Trochę dałam ciała jednak. Przegapiłam w sumie dwa, a może nawet trzy odcinki „Mistrza i Małgorzaty”. Ale ta sytuacja ma jeden zasadniczy plus – Małgorzata wkroczyła na scenę, a nawet zdążyła się już posmarować kremem od Azazella i zrobić rozpierduchę w mieszkaniu Łatuńskiego. I to w jakim stylu! A ponoć Rosjanie zawsze byli w plecy w dziedzinie kina w stosunku do Polaków, a tu niespodzianka, to my jesteśmy sto lat za Murzynami (nie uwłaczając Murzynom), a w Rosji strzelają popisowe efekty specjalne na poziomie europejskim i to w dodatku w serialu, dzięki czemu dusza radosna i oko syte. Chociaż do obsady mam wąty, chociaż Małgorzata pięknością i wdziękiem grzeszy ciężko, to Woland, jak to ktoś ładnie ujął, wygląda jak gangster. Ostatnio doszłam do wniosku, że lepszy byłby Wojciech Tremiszewski. Ma w sobie chłopak coś diabolicznego. No i te oczy zielone, szalone… A że za młody, to żaden problem. Charakteryzatorów w Rosji też mają niezłych. A i Korowiowa bym podmieniła. Bo już innego Korowiowa jak o wyglądzie Piotra Konieczyńskiego zbytnio sobie nie potrafię wyobrazić. Ale poza tym jest pięknie. Prawdziwy bal u Wolanda na ekranie, jak w książce, wszystko praktycznie się zgadza i jeszcze jak genialnie wygląda.
I powiem szczerze, czasem mam ochotę dostać w swoje łapki taki krem Azazella. Wypięknieć, móc polatać po mieście na miotle i bezkarnie podokazywać. A potem wpaść na wiekopomną imprezę do samego diabła, gdzie grałaby orkiestra dyrygowana przez samego Straussa. Tylko żeby goście byli… khem… mniej oryginalni. I panie lepiej ubrane. W ogóle żeby były ubrane.
jakoś nie kojarze tej Małgorzaty i Mistrza XP a tak w ogole fajny blog, tak samo jak photoblog ;)pzdr! http://www.KAMMzL.xx.pl
Ocena gotowa: http://www.oceny-sss.blog.onet.pl POZDRAWIAM.