Eeeee… Powinnam rozpisywać się o treści czytanki. O tym, jak pojmujemy Romów, Rumunów i inne tego typu mniejszości. O tym, jakie mają Polacy do nich podejście i jak odważnie prezentują na forach internetowych swoje niekiedy zakrawające na ksenofobiczne poglądy. O tym, jak w nas siedzi strach przed innością jako taką, w ogóle. Itp. Ale jakoś nie mogę. Powód może się wydawać banalny, chociaż dla mnie na pewno banalny on nie jest. W połowie dyskusji zauważyłam siedzącego z tyłu sali Andrzeja Kępińskiego i od tego momentu straciłam zdolność skoncentrowania się na myślach fruwających w dyskusji w tą i nazad. Chociaż dzisiaj jakoś ciężko mi się gadało. Raz zabrałam głos. Więcej już nie. Może po prostu nie miałam więcej sensownych myśli do przekazania innym na ten temat?…
Ale co tam. Mam autograf pana Kępińskiego zdobyty po zakończeniu dyskusji i normalnie jestem w którymś tam niebie. Prawie że w siódmym 😀 Naprawdę czarujący, miły facet. Kurczę, szkoda, że nie wziął udziału w dyskusji, bo wiem, że to cholernie mądry człowiek jest i na pewno wniósłby do rozmowy coś nowego… Skąd wiem?… Aaa co tam, wreszcie powiem! Pamiętacie może pierwszą czytankę – „Kebab” vel „Mady-baby.edu” i pewnego pana z loży?… No to nie muszę już nic mówić. Tak, to było on.
Dziękuję Panu bardzo… Bo miałam dziś moment załamania przed czytanką i pewnie wróciłabym do domu w fatalnym stanie, gdyby nie te kilka słów zamienionych z Panem przy okazji brania tych grafków… Wprawdzie przyczyna mojego małego kryzysu jest zbyt poważna, żeby to mogło zupełnie go uleczyć, ale chociaż na jakiś czas… A to też ważne. Bardzo ważne!
Dwukropek, duże D. Uśmiech. 😀