stała się bagnem, które trzeba było przebrnąć, nie utytławszy się zanadto… Gdy wreszcie byłyśmy na miejscu, okazało się, że mamy jeszcze przeszło godzinę czasu. Po dłuższym błądzeniu po parterze wskazano nam wreszcie knajpkę na terenie Impartu, gdzie mogłyśmy spokojnie przeczekać. Tak więc siedzimy, czekamy, a tu niespodzianie pojawił się Karol. Dosiadł się, zapalił, pogadał z nami. Zapowiedział, że zagrają dzisiaj jeden nowy skecz, bardzo nowy (kilkudniowy taki) i że mają strasznego nerwa. Potem doczłapał się Robert celem spożycia jakiegoś obiadu, albowiem wygłodniały był strasznie. Potem Karol się urwał do garderoby, Robert po posiłku też się zmył, pojawił się cywilnie Radek Bielecki (któremu nie zawracałyśmy gitary, bo wyglądało na to, że koledzy z Lidzbarka wpadli do Wroca go odwiedzić), a potem trzeba było już ruszać w stronę sali. Gdy wreszcie po przeprawie przez szatnię usadowiłyśmy się na naszych miejscach (początek 13. rzędu, ale widoczność całkiem niezła), obejrzałyśmy otrzymane karty do głosowania na Nagrodę Publiczności, a potem na scenę wszedł prowadzący tego wieczoru całą imprezę Grzegorz Halama, no i się zaczęło. Konferansjer powiedział, że nie będzie dużo gadał, bo nie wypada, żeby on był śmieszniejszy od wykonawców, co nie zmienia faktu, że – jak zauważyła później Paulina – momentami jednak był. Jako pierwszy wystąpił kabaret Szarpanina ze Szczecina i potwierdziła się teza, że to, co najsłabsze, idzie na początek. Chłopaki całkiem sympatyczne, ale ich piosenki jednak zajeżdżały licealnym podrzędnym kabarecikiem i niezłą Częstochową. Potem przyszła kolej na kabaret Weźrzesz – jednego z Natalcinych faworytów, który mnie niestety troszkę zawiódł. Piosenka o górniku była totalnie od czapy (szczególnie „hiphopowe” wstawki Anety), „Słoneczniki” nieco nadgoniły, bo co jak co, ale uroku tej piosence odmówić nie można. Później zagrał jeden z nielicznych solistów tego wieczoru – Grzegorz Żak. Może nie dość „debilny” zgodnie z definicją przeglądu, ale był świetny i zaskakiwał puentami. Następnie na scenę wkroczył Kabaret Z Konopii, kolejna ekipa znana mi z czerwcowych Poligonów w Kielcach, prezentując piosenkę o ostatnich kowbojach – średnią na jeża w sumie – i o bosonogiej dziewczynie. Deja vu? Oh si, to dokładnie ten sam kawałek, który wieńczył kielecki koncert, z tym, że teraz odśpiewany na dwa głosy. Chociaż to kwestia siedzenia, bo ja miałam wersję czterogłosową, z siedzącym obok Mikim Kwaśniakiem i sobą gratis. Dodatkowo Mikołaj przytupywał do rytmu tak mocno, że chyba cały rząd to odczuwał 😀 Później – brak mi tu już stuprocentowej pewności – wystąpił kabaret Na Ostatnią Chwilę i przedstawił pamiętliwą piosenkę o deskach („Więc chodź, trzaśnij mnie deskąąą, raz żółtą, a raz niebieeeskąąą…”) i drugą o tym, że sosna ma igły – kolejny tego wieczora utwór zasadniczo bez sensu. Następną ekipą był niejaki Svenson Band, czyli trzech kiczowato ubranych gości śpiewających w jakimś bełkocie nibyszwedzkim. Takie tam sobie to było jak dla mnie, ale trzeba przyznać, że to było coś innego i (względnie) świeżego. Potem zjawiła się kolejna grupa „rekomendowana” przez Natalię – Trupa Stypa. Pierwszą piosenką o wymownym, ale zwodniczym tytule „Homo” zjednali sobie moją sympatię, by następnie przy pomocy „Dance macabre” rozgnieść mnie o fotel. Nie muszę chyba mówić, przy czyjej nazwie w efekcie postawiłam krzyżyk na karcie do głosowania? ^^ Później wystąpił hołubiony przez rozlicznych jurorów – co całkiem dla mnie niezrozumiałe – Kabaret Grabiego Marka. I cóż, w owym niezrozumieniu dla zachwytów nad nim się utwierdziłam. Owszem, dosyć, dosyć, ale nic – absolutnie nic – wybitnego. Ogółem frontman raz okazał się zabawny, ale kiedy krzyknął do konferansjera (notabene zaprzyjaźnionego z nim), żeby ten pokazał nerki, a w odpowiedzi usłyszał, żeby sobie na Youtubie zobaczył. Ostatnim z zapowiedzianych wykonawców był kabaret Noł Nejm. Zaczęli dosyć łagodnie piosenką „wojskową”, która wojskowy miała tylko początek i motyw karabinu, a potem ostro uderzyli piosenką znaną i lubianą już w niektórych kręgach satanistyczną piosenką kapeli Kierpce Szatana. Ogółem mój drugi faworyt na równi ze Stypą i tylko fakt, że ci pierwsi mają już sporo nagród, zaważył na mojej decyzji. Ale uwaga, uwaga – to nie był jeszcze koniec. Otóż na karcie do głosowania mieliśmy jeden „bezimienny” kwadracik przypisany tzw. wtyce, czyli wykonawcy, który zgłosił się niemal na ostatnią chwilę. Okazał się nim być starszawy pan, nazwiskiem Lech Zubielewicz, który przy akompaniamencie pomruków i innych dzięków wydawanych przez Kabaret Grabiego Marka wykonał dwa kawałki na podobną modłę, z tym, że o różnej tematyce. Ogólnie rispect dla gościa, że po paru latach oglądania przeglądu z fotela widza zdecydował się wyleźć na widownię, ale występ nieszczególny.

Następnie pan konferansjer posłał nas na jakieś 15, ewentualnie 20 minut przerwy, które poświęciłyśmy – oprócz głosowania (byłyśmy wyjątkowo zgodne w tej kwestii) – na zacieśnianie kontaktów z Mikołajem oraz przybyłymi Stypowcami 😀 Po naszym powrocie rozpoczął się gwóźdź wieczoru, dla którego w szczególności przemierzyłyśmy taki kawał drogi z domu do Wrocławia – występ gwiazdy, to jest Kabaretu Skeczów Męczących. Mieliśmy taki mały the best of z ostatniego czasu z dodatkiem skeczy jeszcze nieogranych plus jedna, wspomniana już, świeżynka kilkudniowa. Była i „Piosenka trenera”, „Nasza klasa”, „Piosenka ekologiczna” (aka „Cud natury”), w której Jarek tak się wczuł, że były obawy, czy statyw od mikrofonu to przetrwa, mieliśmy i na bis legendarną w niektórych kręgach „Piosenkę improwizowaną” (której historia btw. rozpoczęła się na którymś z poprzednich przeglądów), która we wrockowej wersji zwała się „Piercingowana retrospekcja” i której przygotowanie tekstu z udziałem publiki przyniosło niezły ubaw. Pojawiły się i skecz, który miał swój początek na wspominanych już kilkakroć Poligonach – „Wesele”, acz w widocznie zmodyfikowanej od tamtego czasu wersji. Była i „Telewizja” (Trfam rządzi, ino szkoda, że wersji Trfam Erotica jako takiej nie było… Żartowałam, no :D), podczas której Michowi sprowokowanemu przez Karola do śmiechu odpadł nos 😀 Był i nowy skecz, który okazał się być kolejnym odcinkiem przygód niejakiego Śruby, wyraźnie niedograny, ale może być z tego za jakiś czas przyzwoity numer. A i tak chyba najbarwniejsze były wstawki pomiędzy, np. „chwila taniej erotyki”, jak to Łajza określił Misiula szalejącego z krzesłem tudzież podobny „występ” samego Marcina.

Po popisach KSM-ów jury ogłosiło swój werdykt, który – niespodzianka! – pokrywał się z moją opinią w około 90 procentach. Nagrodę publiczności zgarnął Noł Nejm, nagrodę dziennikarzy – Noł Nejm, wyróżnienie ex aequo Grzegorz Żak i Stypa, a pierwsze miejsce ex aequo Svenson Band i… Noł Nejm 😀 Ogółem Rybnik zawojował imprezę.

Ogłoszenie werdyktu było zakończeniem drugiego dnia Wrocka. Ale tylko oficjalnie, sesese 😀 Nasz tercecik odebrawszy kurtki z szatni („Jakie jest nasze motto, no jakie jest nasze motto?” „Kurtka do szatni!” xD) podążył za kulisy, coby porozmawiać sobie z Męczącymi i wymienić wrażenia. Ogółem chłopcy chyba mieli więcej stresu niż to było warte 😀 Porozmawialiśmy chwilkę z Karolem i Jarkiem, po czym od tego drugiego otrzymaliśmy całkiem poważną propozycję pójścia na pokoncertowy bankiet. Jak zapraszają to się nie odmawia – poszłyśmy. Szczegóły z wiadomych względów sobie podaruję (o pewnych rzeczach mogą wiedzieć tylko wybrani, sesesese), ale paroma ogólnikami zarzucić mogę. Byli Weźrzesze, była i 3/5 Męczących… znaczy na początku byli wszyscy, ale dwóch opuściło nas „po angielsku”, niedobrzy 😛 Oprócz konsumpcji i pogaduszek czysto towarzyskich nawiązałyśmy kilka rozmów celem zasięgnięcia porady na różne tematy (w zależności od zainteresowań każdej z nas) u osób, które się znają. Toteż spędziłyśmy sporo czasu słuchając miłego Pawła z Radia Traffic oraz samego Artura Andrusa, który okazał się być naprawdę piekielnie miłym i mądrym gościem i który udzielił nam kilku dobrych rad i jako dziennikarz i jako kabareciarz (chociaż sam przyznał, że jest bardziej dziennikarzem ^^). A i spotkałyśmy Grzegorza Halamę, z którym też miałyśmy przyjemność chwilę porozmawiać. Ogółem mówić nie muszę, że było miło, tym bardziej, gdy niektórzy się „wkręcili” i zaczęli snuć nowe i chore koncepty sceniczne, które mam nadzieję mimo wszystko nigdy nie zostaną zrealizowane xD

Około 23 z hakiem, pożegnawszy się ze wszystkimi i postraszywszy Radka, że widzimy się w czwartek („Gracie w Jeleniej, nie?” :D), wyszłyśmy, wsiadłyśmy w autobus, pojechałyśmy do babci Pauliny, gdzie przespałyśmy noc, by rano, odprowadzone przez Zgreda, wsiąść w busa i wrócić do domu. Szybko jakoś zleciało. Jak zwykle, najlepsza zabawa kończy się najprędzej.

 

Zdjęcia będą na dniach i po starannej selekcji (albowiem byłam ostro niefotogeniczna tego wieczora) opublikuję co lepsze.

„Nie jedzcie żółtego śniegu”. Amen.

4 myśli na temat “Przegląd Piosenki Debilnej – Wrocek 2009”

  1. się zaczytałam xD no to nieźle poszalałyście, aż Wam zazdroszcze xD kurde no nawet głupio mi – takiej szarej nieznaczącej osóbce – pisac do takich V.I.P.-ów 😀 niektórych kabaretów (tych początkujących) nie kojarze, ale wiekszośc coś mi mówi xDpozdrawiam! http://www.animrumru.blog.onet.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *