Tomasz Jachimek vs. Formacja Chatelet

(Pierwotnie miałam tą notkę wstawić w sobotę, ale niestety ze względu na awarię łącza internetowego czynię to dopiero teraz.)

 

 

 

Miałam o pojedynku Formacja Chatelet vs. Jachim Presents (z dodatkiem Słuchajcie) nie pisać. Chociażby z uwagi, że mi się masakrycznie nie chciało. Ale mignął mi na ekranie niejaki Połoński Jan Jerzy, który jak wiadomo nie terminuje już w FCH od prawie dwóch lat, więc zaintrygowanie wzięło górę. Tak więc obejrzałam i napisałam tą mini impresjo-relację, mając nadzieję, że może uzyskam odpowiedź na pytanie, co Jerzyk tutaj robi.

Na dzień dobry poczęstowani zostaliśmy znanym już z Mazurskiej skeczej „Pindzia”. Teoretycznie z postaci pociesznego geja Euzebiusza nie dało się już nic wycisnąć. W praktyce – wyszło. I mimo prostego założenia jest śmiesznie.

Słuchajcie odbili skeczem „łóżkowym”, który od samej premiery telewizyjnej cieszy się słuszną popularnością. Bardzo w „słuchajciowym” stylu, ale i z powiewiem świeżości, którego momentami brak u FCH. No i dobra puenta, a puenta jest ważna.

W ramach pojedynku otrzymaliśmy także po jednej premierze telewizyjnej od każdej z ekip. FCH zaprezentowało się z piosenką w hiszpańskim stylu. I tu przyjemne zaskoczenie, albowiem wyczuć można było coś, co Formacja już jakiś czas temu zatraciła – iście teatralny absurd, który początkowo był jej znakiem firmowym, by później przepaść bez sensu. A, jak widać na załączonym obrazku, szkoda to wielka i dla nich i dla ich widzów, złaknionych nie tylko prostego żartu, w którym przecież specjalizują się inni.

Tomek Jachimek w swoim niepowtarzalnym, ekspresyjnym stylu opowiedział historię didżeja z prywatnej stacji radiowej. A nawet nieco bardziej ekspresyjnym niż zwykle, gdyż upodabnia się do swojego bohatera. Dowód na to, że jeden człowiek potrafi grać bardziej zajmująco niż cała zgraja.

… I się wydało, że dostaliśmy wersję superekonomiczną, bo ścięto cały pojedynek do jednej, góra 35 minutowej części (kiedyś był mądrzejszy zwyczaj przerabiania pojedynków na dwie 40-minutówki – dawało to pełniejszy obraz tego, co dziać się mogło w Rotundzie). Trochę bezsens, ale wolę taki okrawek niźli obchodzenie się smakiem. Chociaż i tak doszłam, co robił tam Jerzyk – zwiększał liczebność, tak jak Słuchajcie.

 

Wnioski? Oczywiście. Miarodajność wersji telewizyjnej jest znikoma, więc wiele ich nie będzie. Pewne jest, że Formacja zaczyna wracać do formy pierwotnej, ale zmodyfikowanej, co zapewne wyjdzie jej na zdrowie, w przeciwieństwie do totalnego odcięcia się od niej, jak to było ostatnimi czasy, gdy człowiek widząc kolejną przeróbkę „Wojska” i totalnie wymuszone gotowanie się Michała nabierał przekonania, że nic już z nich nie będzie i skończą jak Moralni (czytaj: polecą i już nie wstaną za cholerę). A i nowe numery…, np. o abonamencie czy o nauczycielce – feministce, to nie było to. Owszem, były śmieszne, ale takie skecze mógłby napisać każdy inny kabaret. Brakowało właśnie tej indywidualności w stylu, jaką mogli się poszczycić Chateleci chociażby jeszcze za kadencji Jerzyka. Ale jest dobrze. Skapnęli się w porę, że nie tędy droga, wracają i zapewne powrócić stuprocentowo im się uda. Co cieszy, chociażby ze względu na to, że mają możliwości, mają doświadczenie, a przede wszystkim mają talent i warto by było to wszystko odpowiednio wykorzystać.

Szkoda tylko, że ludzie tytułujący się fanami Formacji w dużej mierze przybrali formę zbliżoną do fanów KMN-u (oczywiście nie wszyscy, ale spora ilość), czyli czegoś pomiędzy groupies, a sezonowymi pseudofanami. Całe zdarzenie zainteresuje ich zapewne tylko od tej powierzchownej, kolorowej strony, bez jakiegokolwiek wdawania się w szczegóły (oprócz pochwalenia się, że na widowni przemazała się jakaś koleżaneczka i że została przezeń zauważona) i zostanie podsumowane w góra trzywyrazowym zdaniu, że są „jak zwykle cudowni” i „najlepsi”. Nie wiem, czy to ma jakiś związek, ale zauważyłam, że najbardziej nieobiektywnych fanów mają grupy tracące na formie bądź po silnym załamaniu tejże. Bo kto miałby wskazać artystom niedociągnięcia, a może nawet błędy, jeśli nie ten, dla którego tworzą? Tym bardziej, jeśli ten ogłasza się ich ogromnym miłośnikiem? Kto wie, czy i nie tu nie tkwi jedna z przyczyn Chateletowego kryzysu, bo i w końcu to element popularności, która nieodpowiednio przyjęta potrafi się okrutnie zemścić. Może się mylę, ale sam fakt, że takich pozbawionych obiektywizmu i cienia analitycznego myślenia wielbicieli ma KMN, mówi sam za siebie. I dlatego obawiam się popularyzacji takiej postawy wśród nowych fanów. Ale cóż. Nie kraczmy. Jest dobrze. Jeden z niegdyś czołowych kabaretów zdaje się wracać do poziomu, jaki udało mu się osiągnąć i z tego powinniśmy się cieszyć. Co rzecz jasna czynię 🙂

3 myśli na temat “Tomasz Jachimek vs. Formacja Chatelet”

  1. Chateleci wracają do formy… Jachimek na razie z niej nie wychodzi;p- Jak dla mnie…Ważne, że kabarety nie biorą do siebie wyników pojedynków. Wydaje mi się, że część publiczności wie na kogo zagłosuje, zanim obejrzy to, co przygotowały kabarety. I nie zawsze jest to wynik pojedynku…Ogólnie pomysł na emisję pojedynków w tv mi się podoba. Pojedynek „Jachimek vs. FCh” trwał rzeczywiście bardzo krótko, aż byłam zaskoczona. Myślałam nawet, że podzielili go na dwie części i puścili tylko połowę, ale jednak…

  2. ujmę to tak „nie wiadomo, nie wiadomo, nie wiadomo, nie wiadomooooo” jerzyka szkoda mi było już dawniej, jachimek jest fantastico, a co do fch-ja kiedyś bardzo ich uważałam, ale od czasu Euzebiusza wychodzącego mi z lodówki, jakoś storpedowałam ich i stałam się impregnowana. myślę, że czas totalnej równi pochyłej zaczął się na zeszłorocznej mnk, a potem już było tylko gorzej. a to skecze jakieś bez polotu, a to „aktorstwo” jak z koziej d… trąba, a to – i z tym się zgodzę-wymuszone zakłopotanie miśka…. myślę, że teraz trochę wyszli na prostą, ale mimo to nie chcę się szczególnie rozwodzić nad tą jaskółką….

  3. Jachimek jest w porządku jednak przy Maćku Stuhrze wymięka. Ja wiem, że Stuhr zajmuje się głównie parodiowaniem, ale robi to w sposób nieziemski po prostu. Jeśli chodzi o trumny z klimatyzacją to obawiam się, że sanitarni by temu protestowali, a nawet jakby były trumny z klimą byłyby niesamowicie drogie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *