„Wiewiórka” i maj

Pokręcona ta pogoda. Letni gorąc przeplata z długim i upierdliwym deszczem. Przy czym deszcz akurat wypada na te momenty, kiedy najmniej jest mi potrzebny w planach. Ale cóż – takie uroki pogody, natura zawsze robi ludziom na złość. Chociaż w sobotę nie zrobiła i mogłam założyć do teatru nowiutkie czerwone rajstopy.

Tak, do teatru. W sobotę radośnie pobiłam drobny osobisty rekord – drugi raz doprowadziłam do trzeciego „zaliczenia” jakiejś sztuki. Wieki temu po trzykroć obejrzałam „Trans-Atlantyk” (btw. właśnie czytam książkowy pierwowzór i bokiem mi trochę te trzy razy wychodzą, bo przy niektórych kwestiach słyszę w głowie głosy aktorów), teraz po raz trzeci kontemplowałam „Śmierć Człowieka-Wiewiórki”. Nowe wnioski, nowe spostrzeżenia, to samo wrażenie – świetne, a nawet piorunujące (bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że po raz kolejny po całości bolały mnie mięśnie nóg?). Gdybym miała wybrać jeden spektakl z czasów „klemmowskich”, który chciałabym na wieki wieków pozostawić w repertuarze, gdy reszta wyleci, to pewnie byłby właśnie ten.

Z innych rzeczy… Zdecydowałam się powtórzyć pewien szalony pomysł sprzed roku. W pojedynkę i w znacznie mniej szalonej formie. Ze skutkiem w zasadzie identycznym jak rok temu. Czyli, że pozytywnym. Bo może „wiele osób ma mnie za wredną kobietę, ale ja lubię sprawiać, żeby ludzie się cieszyli”… A. I zapoznałam się bliżej z pewnym miłym człowiekiem, którego od dosyć dawna już podziwiam i któremu szczerze kibicuję. Co też cieszy, naturalnie. Lubię gadać z mądrymi ludźmi, też dlatego, że częściej „wstrzeliwują” się w bliskie mi tematy, których z mniej rozgarniętymi solidnie obgadać nie sposób. Tak więc wyszło, że jestem pamiętliwa. W tym dobrym sensie… w złym też, ale tego ten pan nie wie i bardzo dobrze 😀 Poza tym róże powinno się sprzedawać ze specjalną owijką, żeby im się płatki nie sypały, gdy światło reflektorów je zbyt wymęczy. I – w sumie to jest najciekawsze – że porównanie wszystkich moich spotkań z „Wiewiórką” potwierdza teorię pana R. … wróć, R., o tym, że każdy spektakl potrafi być całkiem inny. Wiadomo, w teatrze nigdy dwa „grania” nie są identyczne, ale tu to występuje szczególnie. Ponoć zależy też od nastroju aktorów, bo pewna część sztuki jest zapewne w jakimś stopniu improwizowana (to już moje spostrzeżenie). I bingoł, na sobotnim spektaklu w jednym z momentów niektórzy aktorzy przejawiali cechy początku zgotowania. Na szczęście reszta nie dała im tego kontynuować, bo to by była przesada – w gruncie rzeczy poważna sztuka, a ci się brechtają… 😉 A. I plotłam jeszcze jakieś głupoty, że niby to wszystko taka tragifarsa, czarny humor, ale w sumie jak człowiek wyjdzie z teatru, to zaczyna o tym całym rabanie – o RAF-ie, układach, przemocy – myśleć i że wydaje mi się, że to bardzo dobrze. Nie, nie byłam jeszcze „napita”. Zamówiłam sobie wódkę z colą potem – kiedy on poszedł do swoich znajomych, a ja do niezawodnej kumpeli zwanej ladą barową. Dziękuję, R. Było naprawdę miło.

 

 

W niedzielę zaliczyłam jeszcze lunapark na gościnnych występach na placu naprzeciwko Lidla. Mało to ciekawe. Na zasadzie „jakie miasto, taki lunapark”. Autodrom, karuzela z kaczuchami, dwie budki a’la strzelnica, szalona ławka, dom cyrkowy dla maluchów, dmuchana zjeżdżalnia… zresztą też dla maluchów i miniatura rollercoastera. Buu.

Z ogłoszeń parafialnych: w czwartek razem z większą gromadą (Klaudia ze świtą, Natalia, Justyna) nawiedzamy salę JCK-u na 1 Maja. Tak, „Podróże dookoła pokoju stołowego” po roku wracają do Jeleniej. Jasne jest, że nie idę tam doszukiwać się wyższego przesłania w rozpieprzaniu kapusty kijem, a pooglądać Szymka J. Dziewczyny też nie. Lojalna starsza koleżanka uprzedziła, że spektakl ssie i żeby nie bawić się w analizy, bo nic się nie znajdzie, a na Szymona patrzeć, tylko nie płakać, że się chłopak spala w gównianych projektach, bo i tak tego nie zrozumie. To trzeba być mną jednak 😀 Jeśli ktoś chciałby się przyłączyć do wyprawy, to zapraszamy. Wstęp jest za friko, a zbiorowo raźniej.*

 

 

 

 

* Tak. To miało tak zabrzmieć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *