Ostatnie czytanie w tym roku okazało się być najśmieszniejszym z trzech dotychczas przeze mnie oglądanych. Nieco farsowa sztuka o rewolucji przeciwko komercyjnym i konsumpcyjnym świętom Bożego Narodzenia, polegającej na porwaniu starego, tłustego, wykastrowanego kocura o imieniu Gustaw i zażądaniu za niego 100 000 euro okupu. Brzmi komicznie? To dobrze… bo tak to wyglądało. Histeryzująca po porwaniu kota Margaret (rispect dla Elżbiety Koseckiej!), ciągłe miauczenie w wykonaniu bynajmniej nie kota, maniacki (bez skojarzeń) śmiech Małgorzaty Osiej-Gadziny w roli koleżanki Lili, pożyczony od pani Małgorzaty pluszowy kot w roli Gustawa latający w tą i nazad, a czasem trafiający w aktorów, np. w … (no właśnie, jak nazywała się młodziutka aktorka grająca postać Bibi to ja za cholerę nie zapamiętałam :|) tudzież w Roberta Manię… Ogółem szalone pomieszanie z poplątaniem! Że też nie wspomnę o dwuznacznym włażeniu pod stół (dwuznacznym, bo pan z panią włazili… xD) wynikającym z faktu, iż na Święta Lili chciała w prezencie od swojego Leona dziecko, „rzucaniu choinką” i innych wariactwach. Mimo tego sztuka miała jakieś drugie dno i to wcale niegłupie. Stąd dyskusja była ciekawa. Pytanie brzmi, czy faktycznie Boże Narodzenie jest już takie skomercializowane i czy chciałoby się nam zrobić jakiś protest, jakąś „rewolucję” przeciwko temu. Bo z jednej strony chcemy pozostać przy tradycji, a z drugiej jesteśmy rozleniwieni i w gruncie rzeczy jest nam dobrze ze Świętami w „zachodnim” stylu. Czyżby „Czerwone Komety” były straszliwą wizją tego, co zastaniemy za parę lat? Mi się wydaje, że tak… W szczególności, że wszyscy mają przekonanie pt. „Jednostka nie ma siły przebicia”. I przyznać muszę, że parę argumentów z tych wszystkich to ja wygłosiłam… Podziwiam własną śmiałość.
Żeby nie było – śmiesznie pozostało, bo i my i aktorzy złapaliśmy chyba lekką schizkę od tego tekstu… 😉
(nie pomnę, kto): Kto z państwa robi prezenty?
(parę łapek w górę)
Magda Kuźniewska do Tadeusza Wnuka: A ty nie robisz?
Tadeusz Wnuk: (nie pamiętam, ale potwierdził, że nie)
Syn pana Wnuka z widowni: (też nie pamiętam, ale zdementował z zaskoczenia)
(zbiorowy śmiech)
pani Magda: Syn cię zdradził!
pan Tadeusz do syna: Ale nie wiesz, komu robię.
Dziewczyna z widowni: Skąd państwo wzięli kota?
(nie pomnę, kto): (powiedział, że od pani Osiej).
Magda Kuźniewska, gdy pluszak trafił w jej ręce, złapała go za ogon, trzepnęła o stół, mówiąc: Zdychaj!
Puentą całej dyskusji niespodziewanie stała się moja wypowiedź. Podczas rozmowy Robert Mania stwierdził, że gdyby Czerwone Komety działały w Jeleniej, to pewnie ścięłyby choinki na Placu Ratuszowym. Tak więc na koniec, gdy już pani kierowniczka literacka stwierdziła, że „zakończymy dyskusję w tej miłej atmosferze”, wypaliłam: „Przynajmniej będziemy wiedzieć za rok, kto choinki wyciął”. Wszyscy w śmiech, chłopak dodatkowo się nieco „zburaczył”, wziął w rękę tekst sztuki i skrył się za nim w stylu „To nie ja, to nie ja”. Zawstydziłam faceta. W żartach, ale jednak. I czuję się z tego dumna xD