Drzwi bez klucza

Myślę. Rozmyślam. Zastanawiam się. Po raz kolejny szukam odpowiedzi na gnębiące mnie od jakiegoś czasu niejasne i nieoczywiste pytanie. Od dość dawna próbuję dociec, gdzie kończy się dawanie komuś swobody, a zaczyna bierna obserwacja jego staczania się. Gdzie kończy się wpieprzanie w czyjeś życie, a zaczyna się potrzebna pomoc. Gdzie kończy się świadomość, a zaczyna ustawianie komuś życia. Gdzie kończy się życiowe spełnienie, a zaczyna spalanie się bez sensu.

 

Eh. Gdybym znała te wszystkie odpowiedzi, parę rzeczy byłoby prostszych. Dużo prostszych. Albo gdyby niczym w antycznym teatrze z nieba huknęło coś a’la deus ex machina i rozwiązało wszystkie wątpliwości za mnie. No, ale nie da się. Zwyczajnie się nie da. A z drugiej strony bezczynne siedzenie na dupie i patrzenie, jak ktoś robi coś, co w moim odczuciu prędzej czy później skończy się tak czy inaczej rozumianą rzeźnią, jest chyba jeszcze gorsze.

I weź tu coś zrób, i weź tu coś zrób. Tylko pytanie, co. Jeden fałszywy ruch i sprawa umarła w butach. Trzeba być jak saper, żeby nie nastąpić na minę i się nie wysadzić. A ja mam wrażenie, że brakuje mi siły na takie dokonanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *