Podsumowanie. Czyżby?

Przeczytałam sobie na blogu mojej najserdeczniejszej kumpeli Natalii (adres w linkach) napisane przez nią podsumowanie roku (a właściwie pierwszej połowy). I się zdeczko wzruszyłam – bo sporo rzeczy tam przeczytanych to nasze wspólne przeżycia są… I sobie pomyślałam, że skoro wszyscy dokonują jakichś podsumowań, to ja też mogę. Nie będzie chyba zbyt bogate liczebnie, no ale, jak to mówią, liczy się jakość. I będzie ono dotyczyć tylko tych rzeczy, które okazały się być w gruncie rzeczy pozytywne. Bo chyba tylko te są cokolwiek warte.

 

15 stycznia – Jelenia Góra, plac Ratuszowy. XXII finał WOŚP, koncert zespołu Łzy. Pierwsze realne spotkanie z Natalią.

28 lutego – Jelenia Góra, Teatr Jeleniogórski. „Trans – Atlantyk”. Pewne „nawrócenie” w stronę naszego teatru. Ponadto po raz pierwszy z pełną świadomością zobaczyłam na scenie Grzegorza Cinkowskiego. Jak się później okazało osobę, która podobnie jak Natalia zaczęła dla mnie naprawdę wiele znaczyć.

8 marca – Jelenia Góra, Jeleniogórskie Centrum Kultury. Kabareton z okazji Dnia Kobiet. Pierwszy wspólny wypad, pierwsze spotkanie z Paulą i Darią. Drugi raz na Hrabi, ale pierwszy bez Aśki. Drugi raz na Formacji Chatelet, ale bez Jerzyka i z Askaniuszem. Poznanie się z Klaudią. Pierwsze wejście za kulisy i spotkanie z artystami…

31 marca – Jelenia Góra/Kowary. Pod wpływem „Spotkania z Balladą” z udziałem Jerzego Jana Połońskiego w głowach dwóch niezwyczajnych dziewoi narodził się pomysł założenia fanklubu tegoż człowieka.

1 kwietnia – Jelenia Góra, jedno z miejskich osiedli. Za sprawą pewnej rozmowy telefonicznej powyższy fanklub zyskuje autoryzację. Odtąd prężnie rozwija się na swoim forum dyskusyjnym.

1 kwietnia – Jelenia Góra, Teatr Jeleniogórski. „Trans- Atlantyk” po raz drugi. Tym razem z lepszego miejsca. Łzy ze śmiechu i z wrażenia w oczach.

21 kwietnia – Jelenia Góra, Teatr Jeleniogórski. „Na pełnym morzu”. Jeden z trzech najwspanialszych spektakli, jakie miałam szansę zobaczyć w tamtym roku. Do dzisiaj robi mi się bardzo ciepło na samo wspomnienie. Pierwsze podejście do aktorów z kwiatami. Ich spojrzenia wynagrodziły cały stres…

25 kwietnia – Wrocław, Impart. Pierwszy wyjazdowy wypad. Pierwsze realne spotkanie z Malwą i Stef. Pierwszy raz na Kabarecie Skeczów Męczących. Pierwsze spotkanie z nimi na stopie prywatnej.

30 kwietnia – Jelenia Góra. Komentarz pana Cinkowskiego pod notką o „Na pełnym morzu”. Szaleńcza radość miesza się z bardzo dotkliwym smutkiem.

1 maja – Jelenia Góra, ul. 1 Maja. Wspólny wypad z Natalią na Konia Polskiego. Drugi raz na ich występie. Mała iskra radości w bardzo niewesołym okresie. Wdzięcznam po dziś dzień.

7 maja – Jelenia Góra, Teatr Zdrojowy. Wspólny wypad z Natalią na Grzegorz Halama Oklasky. Pierwszy raz na ich występie. Pierwsze spotkanie z panem Grzegorzem w ogóle i pierwsze realne z Jarkiem.

19 maja – Jelenia Góra, Teatr Jeleniogórski. „Wódka z rumem” obejrzana razem z Natką. Drugi z trzech najwspanialszych spektakli. Pierwsze realnie spotkanie z panem Cinkowskim po spektaklu. Krótkie, ale wiele znaczące dla mojego stanu emocjonalnego.

12 czerwca – Jelenia Góra, Teatr Jeleniogórski. „Romeo i Julia”. Ale bez pana Cinkowskiego. Może to i lepiej. Konkretnie sobie uświadomiłam, że świat się na nim nie kończy i że TJ bez niego będzie na pewno inny, ale wcale nie od razu gorszy.

21 czerwca – Jelenia Góra, Teatr Jeleniogórski. „Ameryka – Ship of Hope”. Pospołu z Natą wzięłyśmy udział w chyba najbardziej szalonym spektaklu, jaki dane nam było u nas zobaczyć. Ostatni występ Grzegorza Cinkowskiego na deskach TJ. Dłuższa rozmowa z powyższym… Kolejne naprawdę ciepłe wspomnienie, za które wdzięczna jestem niezmiernie.

16 lipca – Lwówek Śląski, Rynek. Występ Neo-Nówki na Lwóweckim Lecie Agatowym. Wspólny wypad ze spotkaną na miejscu Klaudią. Kolejne ciepłe wspomnienie („Neo-Nówka na prezydenta!!!”). Pierwsze „zakulisowe” spotkanie z Romkiem, Paszczem i Gawlinem.

11 sierpnia – Lubomierz. Kabareton na Festiwalu Filmów Komediowych. Drugi wypad z Gangstą (Natalia, Paula, Malwa, Stefni), ale pierwszy z Idą. W ogóle pierwsze spotkanie z Idą w realu. Drugi raz na Kabarecie Skeczów Męczących. Drugie spotkanie z chłopakami.

31 sierpnia – Jelenia Góra, plac Ratuszowy. Minikabareton – Jacek Ziobro + Neo-Nówka. Drugi raz na Ziobrze, drugi na Neonach, ale pierwszy bez Michała Paszczyka (przepowiednia?…). Drugie spotkanie zakulisowe z chłopakami, pierwsze z Gosławą.

16 października – Duma, radość, lekkie wzruszenie. Grzegorz Cinkowski w „Biurze kryminalnym”.

21 października – Jelenia Góra, Teatr Jeleniogórski. „Trans – Atlantyk” po raz trzeci. Pierwszy raz bez pana Cinkowskiego, pierwszy raz z Robertem Manią i Jarkiem Dziedzicem (zresztą z tego, co wiem, to był ich pierwszy występ na deskach TJ). Robert Dudzik, Andrzej Kępiński, Piotr Konieczyński i Tadeusz Wnuk ocenieni i docenieni. Pomimo najszczerszych chęci do walki z porównaniami grającemu Cieciszowskiego i Horacja Robertowi Mani nieźle się oberwało na moim blogu. Później, po czytaniu w teatrze, odwołałam to. Ale mimo to do dziś mam wyrzuty sumienia.

24 października – Jelenia Góra, Teatr Jeleniogórski. Pierwszy raz na próbie czytanej z cyklu „Czas na nowy dramat”. Dramat Gianiny Cărbunariu „Kebab” aka „Mady-baby.edu”. Robert Mania doceniony, a wszelkie głupoty na temat rzekomych niedoborów w talencie aktorskim odszczekane. Pierwszy popis odwagi udzielania się w dyskusji. Pierwsza rozmowa z panem z prawej loży… Może kiedyś będę się mogła wam wygadać, kto to taki był…

14 listopada – Jelenia Góra, Teatr Jeleniogórski. Drugi raz na „Czas na nowy dramat”. Komedia (komediodramat?) Tomasza Mana „Dobrze”. Miłe wspomnienie, aczkolwiek wszyscy nie mieliśmy kónia tego dnia i dyskusja średnio się kleiła…

19 grudnia – Jelenia Góra, Teatr Jeleniogórski. Trzeci raz na „Czas na nowy dramat”. Komedia Andreasa Sautera i Bernharda Studlara „Czerwone Komety”. Najbardziej szalone czytanie w tamtym roku. Latający kot, zburaczony Robert M. …

29 grudnia – Jelenia Góra, Teatr Jeleniogórski. „Śmierć Człowieka – Wiewiórki”. Trzeci z trzech najwspanialszych spektakli. Robert Mania dopadnięty po spektaklu i poproszony o autograf. Drugie zburaczenie z mojej winy i pierwsza prośba o podpis 🙂

 

I to tyle. Sporo jednak… Dużo zmian. Teraz dopiero zauważam, że na lepsze. Dzięki kilku osobom (z pewnością dwóm) wyszłam na prostą i chyba nigdy nie będę w stanie spłacić długu wdzięczności, jaki u nich mam.

„Bo jest paru ludzi, bo jest parę w życiu dobrych chwil…”.

2 myśli na temat “Podsumowanie. Czyżby?”

  1. „Łohoho, i nawet o mnie jest? Czymże to sobie zasłużyłam?” – tym, co mogłaś podsumować sama i co podsumowałaś w tekście powyższym. Tylko nie pisz o zasłużeniu sobie bycia w tekście, w którym jest tylko wzmianka, bo wieje ironią… 😉 Obiecuję, że jak się uporam z testami próbnymi, to poświęcę Ci caaaałą notę i nie będziesz się wtedy mogła naśmiewać! 😛 A tak bardziej do tematu – dzięki za wszystkie miłe chwile minionego roku i proszę grzecznie oraz uprzejmie o kolejne. ;*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *