Trans-Atlantyk po raz trzeci, czyli Ciumkała zszedł z drabiny xD

Niby trzeci raz na tej samej sztuce, ale jednak coś nowego w związku z tym było. Sporo rzeczy w sumie, bo każde następne przedstawienie jest po części nowe. Z nowej perspektywy (czytaj: piąty rząd, trzynaste miejsce) pewne rzeczy widzi się inaczej niż wcześniej. W szczególności, gdy po raz pierwszy patrzy się na aktorów zza okularów 😀

Pierwszy raz bez Grzegorza Cinkowskiego w obsadzie. Dlatego trochę mi smutno się zrobiło, gdy dwaj nowi aktorzy pojawili się w jego podwójnej roli… Obydwu panom nieznanym mi jeszcze z nazwisk (bo to świeży narybek w naszym teatrze) brakowało tej iskry, tego czegoś, co pan Cinkowski potrafi nadać każdej granej przez siebie postaci, choćby to był nie wiem jaki ogon. Chociaż muszę przyznać, że nowy Horacjo buzię ma niebrzydką, ładnie tańczy, a i gracji mu nie brak. Ale nie jest w moim typie. Wysoki, niemalże anorektycznie szczupły i z czymś, bo wygląda na średnio zaawansowaną lordozę. Dobra, można powiedzieć, że jestem w tej dziedzinie nieobiektywna. Ale może im nie szło, bo nie dograni jeszcze. Zobaczy się. Przyjdę na ten spektakl za pół roku czy coś koło tego i sprawdzę, jak im będzie szło. Ach, i oprócz tego nowa twarz jako Ignac. Mimo przyzwyczajenia i pewnej dozy sympatii do Daniela Śmiłka ten „nowy’ jakoś bardziej mi pasuje 🙂

Cała reszta obsady już całkiem znajoma, tzn. ta sama, co za poprzednimi razami. 30 lutego widziana w tej akcji pierwszy raz. 1 kwietnia troszkę w cieniu Grzegorza Cinkowskiego. Teraz mogłam chyba lepiej ich ocenić i docenić. Naczy się panów, bo panie to tylko tańczyć miały (czytaj: wywijać kankana), śpiewać, ładnie wyglądać albo zanosić się pijackim śmiechem. Oczywiście jak zawsze zwraca na siebie uwagę szalone trio Robert Dudzik, Andrzej Kępiński i Piotr Konieczyński w rolach kolejno – dumnego jak paw Barona, ciapowatego Ciumkały i cwaniaczkowatego Pyckala. Pierwszy z panów od czerwca, kiedy to go ostatni raz widziałam, zdążył… zarosnąć 0_o Zamiast charakterystycznej bródki ma teraz pełnoprawny zarost i wygląda na 49 a nie 41 lat 😐 Ale mniejsza o to, może to do nowej roli czy coś. A zresztą co ja filozofować będę, Dudzik to jest po prostu Dudzik. Lubię go za to, że jest Robertem Dudzikiem. I za „Na pełnym morzu”. I za fajny głos 😀 Pan Kępiński za bardzo ładnie wypadł jako męska Sierotka Marysia w twarzowym czerwonym sweterku i grzecznej białej koszuli. Uwierzcie mi, nikt tak pięknie nie wykonuje „gestu Kozakiewicza” jak on! 😀 A stukanie w krawędź bulaju w rytm „Zielonego mosteczka” to po prostu sama słodycz ^^ Momentami po prosty zęby bolą 😀 I na deser pan Konieczyński. Matko, ja sobie sprawy nie zdawałam, jak on pięknie wygląda, gdy się uśmiecha! Jak mu buzia wtedy jaśnieje! No, słoneczko nie facet po prostu ^^ Aż człowiekowi łzy się do oczu cisną, gdy się widzi choćby cień chmurki na tym jasnym, pogodnym obliczu.

Możnaby rzec, że ci trzej panowie rządzili absolutnie w tym spektaklu. Ale pospołu z Tadeuszem Wnukiem, którego w roli „dziarskiego pedzia” Gonzala (wybaczcie, ale pokochałam to określenie xD) nie uwielbiać się nie da. Ta „łasica” widza po prostu rozbraja na amen. W szczególności, jeśli ten widz wie, jak poważnym człowiekiem jest prywatnie pan Wnuk… 😀 Te śmieszki, chichoty, czy też miękkie ruchy wszystkimi kończynami w wykonaniu stuprocentowego faceta były tak ujmujące, że opisać tego nie sposób. Że o babskich ciuchach nie wspomnę xD A tak w ogóle to… no cóż… ja po prostu uwielbiam męskich mężczyzn w rolach gejów 😀 (patrz: np. Adam Mrozowicz z kabaretu DNO w skeczu „Homo”). A biorąc jeszcze pod uwagę stopień mojego sperwercenia to uradowało mnie co innego… „Ty jesteś dla mnie za stary” rzucone do Witolda, łapanie rzeczonego pod rączkę tudzież inne dwuznaczne gesty i pozy najczęściej mające na celu uwiedzenie „jego Ignaśka”, bo się koleś na chłopaka uwziął xD

W sumie tych czterech gości wbiło mi się po dzisiejszym w pamięć najmocniej. Chociaż był jeszcze Włodzimierz Dyła jako minister, który rozbawił do łez moją mamę. Był Kazimierz Krzaczkowski jako major Kobrzycki, którego bohater wypadł na tle reszty całkiem zwyczajnie, bo w bandzie porypańców musi pozostać chociaż jedna osoba w pełni władz umysłowych xD (dobra… dwie… bo jeszcze Ignac). Był przecież i Jacek Grondowy w głównej roli, ten sam Grondowy, który zachwycił mnie rolą Merkucja w „Romeo i Julii”, ten sam, którego wielbię za „Na pełnym morzu”, ten sam, któremu Bozia dała zarówno płomień w sercu, jak i na głowie (rudzielce całego świata, łączta się ;D). Gwarantuję wam, że usłyszenie jego maniackiego śmiechu baaaardzo mocno poprawia nastrój 😀 Może nawet za mocno… Ale mniejsza o to 😉

A zamiast puenty – ogłoszonko. Poszukuję zdjęć Grzegorza Cinkowskiego w roli Horacja w spektaklu „Trans-Atlantyk”. Jeśli ktoś takowe ma, niech mi je prześle. Bo nie chcę zapomnieć, jak wyglądał Horacjo, gdy miał 165 cm wzrostu, około 65 kilo wagi, szare oczy, siwe długie włosy związane w kucyk i obezwładniający seksapil.

P.S. Coś mi się przypomniało tak apropos. W tekście o drugim wyjściu na „Trans-Atlantyk” przy opisywaniu różnych szczegółów wypatrzonych z drugiego rzędu wspomniałam coś o tym, że do roli Gonzala pan Wnuk ma pomalowane na różowo paznokcie. Dementuję. Gdy brałam od niego autograf po „Romeo i Julii”, to widziałam, że on takie ma za natury. Oznaka pełnego zdrowia, którego mu absolutnie mogę pozazdrościć. I zazdroszczę.

P.S. 2 Ostatnim razem to pan Cinkowski miał obcinkę w tekście. A tym razem to zgadnijcie, kto miał? Pan Wnuk 🙂 A pan Grondowy to się nawet przejęzyczył, ale że nie mam pewności czy to faktycznie była typowa pomyłka czy działanie zamierzone (to była scena, w której Witold nieskładnie dosyć próbował zaproponować Tercetowi Egzotycznemu 😉 zafałszowanie pojedynku pomiędzy Gonzalem a Tomaszem), więc raczej tego nie liczę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *