Świnto

Podobno zanikanie czaru świąt to kwestia dorastania/starzenia się. Czyżby czyż? Nie no, fakt faktem, że z roku na rok Boże Narodzenie zdaje się być mniej czarowne. Ale jak się człowiek trzyma jakichś zwyczajów utartych od lat, to i jakoś ten urok nie ulatuje.

No właśnie. Rok w rok na wigilię jeździmy do babci. W tym roku mój rodziciel i jedyny posiadacz prawa jazdy w rodzinie rozłożył się, dopadnięty przez jakiś perfidny wirus i nici w wizyty. Wprawdzie babcia wpadła w drugi dzień świąt, ale wiadomo, że to nie to samo, nawet jeśli przyniosła swoje najprzedniejsze w świecie paszteciki z kapustą i grzybkami. Tak więc święta spędziliśmy przed telewizorem bądź w moim wypadku komputerem, podjadając co tam matka nagotowała. Nudno. Ha. Podobno w święta zawsze jest nudno. W każde. Telewizja powtarza po raz n-ty te same filmy i tak dalej. Mi to tam w sumie nie przeszkadza („Kevina…” widziałam tylko raz, „Śniętego Mikołaja” ani razu), za to – korzystając z faktu, że w zalewie repetek zawsze serwują jakąś telewizyjną premierę – zaliczyłam sobie „Auta” („W tym fachu na takich kichach daleko się nie zajedzie”), co przypłaciłam wyszczerzem pospolitym przez Artura Barcisia i miłością do niejakiego Złomka (nie mylić z wujkiem Złomkiem od Trendych). Poza tym drugi rok z rzędu poszła pierwsza część „Narnii”. Fajna bajka, ale tylko na pierwszy raz. Bo zasadniczo poza wypasionymi efektami specjalnymi nic ciekawego. No cóż – na święta zawsze kino mocno rozrywkowe. Nie, żeby mi to przeszkadzało – milsze mi nawet takie bajdury niźli „Barwy szczęścia”, których nawet w Boże Narodzenie Dwójka nie odpuściła. Ale nawet takie wykolejeństwa jako tako trzymały się standartowego obrazu typowych i w gruncie rzeczy wesołych świąt w wersji langweilig. Bardziej rozśmieszyło mnie – w bardzo ironiczny sposób – co innego. Jest wigilia, z rodzinką chłepczemy sobie pyszny barszczyk z uszkami, gra telewizor (nie dali sobie wyperswadować, że to głupio wygląda), a z niego ciurka sobie wieczorna „Panorama” (ta o 18.30). A tam wiadomo, kolorowe obrazki świąteczne, żywe szopki, wigilie i inne takie – tak jak być powinno. Aż tu nagle bum – rozwalone domy w Gruzji, wyjące wdowy… Momentalnie zapragnęłam ciapnąć w ekran uszkiem, ale takich frykasów nie wypada marnować. No luudzie. Trochę konsekwencji. Skoro Boże Narodzenie ma być radosne, to bez smętów proszę. Tym bardziej, że na jednym z forów, na którym zwykłam bywać, w pierwszy dzień świąt na wieść o zejściu niejakiego Kuronia Macieja zaczęła się dysputa o śmierci i przemijaniu. Zemdliło mnie. Że już totalnie przemilczę wizytę któregoś z programów informacyjnych u rodziny znanej z tego, że była znana pani Mróz. Jakby nie było innych rodzin godniejszych pokazania w telepatrzydle. Bo to, że jej córeczka jest słodka nie zmienia faktu, że absolutnie niczym nie różni się od tysięcy innych bobasów. No, może tym, że głupią matkę miała. Ogółem takie wstawki w Boże Narodzenie wyglądały jak ślimak w misce ponczu.

Ale tak poza tym niech bogowie błogosławią telewizję za dużą ilość kabaretu. Zaczynając od wielgachnego koncertu z okazji 10-lecia Ani Mru Mru, poprzez pierwszą część „Noworocznika” Kabaretu Pod Wyrwigroszem, na kolejnej części „Marzeń Marcina Dańca” kończąc. Pomimo faktu, że gospodarz tego ostatniego, nie wiedzieć po co, zaprosił beztalencie Piotrem Kupichą zwane, które nie tylko tradycyjnie udawało, że umie śpiewać, ale jeszcze udawało, że umie aktorzyć. Ale wiadomo, Daniec nie byłby sobą, jakby mu nie pojechał. I pojechał. Miałam chociaż tą satysfakcję. O Wyrwigroszowym programie coś już było wcześniej mówione, także sobie daruję, a Mruczkową galę podsumować można jako autentycznie wielką humorystyczną bibę z masą gości.

I tyle no. Po świętach. Zostaje jeszcze około tygodnia wolnego. Wczoraj z racji końcoworocznej promocji w teatrze wybyłyśmy z Natalią drugi raz w tym roku na „Podróż poślubną”. We wtorek idziemy na „Śmierć Człowieka-Wiewiórki” – ona pierwszy raz, ja drugi. Ogółem zachęcająca perspektywa, jeśli dodać do tego wspólnego Sylwestra. Ale święta bidne były. Mam nadzieję, że ostatni raz tak się złożyło, bo co to za święta, kiedy panuje nieodświętna nuda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *