Po tygodniu przerwy witajcie na powrót w Łopówkowie. Druga część zaczęła się ponoć od gorącej scenki z Adą i Romanem w roli głównej, w efekcie której biurko mało nie zleciało w publikę, ale – niestety! – mimo, że pędziłam jak głupia z występu Czesława (notka będzie) do domu, trafiłam na końcówkę. Dzięki bogom powtórka w piątek. Tym śmieszniej, że po środowisku „neonek” krążyła dziwna niepisana fama, jakoby elementy erotyczne się Romciucha nie trzymały…
Naturalnie tak jak w pierwszej części chłopcy wyczyniali aktorsko rzeczy zacne, a pewne dziewczątka wręcz odwrotnie – szczególnie w skeczu o dwóch „różowych laskach”, przy którym poczułam się jak na występie gimnazjalnego kabaretu na szkolnej akademii. Na pociechę za to dano nam skecz-lekcję poglądową o urzędniczkach i ISO. Niektórzy są szczególnie spragnieni widoku Gawlina w damskich kreacjach (zarówno w kwestii ról, jak i ubrań), więc po numerze powinni byli zostać zaspokojeni. I znowu poleciał greps słodki o ciąży u faceta. Że w stronę bohatera granego przez Radka, to chyba tradycja, chociaż – anyway – „drugiego trymestru” nie widać po nim już od dosyć dawna. No i Euro 2012. To chyba dlatego, że naprawdę te całe mistrzostwa tak będą wyglądać i musimy się przyzwyczajać.
Z rzeczy szokujących: Adam przyprowadził narzeczoną, niejaką Sisi. O zgrozo, obdarzoną fizjonomią jednej z Babeczek od Rodzynka. Wolałabym, żeby ten wątek nie doczekał się kontynuacji 😛
Z rzeczy pobocznych: jak zobaczyłam chłopaków ze Snobów w akcji, to przestałam się dziwić, że Radek na scenie ma takie a nie inne odpały.
Z cyklu „dorzućmy łyżkę dziegciu w beczkę miodu”: piosenkę na finał to mogli lepszą zrobić. Do wstępnej z pierwszej części się nie umywa, chociaż podobnie jak Bielik mam odchył w stronę rytmów reggae. Podejrzewam złośliwie, że jakieś substancje były w ruchu albo tekst powstał jako efekt pakowskiego Jam Session, które skończyło się ponoć w porze, kiedy normalni ludzie wstają.
(I kto mi teraz powie, że nie jestem wobec nich obiektywna, no kto? :D)
Mimo wielu pozytywów odczuwam spory niedosyt. Jednak pierwsza część jakby była lepsza – bardziej zwarta i logiczna, sprawniej napisana i odegrana, z paroma lepszymi pomysłami. A tak miałam wrażenie wykorzystywania umiejętności na pół gwizdka. No cóż. Jak znam życie, wyciągną wnioski i następnym razem tego błędu nie popełnią. I to u nich jest najlepsze. W czym zresztą utwierdzę się „live”, albowiem rozstrzygnęłam mój trudny dylemat i 9 maja będę się cieszyć Neonsami na scenie z Ziobrą i Halamą na dodatek. Czyli, że na dzisiejsze niepełne wykorzystanie możliwości mogę przymknąć oko i potraktować to jako „przystawkę” przed Lubańską Nocą Kabaretową 🙂
Mimo wszystko Adam otrzymał błogosławieństwo wójta…! :Da Lubańskiej…zazdroszczę.! :)Dobrej zabawy życzę. :]
„Podejrzewam złośliwie, że jakieś substancje były w ruchu albo tekst powstał jako efekt pakowskiego Jam Session, które skończyło się ponoć w porze, kiedy normalni ludzie wstają.” – wątpliwe, bo to nagranie było przed Jam Session 😛
To niedobrze. Bo wychodzi na to, że substancje… xD