Zaczął się czas, kiedy 24 godziny to za mało. Czyli wiosna przyszła. Bardzo pogodna wiosna. Człowiek – szczególnie po świętach niemal w całości spędzonych poza domem – nabiera maksymalnej ochoty na jak najdłuższe przebywanie na „outdoorze”. Z tym, że się nie da, bo coś koło pół dzionka musi spędzić na edukacji. I to go męczy.
Ale z drugiej strony słońce pyszniące się na niebie zsyła dużo pozytywnej energii. Przydaje się. Do końca roku jeszcze coś ponad dwa miesiące i ciało pedagogiczne szafuje sprawdzianikami i kartkówkami jak z rękawa. I weź tu się ucz, i weź tu się ucz!… A ja się uczę 😛 Z trudem, ale jednak. No bo się kurczę nie chce, a trzeba. I głowa boli, bo przesilenie wiosenne atakuje, a żarcie witamin nie pomaga. Gdzie jest mój zeszyt do geografii?
Energia przynosi także coś jeszcze. Plany. Nowe i stare, odświeżane plany, czasem dalekosiężne, czasem całkiem bliziutkie. I w sumie myślę, że gdybym tylko mogła, wolałabym się całkowicie oddać właśnie tym planom, coby je wreszcie porealizować. Zajęłabym się czymś, czego robienie sprawiałoby mi maksymalną radochę… Nie, żeby mi jej teraz w życiu brakowało (bo z pewnymi ludźmi nudzić się nie można… :D), ale to jak z dobrym jedzeniem – jak raz spróbujesz, wiecznie ci będzie mało. No chyba, żeś jakieś emo czy masochista, ale patologii nie biorę pod uwagę 😛 O marzeniach nie wspominam – są nie dość konkretne, żeby je urzeczywistniać. Chociaż jakby je z planami popleść, to kto wie…W każdym bądź razie póki co nie przewiduję takich rzeczy. Naturalnie. To zawsze „jakoś tak wychodzi” w ostatniej chwili i niech tak dalej będzie.
Z rzeczy banalnych… W piątek Łowcy.B. O ile naturalnie ktoś nie zawali sprawy z biletami. Chociaż w sumie średnio mi zależy. Tak trochę na zasadzie „jak się nie ma, co się lubi, to się kradnie, co popadnie”. Wiadomo, że wolałabym Neonsów albo Limo. No cóż, no cóż, no cóż. Za tydzień Czesław Śpiewa. Myślę, że przed koncertem zaczepię o spotkanie w Empiku, ale to jeszcze się zobaczy. Innych tego typu zamierzeń na razie brak. Sporo czasu do zagospodarowania. Może by jakiś wyjazd? Nie musi być daleki w sumie. Może Wrocław. Pewnie parę jakichś wyjazdów „krajoznawczych” typu Siedlęcin czy Bolków. Może Legnica, ale to dopiero w czerwcu. I myślę od dawna o Zabrzu… Wszystko „może”. To już nie kwestia czasu. Tylko transportu. Tylko albo aż. Brak prawa jazdy nie boli, ale życia nie ułatwia.
Pójdzie ktoś ze mną na piwko do Old Pubu? Bo samej to mi się nie chce. A spotkanie to dobra okazja na małe jasne.
O tak… Uczyć się nie chce, a rower i okolice są dużo przyjemniejszym pomysłem na spędzenie czasu… I jeszcze się mordka opala:) Myślicie, że zrobi dzisiaj zapowiedzianą kartkówkę z historii? Ja mam nadzieję, że nie i tyle…;pA do Legnicy to zapraszam:):)
A mnie codziennie rano słońce kusi, żeby nie iść do szkoły, tylko wsiąść do pociągu byle jakiego i pozwiedzać! 😀