Stało się. Znowu muszę pisać o kimś dla mnie istotnym w czasie przeszłym…
Wczoraj po długiej chorobie w wieku 49 lat odeszła Joanna Wizmur. Dowiedziałam się dopiero dzisiaj od znajomego prowadzącego stronę o dubbingu.
Polski teatr, polskie kino i – chyba przede wszystkim – polski dubbing – straciły kogoś bardzo ważnego.
Dla jednych była i na zawsze pozostanie humorzastą Balbiną z „Pensjonatu Pod Różą”. Dla innych Elroyem Jetsonem, Dexterem, Hyziem, świnką Babe, Terk… Dzięki jej kunsztowi takie produkcje jak „Timon i Pumbaa”, „Johnny Bravo”, „Piękna i Bestia”, „Mulan”, „Hercules”, „Gdzie jest Nemo?”, „Shrek 2”, „Kot Ik!” czy wiele innych brzmiały po polsku tak fantastycznie.
Ogólnie ZUO wielkie i tyle. Tym bardziej, że ci, którzy ją znali, wyrażali się o niej bardzo, bardzo pozytywnie. A ci, którzy nie poznali, już nie poznają. I to jest jeszcze większe ZUO. W szczególności dla kogoś, kto chce pójść w przyszłości w reżyserię dubbingu i bardzo chciał się uczyć tej trudnej sztuki właśnie od niej. Tak. To o mnie chodzi.
Zło, zło, wielkie zło. Nieopisana strata. Kto wie, ile wspaniałych polskich wersji mogłaby jeszcze wyreżyserować, ilu postaciom głosu użyczyć, ile postaci zagrać…
Ja się dowiedziałam z filmupolskiego. Ilekroć tam wchodzę i widzę, że ktoś nie żyje to .. dziwnie się czuje. Pamiętam Balbinę z Pensjonatu, strasznie mnie wkurzała, ale aktorka była urocza.