Równiutko rok temu napisałam na łamach tegóż bloga:
„Z racji tego, że dzisiaj jest 13 grudnia,zapędzili nas do świetlicy na „Lekcję patriotyzmu”. Już sama nazwa przyprawiła mnie o mdłości. Co prawda na początku wydawało się, że będzie nieźle – projektor, prezentacja multimedialna z komputera…Potem wyszło szydło z worka. Okazało się, że zakłamywanie historii wcale nie skończyło się z upadkiem komuny. Owa „lekcja” miała na celu wyrobienie w nas przekonania, że stan wojenny był zły, a Jaruzelski to zdrajca. Tja. Generał uratował, za przeproszeniem, dupę połowie tego popapranego kraju. Popapranego, bo nie doczekał się wdzięczności rodaków. Zaraz się pewnie zacznie, że ofiary, że coś… Jedna „drobna” uwaga – ofiar stanu wojennego było kilkadziesiąt. Jakby Ruscy wpadli, byłoby co najmniej pięć razy tyle i to tylko przy odrobinie szczęścia. Zresztą do piachu poszli ci, którzy, jako „wielcy patrioci”, obnosili się ze swoją niechęcią do komuny. Kto siedział cicho, ten na stan wojenny i całą komunę nie narzeka.”
I powiem wam, że przez ten rok nic się nie zmieniło. Ani w mojej opinii ani w pierdołach, których słucham w mediach. Tylko apelu nie było w szkole i całe szczęście. Zresztą pewnie tylko dlatego, że pani za niego odpowiedzialna jest nieobecna. Nigdy jej źle nie życzyłam, ale to chyba lepiej i dla niej i dla nas.
Aha. I zapomniałam rok temu dopisać pewne spostrzeżenie. Ten apel wyglądał tak, a nie inaczej, bo ta pani była w „Solidarności”…
No comments.