Cudzoziemka

Gdybym była głupia, to zaczęłaby mi doskwierać moja własna indywidualność i życie w zgodzie ze sobą.

Nie jestem popularna i nigdy nie będę. Dlaczegóż?

Odpowiedzi jest kilka. Każda po trosze poprawna.

 

Po primo – bo jestem oryginalna. Każdy, kto kiedyś oglądał skecze kabaretu Ani Mru Mru, wie, że wszystko, co oryginalne, jest lepsze – dolary, płyty, dżinsy, Tofik… Ludzie też. Ale domeną moich kochanych inaczej rodaków jest niechęć do wszystkiego, co jest inne niż szary tłum. No tak, czego innego się spodziewać po tak ksenofobicznym narodzie, jak Polacy? Skoro boją się cudzoziemców, innej kultury, to nic dziwnego, że boją się swoich, którzy wybijają się ponad przeciętność. A strach rodzi niechęć, ba – nawet agresję. Podobnie zazdrość. Szare ludki, podobne do setek innych szarych ludków, nie lubią ludzi, którzy mają w sobie coś szczególnego i nie kryją się z tym. „Bo jakim prawem oni śmieli być inni, ciekawsi, niepodobni do nikogo? Skoro my jesteśmy szarzy, to wszyscy tacy powinni być!”. A że nie wszyscy chcą się godzić na bycie burym i nijakim, stają się czarnymi owcami.

Po secundo – bo jestem sobą. Ubieram się, jak mi się podoba, mówię to, co myślę i na każdy temat mam swoje własne zdanie, odmienne od grzecznego ogółu. Te dwie ostatnie cechy dla co niektórych są istną solą w oku. Otoczeni wianuszkiem ludzi pomlaskujących i ciumkających nad każdym ich poczynaniem i wmawiający im, jacy to oni są cudowni, mądrzy i sexy, nagle słyszą prawdę – że wcale nie są tacy fajni, jakby to się mogło im wydawać, że robią głupio i w rzeczywistości wszyscy (poza kółeczkiem adoracji, oczywiście) po cichu śmieją się z nich. Nie potrafią zdzierżyć tego, że ktoś śmiał ich w ten sposób obrazić (dla niektórych nawet subtelne nakierowanie na prawdę o nich jest równoznaczne z wyzwiskiem). Posiadanie własnej i zupełnie różnej opinii też nie jest w cenie. Bo „na pewne tematy jest tylko jeden pogląd i basta”. Po prostu. Tak sobie wymyślono, brak na to jakichkolwiek mocnych argumentów, ale tak ma być. Lubią mamić się wyidealizowanym obrazem świata i nie życzą sobie enfant terrible, które bez kozery zrywa zasłonę ładnych, ale jednak kłamstw, odsłaniając brzydką, ale prawdę. Niektórzy uznają (skądinąd słusznie), że skoro takie myślenie nie ma podstaw, więc wyrażają poglądy niezgodne z „kanonem”. Tak stają się czarnymi owcami.

I po tertio – bo myślę. Tłumaczyć nie trzeba. W dobie ludzi-pokemonów i dzieci neo myślenie to luksus, na który tylko istoty rozumne mogą sobie pozwolić. W tej sposób stają się czarnymi owcami.

 

Oto trzy przyczyny tego, że nie jestem zasypywana komentarzami na Naszej Klasie, Photoblogu czy chociażby tutaj, nie dostaję pozdrowionek pod koniec notek u innych, moje urodziny nie są wydarzeniem, z okazji którego rysuje się laurki i kleci filmiki, a moje fotki nie pojawiają się na mini-tablach z „psiapsiółmi” umieszczanych na ww. rodzajach kont portali społecznościowych. Nie, żebym super żałowała. Wiem, że w większości to pusty blichtr, który w gruncie rzeczy nic nie znaczy. Ale z drugiej strony, gdy wszyscy wokół zawiązują się w jakieś grupki i grupeczki, do których człowieka nie zapraszają, 90% działalności różnorakiej jest traktowane jak powietrze, a dłuższa niezapowiedziana nieobecność pod komunikatorem czy innym środkiem kontaktu nie jest nijak odnotowywana (ot, jakby to była normalka), to miewa się wrażenie bycia wyrzutkiem. Jednak (nie)naturalna chęć bycia lubianym robi swoje. Ale swój rozum mam i wiem, że taka słodka, a nie za bardzo istotna popularność, nie jest wartością, dla której warto naginać własną osobowość. Mimo tego, że wbrew pozorom nie pójście na łatwiznę nie jest proste i czasem bywa przykre.

2 myśli na temat “Cudzoziemka”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *