Zamknięci w celuloidzie/Raj za daleko

Czegoś takiego nie było już od dawna – dwa dobre filmy pod rząd w dwa dni. Co najlepsze, w kinie. Wprawdzie w ramach Festiwalu Kina Niezależnego „ZOOM – Zbliżenia”, ale ważne, że były. Bo w normalnej dystrybucji raczej ich nie uświadczymy, a w telewizji będą je puszczać w porze, gdy normalni ludzie smacznie śpią. No cóż, jaki kraj, takie podejście do porządnego kina…

 

CZĘŚĆ I – „JESTEŚMY W FILMIE!”

„Zamkniętych w celuloidzie” miały szczęście widzieć wcześniej dwie moje koleżanki, notabene dwie Ole – jedna z Zielonej Góry, druga z Warszawy. Obie absolutnie zachwycone. Ja, po doświadczeniach z „Baśnią o ludziach stąd” i krótkimi metrażami Sikory, oczekiwałam świeżego kina na wysokim poziomie i nie przeliczyłam się. A nawet dostałam coś lepszego, niż się spodziewałam. Sikora nie stoi w miejscu, nie spoczywa na laurach, on się rozwija na korzyść swoją i naszą. Stworzył „film niepoważny”, ale nie głupi. Z wprawą mistrza żongluje wytartymi schematami filmowymi, czasem z nich kpi, czasem je nagina do swoich potrzeb, w każdym razie zawsze obnaża ich słabości. Znakomicie prowadzi swoich aktorów, z których właściwie żaden nie posiada wykształcenia aktorskiego, a grają tak, że Pawlicki czy inne Ostaszewskie nie są godni wiązać im sznurówek! Moim osobistym faworytem jest Andrzej Piątek jako Stachowiak, ale nie powiem, dużo prawdziwych gwiad błyszczy w pierwszym, drugim planie i epizodach – Ania Osińska, Asia Kołaczkowska, Wojtek Kamiński, Przemek Żejmo, Marylka Litwin, Jarek Sobański, Kachna Piasecka, Darek Kamys, Dora Halama, Jasiu Rewers, Gośka Czyżycka i wielu innych… Zresztą te nazwiska mówią same za siebie. Ale nie spodziewajcie się komedii. Jest śmiesznie, ale nie tak, jak na komediach. To nie jest pusty śmiech. Po wyjściu z kina, a może już w trakcie seansu, zaczniecie myśleć. A o czym, to już osobista sprawa każdego z osobna. Podobnie jak interpretacja całości. Czy to aby na pewno była tylko zabawa, czy jednak coś więcej. Chociaż ja jestem za tą drugą opcją.

A swoją drogą Kasia Piasecka znakomicie wygląda w białym kitlu pielęgniarki. Trza będzie przy okazji innego filmu przywdziać ją w ten strój ponownie i na dłużej postawić przed kamerą 😀

 

CZĘŚĆ II – „GDZIE MAMY JECHAĆ?”

Zanim obejrzałam „Raj za daleko” musiałam swoje odczekać. To „swoje” stanowiło rozdanie nagród i – co gorsza – projekcje nagrodzonych filmów, z których obejrzałam tylko obszerny fragment „Targu”, bo wolałam ten czas przesiedzieć w Empiku. Na seansie „Raju…” z i tak nielicznych widzów festiwalu została zaledwie garstka osób. Kto poszedł, ma czego żałować.

W sumie ciężko wypowiadać mi się o tym filmie jako o całości, ponieważ kino paradokumentalne z naturszczykami w zgoła podeszłym wieku nie należy do moich ulubionych form filmowych, ale zwracam honor* reżyserowi – w wypadku tego filmu żadna inna nie sprawdziłaby się tak dobrze. Ba – nie sprawdziłaby się w ogóle.

Nie potrafię nijak „zaszufladkować” tej produkcji – o ile „Zamkniętych…” na (bardzo) upartego można uznać za komedię, to „Raju…” się zwyczajnie nie da. Obyczajowy? Nie. (Czarna) komedia? Nie. Dramat? Nie. Może to i lepiej. Po prostu film o związkach międzyludzkich, o potrzebie miłości drugiego człowieka bez jakiegoś karykaturalnego wyolbrzymiania, bez kiwania morałem, bez babskiej ckliwości. Za to z fantastyczną kreacją Jacka Borusińskiego. Radosław Markiewicz, zapytany w wywiadzie… „Dlaczego zdecydował się Pan na powierzeniu mu roli tak odbiegającej od jego wizerunku? Czy nie bał się Pan, że ten wizerunek jest tak silnie zakorzeniony, że widzowie po prostu tego nie kupią?”, odpowiedział:

„Jacek zagrał bardzo dobrze niedużą rolę w „Metanoi” i to był główny powód. On jest po prostu dobrym aktorem, który sprawdza się nie tylko w rolach komediowych. Nie obchodzi mnie jego wizerunek w mediach, ja mam swój. Równie dobrze ktoś mógłby mieć opory przed obsadzeniem np. pana Gajosa, bo zagrał w słynnym serialu i może się kojarzyć np. z czołgami.”.

Mądry człowiek. Oby więcej takich w naszym przemyśle filmowym. To była naprawdę trafna decyzja. Dla kogoś, kto zna Jacka wyłącznie jako artystę okołokabaretowego, może przeżyć niemały szok (podobnie rzecz może się mieć z obsadzonym w drugoplanowej roli Dariuszem Basińskim). Dojrzałością artystyczną przewyższa niejednego „wykształconego” i „uznanego” aktora. Bez szczególnych „fajerwerków” zbudował postać bardzo realistyczną i – co najistotniejsze – bliską widzowi. Ludzką. Nieidealną, ale do pokochania.

Po tak wspaniałej uczcie duchowej pozostaje jednak jedno zmartwienie – że takich twórców jak Władysław Sikora czy Radosław Markiewicz jest niewielu. Mało kto ma odwagę stworzyć coś innego, coś niełatwego, coś, co wymaga myślenia. Filmowcy coraz częściej wolą pójść na łatwiznę, zrobić coś lekkiego, łatwego i głupiego dla mas, a potem rozleniwiają się coraz bardziej i nie tworzą już nic innego jak takie filmy. Wyżej nerek nie chce im się już podskoczyć.

A tak w ogóle dzisiaj w TV będzie wcześniejszy film Markiewicza, wspomniana już „Metanoia”. Na Dwójce. O drugiej w nocy. Niech żyje nasza inteligentna inaczej Telewizja Polska…

 

* po „Zamkniętych…” to pojęcie może brzmieć cokolwiek dwuznacznie.

2 myśli na temat “Zamknięci w celuloidzie/Raj za daleko”

  1. Ej, od Ostaszewskich to się odczep ;PA co do „Zamkniętych…” to po obejrzeniu wyszłam z absolutnym przekonaniem, że to faktycznie nie komedia, ale film niepoważny – i wart, wart obejrzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *