Piechotka wybrani-ecka

„Świat zawsze był, jest i będzie niesprawiedliwy” – cytując opis z GG mojego kolegi. Niby oczywistość, ale ja i tak się, kurwa, na to buntuję.

Skonkretyzował mi się ostatnio mało sympatyczny wniosek. Państwo coraz częściej daje mi wyraźnie do zrozumienia, że życie w dobrym zdrowiu w normalnej rodzinie nie jest błogosławieństwem, a często sporą przeszkodą. A więc…

 

Żeby w naszym kraju coś dostać, gdzieś się dostać, móc dostać pewne możliwości, trzeba…

… być sierotą – zwyczajną lub tzw. społeczną, w każdym bądź razie lokatorem domu dziecka.

… mieć rodziców dzieciorobów albo matkę-puszczalską i w efekcie dwadzieścioro czworo rodzeństwa – czy to tradycyjnego, czy to przyrodniego.

… być chorym. Najlepiej ciężko, przewlekle albo nieuleczalnie. Egzotyczne choroby, o których słyszała jedna osoba na sali, wysoce pożądane. Mimo tego, iż doktor House powiedział kiedyś: „Rak nie czyni cię kimś wyjątkowym”.

… być dzieciakiem z marginesu, jakiegoś „trójkąta bermudzkiego” czy innej peryferii. Niedomytym, głodnym, w ciuchach odziedziczonych po czterech starszych braciach i z rodzicami – alkoholikami na bezrobociu.

… być ofiarą wypadku lub superhipermegastrasznej katastrofy. Kraksa samochodowa, wbieg pod tramwaj, osranie przez kondora górskiego, wsadzenie sobie frytki do ucha i tym podobne.

… być pieprzonym szkolnym geniuszykiem ze średnimi powyżej 5,0 i głową nawaloną wiedzą z pięknych książek (nie z brzydkiego życia), wpychanym na siłę przez belfrów gdzie się da, bo „to przecież duma szkoły, szczególnie uzdolniony chłopiec/dziewczynka”. Jeśli w dodatku jeszcze rodzice zarabiają poniżej średniej krajowej, to już zupełnie piękne – gratis jakieś stypendium zawsze wpadnie.

… kogoś naprawdę wielkiego w dupę kopnąć.

 

Tak więc pozostaje mi tylko kopać, bo wszystkie wymienione wcześniej cechy nie pasują do mnie i pasować nie będą. Na szczęście. Więc pożyczy mi ktoś glany? Bo nóg trochę szkoda, żeby się obiły – co mam cierpieć za głupotę innych.

 

 

 

P.S. Tak, ja też jestem niesprawiedliwa. I bardzo mi z tym fajnie. Bo skoro światu wolno, to dlaczego mi nie, hę?

P.S. 2 Ostatnio ogólnie chodzę podkurwiona, chociaż w zasadzie większość rzeczy idzie po mojej myśli. Ot, może jestem zbyt zmęczona paplaniną innych, jakie do mych uszu czasem dociera, chociaż właściwie mnie nie dotyczy. „Słyszysz ten bełkot, co? Pierdolenie…” – cytując z „Kokainy” Zawodnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *