Co by było, gdyby…?

Dobra. Mea culpa i lenistwo, bo opisu najnowszego „pełnometrażowego” programu Neo-Nówki jak nie było, tak ni ma (mimo, że udało mi się z niego obejrzeć drugą połowę, a „Ekstrasy” w całości), a jednak bycie po primo fanem, a po secundo samozwańczą szefową nieformalnego fanklubu, zobowiązuje, a brak Internetu przez weekend nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Tak więc smażę notencję z tego, co widziałam, ewentualnie po zaliczeniu brakującej pierwszej połowy dopiszę jakieś post scriptum. Ok, wiem, że jest coś takiego jak Youtube, ale średnio na jeża lubię nadrabianie na nim takich typowo całościowych programów.

Wpadłam do domu akurat, gdy kończył się skecz o pewnym osobniku z podręcznikiem od fizyki (zgaduj, zgadula, kto go grał), więc z racji tego pominę, bynajmniej do czasu, aż poznam cały. Potem jeszcze tradycyjnie rozśpiewany zespół Autorewers do Przodu i niesamowicie owacyjnie przyjęci „Polacy w Niebie”. Trudno się dziwić, bo Roman jako Lucjan popłyyyynąąąął… I to do tego stopnia, że ugotował nie tylko Radka (norma), ale i Gawlina (święto), a poza tym pozrzucał z krzeseł kupę ludzi – i w Rotundzie i przed telewizorami. Aaa, i po programie na stronie Neonsów pod newsem o emisji „Co by było, gdyby…?” liczba komentarzy nagle zmieniła się z trzech na czterdzieści trzy. Robi wrażenie. Tylko mi trochę szkoda, że zaliczyłam tylko jedno wejście jury – bo trzeba wam wiedzieć, że panowie poza skeczami wcielili się w jurorów na wzór tych z różnych telewizyjnych szołów i zasadniczo każdy jeździł po sobie. Obciachowy kapelutek na głowie Gawlina zasugerował mi pewnego wujka z telewizji, reszty nie załapałam (a swoją drogą – skąd oni wiedzieli, że Gawlina to ja najchętniej zapakowałabym w arafatkę?).

„Ekstrasy” zgodnie z nazwą były zbiorem „ścinków” z programu właściwego, czyli zlepkiem nieco bardziej znanych numerów – o Euro 2012 (i ten o organizacji i ten o samych mistrzostwach), kultowa już rozmowa księdza z kościelnym, skecz o sondzie na temat 11 listopada. Tym śmieszniej, że nastąpiło lekkie przemieszanie światów i na naszego dzielnego reportera napatoczył się niejaki Aaaaadam… Ino Autorewers się zdublował. I piosenka – intro. Ale nic to. Autorewersów to mogę słuchać po wielokroć, a na powitalny utwór tydzień temu się nie załapałam.

Wszystko puszka cacuszko – Neonsi udowadniają wysoką formę, ludzie pękają ze śmiechu… Oj. Jest łyżka dziegciu. I to wcale nie jest kwestia indywidualnego odbioru, bo od jeszcze kogoś usłyszałam podobne wrażenie. Otóż realizatorzy, zamiast jak zwykle (jak bogowie nakazują) pokazywać przede wszystkim artystów, robili od cholery niepotrzebnych ujęć publiki. Może żeby podkreślić fakt, jak bardzo się im podoba. No, ale nie każdemu uśmiecha się podczas tak przyjemnych rzeczy jak oglądanie Neo-Nówki mimowolne patrzenie na świnię o nalanym tłuszczem ryju, która tak kwiczy ze śmiechu, że mało jej otłuszczony biust nie wyskoczy z tego gigantycznego dekoltu. Chociaż dla takich rzeczy jak ten program warto przetrzymać tego typu wywołujące odruch wymiotny widoki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *