Zlot

Tak więc ten tekst będzie próbą odtworzenia wydarzeń z dni 26, 27 i 28 czerwca 2008 roku, podczas to których byłam w drodze do Kielc na I Ogólnopolski Zlot Fanów Kabaretu Skeczów Męczących tudzież na nim samym. Więc odtwarzam.

 

25 czerwca

Ja i Klaudia wpakowałyśmy się w pociąg do Kielc z przesiadką we Wrocku. Pierwsza część drogi w wagonie typu „bezprzedziałowy” upłynęła pod znakiem wymieniania ploteczek i dykteryjek, „Muppet Show” dla ubogich przy pomocy bułki oraz zaparowanego okna, na którym wysmarowałyśmy palcami napisy „Love KSM” i „Azazel” (chwyciła nas ostra faza na to słowo na cały zlot… Co ten kabaret Limo robi z ludźmi!), oraz wizerunki jeżyka z jabłuszkiem, pająka i emotki w stylu emo x)

Przesiadka we Wrocku skończyła się 90-minutowym opóźnieniem (wiwat PKP…). Czas zabijałyśmy „azazelowaniem” na wszystko i wszystkich (czyli nazywaniem wszystkiego Azazelem) i kotletami z kota w bułce z ogórkiem (czyt. żarciem z McDonalda) xD Gdy pociąg z łaski swojej się pojawił, zaklepałyśmy sobie pusty przedział (jakiekolwiek towarzystwo dosiadło się dopiero w Katowicach – na szczęście) i spisałyśmy szaleńczy pomysł, jaki wpadł nam do głowy podczas oczekiwania na dworcu, czyli nową geografię 😀

 

Opole – stolica Gawlinowego songa („Pamiętaaasz była jesieeeeń, pokój numer dwadzieścia dwaaaaaaaa, dwadzieścia dwaaaaaaa…!”)
Wrocław – Paszczyk City
Świerzawa – Roman City
Lutynia – Gawlin Town

Cigacice – Kamol Village
Gdańsk – Azazel City ^^
Kielce – KSM City
Rybnik – KMP City
Kraków – Wyrwigrosz City
Nowa Huta – Grzana City
Cieszyn – Łowcy City
Lidzbark Warmiński – Bielik City
Lublin – Wójciki City
Warszawa – Moralni City
Katowice – Mumio City
Legnica – Bajer City
Świdnica – Korólczyk City
Głogów – Aśka City
Poznań – O.B.O.R.A. City
Toruń – Moher City
Jelenia Góra – Paranienormalni City
Cieplice – Ziobro Town
Zielona Góra – Halama City
Łódź – Poniedzielski City
Piotrków Trybunalski – Misia City
Chociule – Znany Wojtek City (chociaż prędzej Village…^^)
Koszalin – Koń Polski City
Lesko – Andrus City
Dąbrowa Górnicza – Dno City

 

26 czerwca

Planowo (czyt. z 90-minutowym opóźnieniem) miałyśmy dojechać na miejsce około godziny 5, tak więc czwartek zastał nas w pociągu. Niektórzy spali… Podpowiem cytatem z Szekspira, że „ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś” 😛 No, ale w końcu to ja tu jestem ponoć pełnoletnia, to powinnam reszty pilnować. Ogółem ta część podróży było mało interesująca.

Dotarłyśmy do Kielc faktycznie około piątej. Czekałyśmy na Majkę, obserwując Azazele, tj. autobusy miejskie. Nienormalność Kielc dała się wyczuć już na wstępie, gdy zauważyłam na niebie… wróbla ścigającego gołębia. Lol.

Wreszcie pojawiła się Majka. Komunikacją miejską (jeszcze ufałyśmy w istnienie w tym mieście takowej… O naiwne!) dotarłyśmy do jej domu, gdzie zostałyśmy ugoszczone herbatką, a potem i łożkiem, gdy się okazało, że po nocy w pociągu jesteśmy właściwie totalnie śpiące.

Godzina 11. Pojechałyśmy na dworzec po Anu (koordynatorkę całego przedsięwzięcia) Ankę, Paulę i Agę (oraz jej żyrafkową torebkę o imieniu Grabarz), wcześniej odstawiając Majkę i Kaśkę (dosiadła się do nas w połowie drogi na dworzec) na egzamin. Na miejscu okazało się, że Paulina i Agnieszka już są (ta druga, wbrew przewidywaniom, bez obstawy w osobie brata), wcześniej niż oczekiwałyśmy. Ania i Anu dołączyły do nas jakiś kwadrans później i taką chmarą ruszyłyśmy – ponownie tzw. komunikacją miejską – do hoteliku, gdzie ja, Paula i Aga miałyśmy pomieszkiwać przez te dwa dni (a właściwie dwie doby hotelowe – jakie to miało znaczenie, okazało się trzeciego dnia mojego wyjazdu). Jakby to neonowo-paranienormalna Gabryśka ujęła, była „lekka skifa na parafii”, bo dwie, rzecz jasna „najmądrzejsze” z nas panienki popisowo dały ciała, dosłownie w ostatniej chwili odwołując swoje przybycie (a i Anu dowiedziała się o tym tylko dlatego, że „zawracała im gitarę” na Gadu-Gadu). W sumie musiałyśmy zapłacić po 10 złotych więcej, ale w sumie myślę, że warto było zapłacić parę złotych za lepszą atmosferę na zlocie związaną z brakiem paru niższych form życia ;] Hotelik był nader przyjemny jak na coś z tak niską ceną za dobę. Elegancko pościelone łożka, ręczniki gratis, telewizor (z TVN-em, o w mordę, a u mnie odbierać nie chce za ciula), szafa (w której Aga zamknęła mnie nazajutrz rano), łazienka z kabiną prysznicową (woda była ciepła okresowo, ale cicho…), stolik, dwa krzesła, dwie szafki nocne (dla mnie zabrakło, musiałam swoje klamoty rozkładać na parapecie :D) i jeden dywanik tudzież chodniczek. Szczury nie biegały po pokoju, więc naprawdę nam się udał ten hotel ^^ Trochę posiedziałyśmy w pokoju, furorę zrobił album Agi (do tego stopnia, że Anu odeśle jej go pocztą xD), potem dziewczyny się zwinęły do siebie (Klaudia i Ania nocowały u Majki), my trochę sie oporządziłyśmy, przebrałyśmy i pojechałyśmy na spotkanie z chłopakami w „Pałacyku”. Na miejscu była cała nasza zlotowa grupka licząca około 12 osób (czy rzeczywiście tyle było, nie pamiętam). Z momentem pojawienia się chłopców zaczyna się pierwszy najtrudniejszy do opisania moment zlotu. Za dużo emocji chyba… I za dużo schizofrenicznej radości w powietrzu. Kolejny dowód na to, że panowie z KSM-u to niesamowici ludzie. I że mężczyźni nigdy nie dorastają – Aga wręczyła im po prezencie, w efekcie czego chłopcy przez pół godziny maltretowali pluszowego hipcia podarowanego Karolowi (nazajutrz robiliśmy to samo Grabarzowi, żeby Klaudia się kulała ze śmiechu :D), a Jarek jeździł po stoliku autkiem sprezentowanym Robkowi xD Dowiedzieliśmy się, kogo nosi (chociaż kto zna KSM, ten się na bank domyśli!), komu chomika zadziobała kura, kto miał 17 chomików i dlaczego ukrywał je w łazience, kto grzebał w komórce Agnieszki i komentował fotki, kto ciągle gadał o kotach i ich związku z Agą, kto chamsko się wtulił, ale pod warunkiem, że ktoś będzie stał prosto jak szprycha i inne takie mecyje… Jak dostanę od dziewczyn zdjęcia, to część pojawi się w galerii. Reszta będzie dla wtajemniczonych na photoblogu. Ogółem zabawa była miodna.

Z Agą i Paulą wracałyśmy na piechotę, a do hoteliku dotarłyśmy o 22 z racji nieistniejącej właściwie komunikacji miejskiej ^^ Ponadto zwiększyłam ilość obtartych palców u stóp z jednego do trzech. Czwarty przyłatwiłam sobie nazajutrz.

27 czerwca

Zwlokłyśmy się z łóżek około godziny 9 lub 9.30 (zależy, która z nas), ogarnęłyśmy się i ruszyłyśmy w miasto. W Sfinxie dotarły do nas Klaudia z Anią i od tamtego czasu szlajałyśmy się wspólnie po Kielcach. Odwiedziłyśmy „Zameczek”, gdzie trwały próby do koncertu IV Kieleckich Poligonów Kabaretowych. Zamieniłyśmy z chłopakami parę słów, wraz z przybyłymi z okolicznego osiedla dzieciakami obejrzałyśmy parę skeczy w wersji surowej, zeżarłyśmy część przyniesionych przez Agę żelek, ujrzałyśmy bezcenny widok Misiula w otoczeniu dzieci, bawiącego się ze szczeniaczkiem przyprowadzonym przez któregoś chłopczyka… ^^ Potem poszłyśmy sobie zabijać czas na mieście. Aga znalazła jakąś kolczastą piłkę i postanowiła podarować ją Marcinowi z powodu jego upodobań do zabawek, jak to określiła 😀 Ogółem pomijam to, co się działo później, bo właściwie to było tylko pojechanie z powrotem do hotelu, doprowadzenie się lekko do porządku, a potem oczekiwanie, aż będziemy mogły wejść na teren Domu Kultury „Zameczek”.

A mogłyśmy około 19. Trzeba było być tak wcześnie (koncert zaczynał się o 21.30), żeby zająć odpowiednie miejsca. Część dziewczyn (czyli Majka, jej siostra Ania, Kasia i chyba ktoś jeszcze, chociaż nie pomnę) poszły na tyły, a my (ja, Klaudia, Aga, Paula i Ania) po królewsku rozsiadłyśmy się na stojących w pierwszym rzędzie ławeczkach ^^ O ile można mówić o rzędach, bo podwórze „Zameczku” w żadnym wypadku nie przypomina placu, a raczej chodniczek z ogródeczkiem… Tak więc czekałyśmy grzecznie i się doczekałyśmy. O 21.30 zaczął się może nierówny tekstowo, ale pełen energii i szaleństwa wspólny program Kabaretu Skeczów Męczących oraz kabaretów: Z Konopi, Pocisnę, Weźrzesz i Yamha. Było parę znanych już skeczy (owacyjnie przyjęte „Piosenka Trenera” i „Wywiad z piłkarzem” KSM-u), reszta to totalne nówki. Co lepsze, jeszcze kilka godzin wcześniej sporo artystów nie znało jeszcze porządnie tekstu, a i teksty były niewypierzone i czasem bez puent – stąd parę zabawnych sytuacji spod znaku Pana Inżyniera. Niekumatym wyjaśniam, że pojawienie się tekstu o Panu Kierowniku miało znaczyć, że „to bardziewie, które było przedtem to puenta”. x) Jeśli mnie pamięć nie myli, pojawiły się skecze o staruszkach, o wakacjach na Hawajach, o castingu na strażaka, o dresach, o randce, o restauracji, o sprzedawcy samochodów, o kursie samoobrony dla żony, o tym, że żona mutuje raz w miesiącu x), o weselu, o flegmatyku, o „Prison Break” (szkoda, że tak mało wykorzystali tak genialny koncept), piosenka zespołu Wyrżnięte Stokrotki pt. „Nerka” oraz finałowy utwór w stylu discopolo (cover „Naszego Disneylandu” Papa Dance) o bosonogiej, jasnowłosej dziewczynie, gdzie za muzę Krzysia z kabaretu Z Konopii robiła Klaudia. A zresztą dopiero potem towarzystwo się dowiedziało, że niedługo później, bo o północy, kończyła 16 lat, a my (tj. ja z Paulą, a potem i z paroma innymi osobami, w tym z Łajzą) wyłyśmy jej „Sto lat”, nie wiedzieć czemu załamując ją tym ^^ Ogółem byłyśmy miło zaskoczone takim poziomem talentu młodziaków kabaretowych, bo niestety doświadczenie troszkę nas wyuczuło, że młode kabarety to zerowy pioziom… Możnaby rzec, że młodzież z Kielc i okolic uratowała honor kolegów i ogółu. W ogóle będzie co popamiętać. Łajza jako T-Bag i Misiul jako Scofield z mapą wymalowaną na ciele (strasznie skomplikowaną, dodam…), „Pan Pomidor jutro o 17” (efekt pewnego zabawnego incydentu z panią, która wtargnęła na scenę xD), tańczący Łajza i Michu w finale, dzieciaki pod sceną naśladujące ruch wykonany przez Karola na Jarku z Weźrzesza (czytaj: strzała w twarz), tańczący konferansjerzy Marcin i Karol (bujali w rytm kretyńskiego dżingielka ^^)… W sumie dużo tego będzie, ale na gwałt odtworzyć się nie da. Wróci, jak zdjęcia dojdą.

 

 

 

A tutaj, tak na uśmiechanie, parę cytatów z poligonowych skeczy. Jak ktoś nie chce przespoilerować sobie czegoś, co być może zobaczy na Ryjku, radzę pominąć.

 

„Witaj Teodorze, ty stary plejboju!”

„Nie ogarniam”

„Nie trzy paski zdobią człowieka. Podaj na wybranych przykładach”

„>>Na jagody<<” Marii Konopnickiej jako alternatywa dla wyjeżdżających za granicę”

„Bo mam 30 jejku”

„Wyrwało mi nerkęęę, wyrwało mi nerkęęę, wyrwało mi nerkęęę, wyrwało mi ner-kę!” (refren piosenki formacji Wyrżnięte Stokrotki)

„Śmierć! Kot! Krew! Hawaje.” (hasło formacji Wyrżnięte Stokrotki)

„Twój wnuczek jest taki gruby, że poci się, jak gra w Fifę na Playstation!”

„Tu płonie laaaas” (klawiatura nie odda za cholerę zjawiskowej intonacji Mikołaja Kwaśniaka)

„Tato, tato, kup miii!!!”

 

– Pacha?

– Pacha!

– …Zaniechaj.

 

– Przejdźmy do środków ostatecznych. Wyobraźmy sobie, że płonie… burdel.

– SAAANDRAAA!!!

 

 

28 czerwca

A co potem? Trochę smutno. Bo pożegania. Ale i autografy, wyżeranie żelek (znowu…), śpiewanie Klaudii wspomnianego już „Sto lat” i… załatwianie sobie dojazdu do domu z racji braku jakiegokolwiek autobusu o tej porze. W efekcie dzięki dobrej woli chłopców zapakowaliśmy się wraz z Michem, Karolem i dwoma ich koleżankami do ich busa i przy pomocy GPS-a w komórce Golona jakoś dotarliśmy na Jagiellońską w okolice Hożej. A tak brama hoteliku zamknięta. Karol, człowiek zawsze chętny do pomocy, już był gotów do włamu, tylko po oględzinach się okazało, że brama w miejscu pozornie nie do ruszenia jest ledwie zasunięta… x)

Pożegnaliśmy się, oni pojechali, my poszłyśmy do hotelu, przenocowałyśmy na nielegalu Klauduśkę, obaliłyśmy z Agą jedyne piwo, jakie miałyśmy (Dagmara pomyślała, żeby zrobić zakupy, jak jeszcze sklep był otwarty… A w dodatku rozcieńczałam to piwo colą – nie wiem, jak to przeżył mój żołądek :P), wcześniej rozwaliłam sobie palec otwierając owo piwo kluczem od pokoju, a Aga przy tej samej czynności rozwaliła sobie dwa palce (ale otworzyła), potem nie mogłam zasnąć, bo Klaudię i Agę przyłapała schiza 😛

Rano obudziłam się z zapchanym nosem (nie zabrałam ze sobą do Kielc leków na alergię i wydawało mi się, że dam radę bez nich) oraz ze zdartym od wrzeszczenia na występie gardłem. Z hotelu musiałyśmy najpierw cichaczem wyprowadzić Klaudię, żeby właścicielka się nie zorientowała, że miałyśmy dodatkową lokatorkę, a potem same zwijać bronki, bo doba hotelowa kończyła nam się o 10. Klaudia po zabraniu swoich rzeczy od Majki dołączyła do nas około południa i… reszty nie ma za bardzo co opisywać. Ja czułam się, jakbym była chora, Agnieszce doskwierało nawalające od paru dni gardło, Paulę też coś brało. Warto tylko wspomnieć o przygodzie Klaudii z Konopiakami, ale jeśli chcecie, to ona sama wam niech opowie 🙂

O 16 wpakowałyśmy się w pociąg do Wrocławia, przejechałyśmy 5 godzin z hakiem w przedziale z naklejonym na drzwiach ostrzeżeniem o siedzącej tam zdemoralizowanej młodzieży (nasza sprawka ^^), około 21.30 rozstałyśmy się na Dworcu Głównym. Aga pojechała do Głogowa z bratem, Paula do Wolsztyna, ja i Klaudia busem do Jeleniej.

 

 

I po bajce. Ogółem po krótce dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że zlot się udał. Nie chce mi się wymieniać, żeby kogoś nie pominąć. Tęskno, ale część ekipy spotyka się 2 lipca we Wrocławiu, więc aż tak smutno nie jest.

Ogółem nie ogarniam. Więc zaniecham.

Amen.

9 myśli na temat “Zlot”

  1. No to nieźle było, co? Z tego co napisałaś mało co się kuma jak się nie było, ale przyznam że wywnioskowałam iż było „pozytywnie”.

  2. Zapomniałaś o moim tekscie do Marcina co mówiła mu – Marcin nie na dwa fronty-, a on do mnie – a oto w pierwszym rzędzie siedzi świntuch – Fajnie było i szkoda, że tak szybko się skończyło.Miło z tobą spędziłam czas tylko teraz trochę smutno jak starzy się jeszcze czepili o rózne rzeczy. Ciekawe co to się zdarzy 2 lipca, narazie do zobaczenia do tego vczasu, mam nadzieję, że będziesz mogła długa notke napisac z tego wydarzenia, może wspomnisz w niej, że Marcin się znowu na mnie wyżywał się psychicznie.Pozdrawiam i AZAZEL!!!

        1. Źle się ujęłam (wczorajsza późna pora nie bardzo była dobra na myślenie). Aśka mieszkała w Głogowie, nie, że pochodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *