Od jakiegoś czasu przez trzy wieczory na tydzień trawię sobie po cichu Jedynkową nowość zwaną „Wydziałem zabójstw”. Po trosze dlatego, że testuję właściwie każdy polski serial kryminalny (albo jedynie szumnie zwany kryminalnym), jaki pojawia się w TV, po trosze (dosyć dużej…) – z ciekawości, jak z jedną z głównych ról poradził sobie mój krajanin (tudzież – jak młodzi mówią – ziomal), duma Teatru im. Norwida w Jeleniej, Jacek Grondowy. I w sumie po raz pierwszy od dawna na łamach mojego bloga będę pisać pozytywnie o czymś, co widziałam w kaczej TVP. Zawsze ceniłam sobie realizm w serialach o policjantach, no i dostałam. Gliniarze w zastraszającej większości w naszych serialach byli przedstawiani z ostrym przegięciem – albo w stronę ideału („Kryminalni”) albo w stronę skrajnego aż do karykaturalności antyideału („Pittbull”, „Fala zbrodni” – chociaż to ostatnie to nawet nie serial sensacyjny, tylko film akcji w najbardziej przyziemnym wydaniu). Czyli mieliśmy superherosów walczących o miłość i sprawiedliwość giwerą albo margines z odznaką. Nieco lepiej było w tzw. docu-crime, ale za to tu straszy żenujące „aktorstwo” („W-11”, „Detektywi”). A „Biuro kryminalne” – najlepszy moim zdaniem serial tego typu – pozostawiał pewien niedosyt. „Wydział zabójstw” idealnie wypełnia tą lukę. Akcja może wydawać się słabo wciągająca, no ale sorry, taka jest praca policjantów – masa żmudnych poszukiwań, rzadko zdarzające się spektakularne sukcesy, wysiadająca psychika dotychczas zostały wyraźnie pokazane jedynie w „Glinie” (no, ale „Glina” to na pewno znacznie wyższa półka niż wymienione wcześniej produkcje). Nie mamy tu również jawnego i niesmacznego wręcz zrzynania spraw żywcem z rzeczywistości (vide „Pittbull”) – nawet rzeczywistość serwowana w filmie musi być odpowiednio do prawideł tegóż filmu zaadaptowana. Brak jest niepotrzebnej wulgarności, epatowania makabrą, przejaskrawiania – wszystko jest odpowiednio i mimo wszystko ze smakiem wyważone. No i najistotniejsze – nie ma w tytułowym wydziale żadnej supergwiazdy typu Szajba czy Zawada, wybijającej się ponad zespół ponadprzeciętnymi cechami. Tutaj wszyscy są na pozór do siebie podobni – jednak każde z nich ma coś, czego brak reszcie, a najlepsi w działaniu są jako grupa, a nie jako stadko solistów. Btw. w obsadzie nie znajdziecie ani jednej powszechnie znanej istoty. Miła odmiana po wiecznie powtarzających się na ekranie gębach.
Nie ukrywam, że z większą uwagą śledzę te odcinki, w których pojawia się wspomniany już Jacek Grondowy (co odcinek duet prowadzący śledztwo się zmienia – i bardzo dobrze, bo przy jednym i tym samym zespole człowiek by zwariował). Radość mało mnie nie zabiła na początku września na wieść, że pojawi się w jednej z głównych ról, albowiem jako aktor nieprzeciętnie utalentowany absolutnie zasługuje na to, żeby być kojarzonym poza naszym miasteczkiem. Ponadto morderczo rozśmieszył mnie fakt, że jego bohater ma ksywę Ojciec – nie pytajcie dlaczego, niektórzy wiedzą. W każdym bądź razie spodziewałam się, że zaskoczy, że udowodni swój talent, ale to, co zobaczyłam przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Mimo, że z racji konwencji w „Wydziale zabójstw” brak tzw. fajerwerków, przypadła mu rola jego godna. Nosz kurna, z głębią do subtelnego wydobycia przez umiejętnego artystę. Notabene owa głębia jest sukcesywnie wydobywana. Stróż prawa, którego mimo wszystko człowiek powinien się chociaż trochę bać, nawet, jeśli nie musi, bo ma czyste sumienie. Największe niebezpieczeństwo bowiem kryć się może tam, gdzie się go nie spodziewamy. Michał – niby taki zwyczajny, człowiek, jakich wielu, a nawet trochę więcej – człowiek z odrobiną serdeczności, miły, o sympatycznej fizjonomii, wzbudzający zaufanie – jak ojciec. A za tym wszystkim – sto demonów policyjnego żywota. Niczym wąż w domowym pantoflu tj. kapciu. Nie powinien się tam znajdować, ale jest i właściwie nie wadzi, bo bez powodu nie ugryzie. Ale wobec wyższej konieczności jest gotów bardzo boleśnie ukąsić.
Także tego. Chyba napomknięcie, że absolutnie polecam tej serial jako godny uwagi i czasu, jest tylko formalnością. Bo polecam. Chociaż zdaję sobie znakomicie sprawę z tego, że mimo wszystkich zalet ten serial nie zażre. Publika odchowana na plastikowo kolorowych obrazkach bądź komiksowo brutalnych bajkach „z życia”, niechętnie przyjmuje rzeczy wartościowe, ale pozbawione atrakcyjnego blichtru. No cóż. Bądź co bądź ich strata. A biorąc pod uwagę, że nawet niszowe jak na nasze warunki „Glina” znalazł spore grono odbiorców, to może i „Wydziałowi zabójstw” to uda się. Biorąc pod uwagę, że serial ma aktualnie dobrą oglądalność, to bardzo możliwe… I jeszcze tak po cichu liczę, że w efekcie udziału pana Jacka w tym serialu ktoś go zauważy, zaproponuje dużą rolę filmową… Taką, w której mógłby zaprezentować swoje zdolności w pełni. Zasługuje na to. Tego jestem pewna.