No więc zacznę od pozytywnych wieści. Święta wielkanocne spędziłam bardzo rodzinnie i w gruncie rzeczy aktywnie. W niedzielę zwizytowałam obie babcie, u obu będąc podkarmiana ciastami i innymi przysmakami. Zaś w poniedziałek wraz z rodzicami, ciotką i kuzynami odwiedziłam Świeradów Zdrój, zaliczając przejażdżkę w obie strony kolejką gondolową, wizytę w uzdrowisku, łyczek wody i pyszne lody. Mimo, że początkowo nie uśmiechał mi się wyjazd z taką hałastrą, później bawiłam się znakomicie. Do domu wróciłam z pasiastym kamykiem, takim śmiesznym „cuś” do picia wody i ponad 20 zdjęciami w komórce – tak zciorana, że z miejsca wylądowałam w łóżku i prawie godzinę przespałam. Przejadać się nie przejadałam. Wręcz przeciwnie, skubałam smakołyki po trochu, ale często. I bardzo dobrze, bo co to za przyjemność obeżreć się i potem cierpieć? Zresztą, jak nietrudno się domyślić, nie bardzo kiedy było biesiadować 😛
A z rzeczy niefajnych. Nie muszę chyba tłumaczyć, bo wszystkie media trąbią od rana, jak to efektownie spalił się hotel socjalny w Kamieniu Pomorskim oraz jak to kochany pan prezydent (a raczej – z racji wzrostu – prezydencik) znowu postanowił pokazać, jak bardzo współczującym narodem są Polacy i ogłosić żałobę narodową. Ma się zacząć od północy, ale tylko teoretycznie, bo „wczuwanie” się w klimat stacje telewizyjne zaczęły już dzisiaj. Pomijam zupełnie zmiany w programie, bo i bez tego w telewizji guzik było. Tradycyjnie pienią mnie umieszczane między programami wstawki „z miejsca tragedii”, okraszone wzruszającą w zamierzeniu, a w praktyce wywołującą mdłości smętną muzyczką. Dorzućmy do tego jeszcze beczących pogorzelców, „wstrząsające relacje” świadków… Ludzie. Nie narzucajcie nam nastoju. Co nas to obchodzi? My mamy święta, póki co. Dajcie nam odpocząć. A już zupełnie na marginesie – 21 osób zapewne zginęło na drogach tylko przez jedno świąteczne popołudnie z pomocą narąbanych w sztok kierowców czy innych wariatów drogowych. Ale cóż, śmierć ofiar pożaru w Kamieniu jest „uprzywilejowana”. Bo zginęli zbiorowo i efektownie.
Przy okazji serwisy informacyjne obok „dramatycznych” wieści ze spalonego hotelu raczy nas wiadomością o jakimś dniu pamięci ofiar katyńskich i „apetycznymi” obrazkami z ekshumacji w porze, kiedy ludzie – już zupełnie pomijając to, że mają święta – zapewne raczą się pyszną kolacją. Śmieszny paradoks – chronimy dzieci przed brutalnymi filmami i grami komputerowymi, a pokazywanie im dokumentalnych ujęć z przegnitymi trupami z Katynia jest na porządku dziennym.
Całe szczęście, że „Epoki lodowcowej” nie zdjęli, chociaż w sumie leci już po raz n-ty w jakimś okresie czasu i też jest „uzupełniona” paroma mdląco „wzruszającymi” scenkami. No cóż, sepleniącego Pazury w dubbingu można słuchać do zarypania i ciut ciut.
Dzięki za przypomnienie o „Epoce Lodowcowej”;) To śmieszne „cuś” to pewnie jest „pijałka”? (http://www.quattro-trades.pl/images/rozmaitosci/images/pijalka.jpg)
O, właśnie. Pijałka. Głupia nazwa 😀
Fakt, głupia;) Szczerze mówiąc nie znałam jej, aż zaczęłam szukać fotki do poprzedniego komentarza;p „Cuś” i wiem o co Ci chodzi;p
Jak ja dzisiaj powiedziałam. że nie mam ochoty współczuć ofiarom pożaru to nazwano mnie, bezdusznym pokoleniem gimnazjum, które nie wie co to jest empatia. Po czym, na czacie efektownie zbanowano mojego towarzysza broni, a ja wykazałam się tą właśnie empatią i poszłam razem z nim, z obłudnikami siedzieć nie będę.
A pies im mordę lizał. Kiedyś ta ich „empatia” bokiem im wyjdzie, a my zostaniemy zadowolone. Bo nie tracimy nerwów bez potrzeby na coś, co nas w gruncie rzeczy nie dotyczy i nie musi obchodzić. Jakby tak „cierpieć” po każdej większej katastrofie to chyba w efekcie można tylko zwariować.