Zgodnie z tym, co było mówione przed telewizyjną emisją „czterdziestominutówki” Paranienormalnych, miało to być pożegnanie z hitami typu „Mariolka” czy „Praca w radio”. Z jednej strony świadczyło to o nich jako o ekipie jak najlepiej (świadomość, że od niektórych, nawet najpopularniejszych numerów, trzeba odejść, to bardzo pożądana przeze mnie cecha u kabareciarzy), a z drugiej – coś czułam, że to tylko takie gadanie i okazja do pokazania się w TV. No cóż, stare przysłowie pszczół mówi – pożyjemy, zobaczymy – i generalnie staram się tego trzymać.
Celem podkreślenia swojej jeleniogórskości do poprowadzenia tego wieczoru panowie z kabaretu zaprosili tzw. krajana, tj. Tomasza Kammela. Zainscenizowana scenka ze spóźnieniem konferansjera… no dobra, niech im będzie. Później zamiast przerywników między skeczami pojawiały się kolejne tego typu nagrania. Mimo sztampowego zamysłu nadawały one posmak autentyczności i urozmaicały oglądanie.
Wedle zamierzenia, że będzie to taki „the best of”, na dobry(?) początek pojawiła się historia muchy, która chcąc uniknąć pożarcia przez pająka namawia go do zaburzenia łańcucha pokarmowego. Kostiumy muchy i pająka robią wrażenie, jeśli brać pod uwagę fakt, że klecone były zapewne własnym sumptem.
Potem publiką zawładnęła Mariolka – ulubienica niezorientowanych kabaretowo tłumów oraz sezonowych fanów, ale i paranienormalne przekleństwo, które w oczach wielu sprowadziło ich do ekipy jednego numeru. Pomimo trafności spostrzeżeń zawartych w cyklu „krejzolskich” monologów, po iluśtam obejrzeniach przestaje śmieszyć, a zaczyna irytować. I dla normalnego, kumatego oglądacza kabaretów jej zeście ze sceny to obustronne błogosławieństwo – widz wreszcie zobaczy coś nowego, a kabaret zajmie się nowymi numerami. A przynajmniej w teorii.
W ciągu reszty programu po scenie biegały inne kojarzone ze skeczy Paranienormalnych postacie – przygłupi wampir i jego adoratorka, Marek Marecki szukający pracy w radio… Żeby nie było nudno, pojawił się w nich gość – „Listę przebojów” urozmaicił swoją osobą Hirek Wrona. Może było tego wszystkiego więcej, ale zakład, że coś odpadło w montażu. W finale do artystów dołączył najświeższy nabytek – znany z wcześniejszych działań w Neo-Nówce Michał Paszczyk, by w idiotycznych perukach afro wspólnie wykonać piosenkę – jak się okazało najciekawszą z całego programu.
Wrażenia? Nieszczególne. Nawiązując do tytułu – śmieszność raczej nie zakrawała na tą z rodzaju niebezpiecznych. No, ale czegóż się spodziewać po repecie z twórczości, którą zna się na wylot i do obrzydzenia? Ktoś powie, że taka eksploatacja jest kwestią, w której winna jest telewizja. Taaaa… To tak jakby winić Edisona o to, że dzieci parzą się żarówkami. Nie ma co ukrywać, to chłopcy w tej kwestii trochę skrewili. Takie „do widzenia” ogranym hitom trzeba było zrobić znacznie wcześniej. Po tak długim okresie pod znakiem Mariolki i przyjaciół stworzenie nowego wizerunku nie będzie już takie łatwe. Ale grunt, że jeszcze możliwe – KMN się podobnie zreflektował w momencie, kiedy i tak nic to im nie pomogło. Jak to mówią, nadzieja matką głupich, ale biorąc pod uwagę potencjał, jaki może wnieść tam Michał, jest duża szansa, że najbardziej znany kabaret z mojego miasta wróci do formy i poziomu godnego dobrego kabaretu. Pod warunkiem, że nie będą ufać zdaniu „oddanych fanów”. Bo od tych będą słyszeć jedynie zapewnienia o swojej genialności, jakkolwiek źle by im nie szło. Nie oni jedni zresztą mają taki problem. Ale z tym muszą zmierzyć się sami i w decyzji, czy oddać się populizmowi czy pracy nad sobą, nie wyręczy ich nikt.
to było w zasadzie do przewidzenia. jeśli było jak piszesz, a znając Twoje relacje to są one wierne, to tylko pozostaje mieć nadzieję, że Mariola se ne vrati…. może się za to gdzieś wstawić, dać na tacę, czy coś? mam jednakowoż nadzieję, że chłopaki dostaną teraz takiego mocnego kopa w tyłek, po Ryjku i transferze, że jeszcze wyjdzie im na dobre to pożegnanie. czego Tobie, Im i sobie życzę.
Odnośnie fanów kabaretów, to fakt. Niektórzy chwalą kabaret za wszystko – nawet za skecz, który kabaretowi ewidentnie nie wyjdzie. Nie podoba mi się zakochanie w danym kabarecie (tzn lubienie danego kabaretu i identyfikowanie się z kimś lub skeczami jest ok) i jako konsekwencja mówienie, że kabaret X jest genialny, nie ma słabych punktów, że członkowie kabaretu są najlepsi, najprzystojniejsi, najfajniejsi. Części fanów kabaretowych przydałoby się trochę obiektywizmu, a nie ślepego patrzenia w dany kabaret.Odnośnie Paranienormalnych cieszy fakt, że zakończyli pewien etap w twórczości i nadszedł czas na zmiany.
Nie wiem czy tak huczne (?) pożegnanie z oklepanymi do bólu skeczami było rzeczywiście potrzebne.Czułam się trochę jak na pogrzebie a dorzucenie do tego wszystkiego Kammela wznieciła we mnie dodatkowe wątpliwości natury „Chcecie odbić się wreszcie od tego poziomu Mariolki czy nie?”.