Gianina Cărbunariu – Kebab

Stwierdziłam, że od września będę stopniowo przemeblowywać swoją nieciekawą (tudzież ciekawą chwilami) egzystencję. W Teatrze Jeleniogórskim już chyba trzeci sezon organizowane są spotkania z cyklu „Czas na nowy dramat”. Aktorzy czytają jakiś świeżutki dramat z podziałem na role, a potem jest dyskusja. Dzisiaj się przekonałam, że to fajna rzecz. Naczy się dyskusja. Czytanie też, bo bez tego dyskusji by nie było 😀 W ciągu około dwóch godzin dowiedziałam się więcej niż przez ostatnie trzy lata w budzie. No, ale buda życia nie uczy. A teatr to i owszem.

Wierzycie w to, że nawet najgorszy bydlak i skurwysyn tak naprawdę nie wyewoluował do końca w bestię? Nawet taki, który z własnej małoletniej dziewczyny zrobił dziwkę, a później ją zatłukł na śmierć? A w to, że taką bestią może być student kierunku artystycznego, ambitny i „uduchowiony”, pochodzący z dobrej rodziny, chociaż nikogo nie zabił w sensie dosłownym? Że piętnastoletnia dziewczyna może być toksyczna, rozwalać od środka otaczających ją ludzi?

Nigdy nie mówcie „nigdy”.

Nigdy nie mówcie, że to odległa sprawa, odległa historia.

Bo to wcale nie musi być Rumunia. To może być, dajmy na to, jakiś tam Rębiszów na jakimś tam Dolnym Śląsku. Dublin może być nawet Wrocławiem. Mady może być ot po prostu Marysią, a Voicu po prostu Wojtkiem, tym od sąsiadów, takim miłym, który zawsze kłaniał się sąsiadom…

Potwór nie musi być potworem. Może być człowiekiem o takim, a nie innym charakterze, wpędzonym przez życie w nieciekawe okoliczności.

A tak z innej beczki – czy wywlekanie do teatru takiego „rynksztoka” życia ma jakiś sens? Te wszystkie bluzgi, które mimo mojej miłości do nieparlamentarnego słownictwa walą mnie po uszach dosyć boleśnie? Te wszystkie dosłowności?

Ma. Jeśli kopnie człowieka do myślenia. Jeśli podziała jak „taki Actimelek”, który zmusi mózgownicę do pracy. Ta przecudna metafora (która notabene rozbawiła mnie bardzo) to fragment wypowiedzi pana z prawej loży, który przysiadł sobie tam i po cichu przesiedział całą dyskusję. Zauważyłam go dopiero wychodząc z sali. Coś mnie podkusiło i zapytałam go o zdanie. Dobrze jest czasem zapytać się kogoś niewątpliwie mądrzejszego, bo się można czegoś jeszcze dowiedzieć.

Na marginesie, to sama jestem zaskoczona i tym, że brałam dosyć aktywny udział w dyskusji, jak i tym, że potem zagadałam do pana z loży. Ja i taka śmiałość? Ja i takie ładnie zbudowane zdania? Oj, to chyba nie ja. A może i ja, tylko dopiero dzisiaj uaktywniona.

Za miesiąc znowu tam pójdę.

Aha. I muszę odszczekać wszystko, co napisałam po „Trans-Atlantyku” na temat Roberta Mani. Znaczy się… nie to, że ładna buzia, że gracja w ruchu i tańcu. Ja muszę odwołać te gadki o braku iskry. Robert ma iskrę. I to mocną. Ale żeby się o tym przekonać, trzeba go zobaczyć w „świeżej” roli, a nie przejętej po kimś.

No i nie mogę wszystkich porównywać do pana Cinkowskiego. Naczy się… ja tego staram się nie robić, ale czasami nie potrafię się powstrzymać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *