KKK 6 – Nasza Gmina

Wczoraj Łowcy na żywo, dzisiaj Neo-Nówka w TV. Zniszczę się psychicznie do imentu.

 

Zaczęło się… piosenką. Tak, o ile przez lata Neo-Nówka była kabaretem nieśpiewnym, o tyle od pojawienia się Radka nadrabiają ostro, ossstrrro. Co ciekawe, do lamusa odeszło przekazywane pocztą pantoflową stwierdzenie, jakoby Gawlin nie umiał śpiewać. Umie, jak się okazuje i to całkiem przyzwoicie.

Potem poszło. Witajcie w Łopówkowie, gminie z malowniczą kopertą w herbie. Mamy tu wójta-dyktatora (Roman), jego prawą rękę Mietka (Gawlin) – lisa w baraniej skórze – oraz „opozycję” w osobie niejakiego Ciołka (Radek) – „złodzieja w stanie celibatu”, który zapowietrza się, gdy mówi. Tak, tych samych, którzy „gospodarzyli” na ostatniej, jakże udanej Mazurskiej Nocy Kabaretowej. W efekcie pewnej scysji po raz pierwszy od lat wójt zyskuje konkurenta w nadchodzących wyborach w osobie właśnie pyskatego opozycjonisty. I „gimnastyka” rządzącego i jego świty celem ocalenia stołka była główną kanwą historii. Zbliżonej do tego, co działo się w Mrągowie, chociaż może z mniejszą częstotliwością wplatania skeczy. Jeśli nawet były takieś małe „rozmycia” w samej fabule, panowie nadrabiali aktorsko. Kto zachwycony był „Od III do V RP”, ten teraz chyba zemdlał. Chłopcy ciągle się uczą, a nauka w las naturalnie nie idze, ino procentuje. Do tego stopnia, aż mnie – osóbkę o ciągotkach zarówno scenariopisarskich, jak i reżyserskich – znowu zaczęły mocno świerzbić paluszki, coby skroić dla wszystkich trzech jakąś niekoniecznie komediową fabułkę… A skecze… Ah, skecze. Neo-Nówka mnie czasem trochę przeraża. Bo są świetni, a ciągle udowadniają, że mogą być jeszcze lepsi. Dialog księdza z kościelnym uległ po raz kolejny odświeżeniu, zyskał nową, zaskakującą puentę, a gwoli rekomendacji dodam, że w połowie skeczu guma, którą żułam, wyleciała mi z ust 😀 Przy dialogu świnek zresztą też. O właśnie, prosiaczki słodkie! Po raz pierwszy telewizyjny ekran ukazał Michała i Radka w różowych trykocikach i z ryjkami zrobionymi z papierowych kubeczków… Morał – na tym kabarecie gumy się nie żuje. Bo może ci w lepszym wypadku w ataku śmiechu wylecieć z buzi, w gorszym wpaść do środka.

 

W gości przybyli m.in. Nowaki i Snoby (swoją drogą poprzednia drużyna Bielika). Bez zabójczego szału (bynajmniej Nowaki, bo tylko oni przez pierwszą część zdążyli się zaprezentować), ale stanowili naprawdę równe, porządne tło dla popisów neonowego tercetu. Mimo tej ilości miodu nieścisłości i nierówności do wytknięcia też się zdarzyły. Chociażby takie, że program miał być „zamkniętą fabułą”, a nie do końca był. Konstrukcyjnie całość przypominała „Od III do V RP”, z tym, że skecze gościnnie występujących kabaretów zdawały się być dołożone na doczepkę, bez jakichkolwiek związków z akcją. Oczywiście pomijając jeden błąd oczywisty, a powtórzony przez chłopców – zaproszenie Babeczek z Rodzynkiem. Kto widział ich we wspominanym już poprzednim programie i uznał, że czynią wiochę, po dzisiejszym nie zmienił zdania. Bo czynili, mniejszą, ale czynili. Skecz o gapieniu się w dekolt koleżanki, no arcyśmieszne. Że już „grę aktorską” przemilczę – bo w ich wypadku jej poziom jest bliski zeru, a postawienie Babeczek i ich Rodzynka obok chłopców-neonowców jest jak skopanie leżącego.

 

To była część pierwsza. Za tydzień sobie dokończymy. Ja już się cieszę. A wy? 🙂

 

 

P.S. – czysto związany z KKK. Góral z Jabbarem z wesołego studia przenieśli się na stałe wraz z kanapą do Rotundy. Czy to dobrze, nie wiem, bo wprawdzie raz na zawsze odchodzą precz suche wstawki Moralnych, ale z drugiej strony formuła „programowa” się rozwadnia na amen. No i robi się więcej czasu, który i tak pewnie zostanie wykorzystany na niepotrzebne ujęcia publiczności…

7 komentarzy do “KKK 6 – Nasza Gmina”

  1. Neoni świetni byli, a te nowe teksty w skeczu z księdzem – powalające 😀 w sumie trochę szkoda, że KKK przenieśli się do Krakowa, bo teraz to już nie bardzo wg mnie podchodzi pod taki program, który prowadzą Góral i Jabbar i komentują różne rzeczy, tylko robią się z tego zwykłe cosobotnie programy konkretych kabaretów… a skoda w sumie.pozdrawiam! http://www.animrumru.blog.onet.pl

    1. Niestety jak na razie właściwie każda próba zrobienia cyklicznego programu kabaretowego kończyła się niepowodzeniem – nawet w przypadku całkiem udanego „Piotra Bałtroczyka na żywo”. Ciekawe, dlaczego.

  2. To ciekawe, jak mogą różnić się opinie na ten sam temat. Dla mnie program Neo-Nówki był zrobiony „na siłę” – żarty proste, populistyczne, gra też średnia, i wciąż w tym samym stylu.Co do Babeczek z Rodzynkiem, to widziałem ich program na żywo i uważam, że jest niezły. Poza tym bardzo dobrze radzą sobie (zarówno Babeczki, jak i Rodzynek) w innych, różnych akcjach zielonogórskich. Ocenianie ich na podstawie pojedynczych skeczy w telewizji jest na pewno nieadekwatne do rzeczywistości. Każdy kabaret dużo lepiej „wychodzi” na żywo.

    1. No tak. Trzeba być chyba facetem, żeby móc uważać Babeczki za „niezłe” 😛 Tym bardziej, że ostatnio zauważam tendencję do sztucznego lansowania kiepskich artystek kabaretowych chyba tylko dlatego, że są kobietami, a kobiet na scenie jest mało. Śmieszne.

      1. Jestem facetem. Kabaret „Babeczki z rodzynkiem” podoba mi się w całości, razem z Rodzynkiem. Tu nie chodzi o preferencje seksualne, tylko wciąż o to samo – o KABARET. Uważam, że robią go nieźle. Chętnie zobaczę ich na żywo.

        1. Nie nadużywajmy tego szlachetnego miana, w tym wypadku mało ma ono wspólnego z tymi… hmmmm… ludźmi „rżnącymi głupa” na scenie 🙂

  3. Ja niestety oglądałam od połowy bo parzyłam na galę świrów 2009…Moja wina moja wina moja bardzo wielka wina…Roman jest Debeściak :>

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *