A kto wie. Powrót do niewakacyjnej rzeczywistości i codziennych obowiązków może być okazją do przewietrzenia swojej mało ciekawej egzystencji. Albo do jej posprzątania. To drugie działanie jest bardziej drastyczne i dlatego takie określenie chyba będzie odpowiedniejsze.
Bo w moim wypadku już nie wystarczy, że przygotuję nowe, czyściutkie zeszyty, przybory i podręczniki, niekiedy i nieco już przybrudzone użytkowaniem przez poprzednich właścicieli. Że wytrzepię wszystkie śmieci z plecaka – towarzysza wakacyjnych wojaży. Że ogarnę cały ten bajzel w pokoju, a przynajmniej będę czynić pozory takiego działania. To będzie za mało. Ewidentnie za mało.
Przede wszystkim należałoby się nieco bardziej skupić na przyszłej edukacji. To jest pomyśleć o studiach, na które kiedyś z pewnością pójdę, i zacząć się przygotowywać do tego, czego wymagać będą na egzaminie do upragnionej szkoły wyższej. A tego w liceum nie uczą. W żadnym. No chyba, że w Żeromie, ale musiałabym być szalona, żeby tam kiedykolwiek zacząć uczęszczać jako uczennica. Czyli co, punkt pierwszy – na równi z obowiązkowym programem ryjemy film, literaturę, teatr, plastykę, muzykę. Historię powyższych plus ogólnie to, co przyszły student reżyserii wiedzieć powinien. W sumie Jerzyk mi mówił w kwietniu, kiedy ostatni raz się widzieliśmy, żeby tak zrobić, ale jakoś zawsze brakowało czasu… A guzik. Teraz nie ma prawa brakować.
Rozmyślam też o innych porządkach. Rozważałam lekkie zmiany w diecie. To jest odstawienie albo chipsów albo zupek chińskich. Ale czuję, że to nie wyda. Powiedziałam sobie w połowie sierpnia, że rzucam i jakoś niezbyt rzuciłam. No cóż, pewne kwestie są niereformowalne. Ale można z tym żyć. A przynajmniej tak mi się wydaje. Poza tym troszkę szaleństw bardziej materialnych. Pozwoliłam sobie na parę drobiazgów, momentami nawet pierdółek, ale nawet takie drobiazgi potrafią poprawić humor. Kupiłam torebkę z Betty Boop, na którą chorowałam od jakichś dwóch miesięcy. Zainwestowałam w klaser i dwa segregatory do uporządkowania kolekcji wycinków prasowych zbieranych przez całe 6 lat mojego życia. Bloczek samoprzylepnych karteczek nabyłam w celu lepszego zorganizowania czasu. Ozdobny mały dziurkaczyk wycinający otworki w kształcie serduszek – dla przyjemności. A temperówkę pod postacią królewny żabki – hobbystycznie. Mało kto wie, że w przeszłości kolekcjonowałam temperówki. Niestety teraz z braku ciekawych wzorów rzadko zdarza mi się poszerzyć moją małą kolekcję.
W sumie to nie najpoważniejsze zmiany. Ten najistotniejszej się troszkę obawiam, bo nie jest ona w zgodzie z moim charakterem. Bo głupio mi iść przed siebie po trupach. Tylko, że moje obiekcje przed takimi działaniami niewiele mi pomogły w drodze do celu. A skoro inni budują swoje szczęście i osiągają sukces moim kosztem, to dlaczego ja nie mogłabym robić tak samo? Skoro nikt się nie liczy z moimi uczuciami, to z jakiej racji ja mam się liczyć z cudzymi? Chyba najwyższa pora zacząć się po swoje rozpychać łokciami i totalnie się nie przejmować, że kolejnym ruchem mogę wybić komuś zęby. Bo jeśli okażesz taką słabość, jak obawa, że ktoś ucierpi na twoim działaniu, inni odpowiednio to wykorzystają. A nigdy nie lubiłam idealistów, wierzących w dobry świat niezależnie od kopniaków, jakie serwuje im życie. Skoro już wiem, że piękne prawdy nie pokrywają się z rzeczywistością, to powinnam je odrzucić. Dla własnego dobra.
Ale ogólnie odzyskałam swój zwyczajowy optymizm i zdolność doszukiwania się pozytywów. Mam miłe plany na wrzesień. 20 września czeka mnie kabareton, na których na pewno zagoszczą dwa zakolegowane ze mną kabarety: Pod Wyrwigroszem i Neo-Nówka. A jeśli dobrze się domyślam, że owa impreza odbędzie się z okazji 10-lecia kabaretu Paka, to i czeka mnie spotkanie z panem Jackiem. 27 września na Barejadzie odbędzie się pokaz filmu Michała Paszczyka „Porodówka”. Samo zobaczenie go to będzie już coś. A i istnieje jakiś tam cień szansy, że i sam pan reżyser pojawi się w Jeleniej… 28 września zaś premiera „Don Kichote’a” w Teatrze Nowym w Zabrzu. Chciałabym tam być, ale daleko, a z dojazdem trudności będą bankowo… Mimo to wierzę, że jakoś uda się to zrealizować. A i jeszcze pewne wydarzenie, które ma nastąpić w październiku mnie cieszy. Ale to już sprawa nazbyt prywatna, żeby głośno o niej wspominać… 😉
Staram się sukcesywnie wywiewać ten zaduch, jaki został mi po paru minionych wydarzeniach tego lata. Bo podobno zmiany wprowadzane od czasu do czasu albo w razie potrzeby są zdrowe. Prawda. Żywy dowód na szkodliwość braku zmian mam obok siebie, w szklanym okienku telewizora. TVP od kilku lat niezmiennie lansuje szmirowate seriale własnej produkcji i żenującą Scenę Faktu, a potem niezmiernie się dziwi, dlaczego ludzie nie płacą abonamentu. Dlatego, żeby nie być takim pierwotniaczkiem liczącym na to, że wszystko samo przyjdzie, po raz kolejny kopem odsuwam los od steru i sama sobie zostaję kapitanem, żaglem i okrętem, czy jak to tam się mówi.
I muszę się nauczyć odsmażać pierogi tak, żeby ich nie przypalić. Bo potem całą kuchnię trzeba wietrzyć.
Widzę, że dużo zmian wprowadzasz… Przynajmniej plany… Jak mam zamiar przetrwać pierwszy rok w LO:) Ale myślę, że dam radę:))
„To jest pomyśleć o studiach, na które kiedyś z pewnością pójdę, i zacząć się przygotowywać do tego, czego wymagać będą na egzaminie do upragnionej szkoły wyższej. A tego w liceum nie uczą. W żadnym.”Również mam ten sam problem i w ogóle to po tych pierwszych dniach myślę, że potrzebuję wielu wyrzeczeń, żeby również dostać do tej swojej upragnionej szkoły. No, bo na przykład takie zajęcia teatralne, z których jednak dużo więcej wynoszę(przygotowują mnie do przyszłej szkoły…do, której i tak się pewnie nie dostanę, ale co tam…) niż jakbym była w jakimś szkolnym teatrzyku, ale są to zajęcia poza szkolne i jak tu się rozwijać, jak ma się lekcje do 17 i mnóstwo nauki…:|
Umówmy się, że każdy ma plany, każdy niby chce przygotowywać się do studiów, a tak na prawdę wszystko wychodzi w praniu, czyli że nic nie wychodzi. Nauki z roku na rok jest coraz mniej, coraz mniej ludzie się przejmują a i nauczyciele odpuszczają. Wiem, bo mam teraz siostre na studiach. :)nie nastawiajcie się na zrealizowanie swoich pieknych postanowien ;)buziaki! 🙂