Zaczęło się od notki na stronie Kabaretu Młodych Panów. Lakonicznej i niejednoznacznej, ale wyraźnie sugerującej, jakoby zapowiadany na 1 kwietnia koncert na przeglądzie kabaretowym PaKA miał być ostatnim z udziałem Mateusza Banaszkiewicza. Dreszcz niepokoju u miłośników i fanów grupy był jak najbardziej uzasadniony – nie dość, że mamy do czynienia z zaburzeniem porządku, który dla niektórych istnieje właściwie od kiedy pamiętają, to doświadczenie uczy, że roszady personalne zawsze pociągają ze sobą wielkie zmiany. Na lepsze, ale i na gorsze. Jednak po otrząśnięciu się z pierwszego szoku niektórzy zauważyli haczyk – datę rzekomego pożegnalnego występu. Wiele osób powoływało się na jakoby wiarygodne źródła (z gatunku tych, które osobiście nazywam „źródłami-sródłami”, opartych na zasadzie „bo X. mi powiedziała, a ona ich zna”, chociaż w rzeczywistości X. w duszy była i guzik widziała), ale przy bliższym przyglądaniu się kolejnym informacjom, jakie się pojawiały (tudzież ich braku) można było dostrzec kolejne nielogiczności – że za szybko, że bez sensownej przyczyny, że ciągle latają tylko ogólniki itp. Co nie zmieniło faktu, iż niektórych ogarnęła mniejsza lub większa panika i histeria. Finalnie okazało się, że faktycznie jest to tzw. wielka ściema, do czego przyczynił się chociażby filmik na portalu Kabarety.TworzymyHistorię, na którym nie dość, że rzekomy powód odejścia Mateusza jest co najmniej komiczny, to jeszcze sam zainteresowany jest do tego stopnia ubawiony sytuacją, że nie potrafi tego ukryć. No i happy end, Banan nie opuszcza KMP, żart na fanach wykonany. Sprawa idzie w zapomnienie. Przynajmniej teoretycznie, bo ja, mimo sceptycyzmu, z jakim właściwie od samego początku podchodziłam do autentyczności tej „rewelacji” i mimo, że okazał się ona być „psikusem”, odczuwam niesmak. Całkiem spory niesmak.
Jedna z miłośniczek KMP tuż po pojawieniu się w „obiegu” tej informacji, stwierdziła: „Teraz już wiem, czemu się nie robi żartów w stylu >>proszę się zgłosić do identyfikacji zwłok<< – dla wkręcanego to nie jest śmieszne”. Bingo. Młodzi planując ten jakże „wyrafinowany” dowcip raczej nie wzięli tego pod uwagę. I nie mówię tu o płaczu zakochanych w Mateuszu małolat, które o swojej wielkiej miłości i oddaniu wobec niego, o jakim zapewniały w obliczu tej prawdopodobnej „katastrofy” w księdze gości na stronie kabaretu, pewnie za parę miesięcy zapomną, znalazłszy nowy obiekt westchnień, ale o normalnych fanach, którzy jednak często z trudem przyzwyczajają się do takich zmian – tym bardziej, że jak już wspomniałam wielu przechodzi swoją przygodę z kabaretem od czasu, gdy ten ma taki a nie inny skład. Poza tym… Dla kogoś z zewnątrz to nie jest zrozumiałe, ale każdy, kto chociaż trochę siedzi w środowisku okołokabaretowym wie, że miłośnicy przywiązują się do artystów i nie chodzi tu o płytkie „klejenie się” do kabareciarzy z braku przyjaciół w życiu codziennym czy „kochanie” ich ze względu na atrakcyjną powierzchowność. Po prostu jeśli są dobrzy w tym, co robią, imponują nam w mniejszym lub większym stopniu. A biorąc pod uwagę, że często w spotkaniach powystępowo-zakulisowych skracają dystanse (te wiekowe i inne), potrafią się stać trochę bliscy. Oczywiście bez przesady – nie rozumiem ludzi, którzy z powodu rzekomego odejścia Mateusza przedsięwzięli niemal żałobę (widocznie brak im własnych problemów, więc szukają zupełnie obcych, żeby się nie nudzić). Ale nawet ci, którzy zachowali zdrowy rozsądek, poczuli się nieswojo. Inna miłośniczka KMP przychyliła się do stwierdzenia, że jeśli to żart, to niepokojące jest, jak kabaret mimo wszystko pogrywa na uczuciach swoich widzów. Zauważyła, że: „tu się wszystko rozbija o ten koncert, cały wpis jest zaproszeniem na niego. Z ciekawości zajrzałam sobie na stronkę biletynakabarety i okazało się, że bilety na niego są, i to dużo. Czyżby więc >>chłyt marketindody<<? Ale w takim razie zaplanowany, bo tytuł wyraźnie ma sugerować odejście Mateusza. Nie podoba mi się to. Parcie na kasę…?”. Jeśli to prawda, to też nie wróży zbyt dobrze. Wiele kabaretów kasa już zepsuła. KMP, ten obiecujący, kreatywny w sporej ilości dziedzin KMP miałby pójść tą samą drogą? Jeśli nie gorszą, oczywiście, bo mielibyśmy tu do czynienia z zarabianiem na sentymencie i sympatii fanów w bardzo nieciekawy sposób. Można nabijać kasę graniem na scenie – bo to praca, a za dobrą pracę jest płaca. Nabijanie kasy graniem na czułej strunie widza nie stojąc na scenie nie jest ani dobrą ani pracą. W różnych talk showach czy innych programach tego typu takie działanie jeszcze to przejdzie – bo w nich to pojawia się z założenia, one po to są robione. Ale tutaj, u nas? Tfu, tfu. Odpukać w niemalowane.
Sporo osób z kręgów fanowskich teraz udaje, że nic się nie stało. Część z nich być może z racji wieku nie zdaje sobie sprawy, co znaczy dla wizerunku KMP i kabaretu w ogóle cała ta afera, a szkoda. W zeszłym roku Młodzi zrobili żart primaaprilisowy puszczając pocztą pantoflową wieść, jakoby mieli się pojawić w programie Kuby Wojewódzkiego. To jeszcze było do przyjęcia. W tym roku zagrali na emocjach fanów, sugerując wyraźnie odejście jednego ze swoich najbardziej charakterystycznych artystów. Strach pomyśleć, co zrobią w przyszłym roku bądź co – o zgrozo – mogą wymyślić inne kabarety, zainspirowane ich działaniem. Puszczą w obieg zaproszenie na proces sądowy frontmana, który po wydaniu wyroku zakończy się informacją, że haha, nabraliśmy was?
Chociaż muszę przyznać, że w jednym cała ta sprawka się przydała. W pewnego rodzaju zdemaskowaniu, kto rzeczywiście jest zainteresowanym sprawami grupy miłośnikiem, a kto tylko płytkim fanem czy tzw. „sezonówką”. Większość jednak przyjęła to z mniejszymi lub większymi emocjami. Czasem tak karykaturalnie okazywanymi, że aż śmiesznymi, ale w obliczu pewnej postawy wypadają pozytywnie. Albowiem jedna panienka stwierdziła wyraźnie, że skoro ma już z Mateuszem zdjęcie i jego autograf, to co ją to interesuje. Wprawdzie swoją wypowiedź usunęła (zapewne w obawie przed tym, coby inni nie zobaczyli i nie domyślili się, jaka to jest naprawdę), ale baczne oczko Junior Admina pamiętliwe jest. No cóż, widać dla niektórych kwintesencją bycia fanem jest zdobycie fotki z idolem lub/i jego podpisu. A potem można już to wszystko mieć w nosku.
„Jeśli to jednak kawał, to głupszy od wszystkich tekstów MB razem wziętych…” – powiedziała jedna z miłośniczek, gdy dopiero plotka poszła. I niechaj to będzie puentka.
Masz całkowitą rację. To żart rzeczywiście niewyszukany i prostacki. Może miał spełnić także rolę chwytu marketingowego. Ale można go złożyć na karb młodzieńczego braku doświadczenia. Chłopaki mają jeszcze możliwość dorośnięcia i zostania kiedyś np. „Kabaretem Panów w Średnim Wieku” (bo na klasę Kabaretu Starszych Panów nie ma raczej żadnej szansy).
Nie no. Szansa zawsze jest. Pod warunkiem, że uświadomią sobie, że każdy „chwyt” którym się posłużą, może mieć szerokofalowe reperkusje i że będą postępować rozważniej. A czy tak będzie… Czas pokażę. Ja tam mimo wszystko w nich wierzę 🙂
Tak, mnie też ten żart specjalnie nie rozśmieszył, bo był płytki, a Młodzi przez to u mnie stracili. A może im na tym nie zależy?
Gdyby tak było… no cóż – przykro.
Cóż, żart rzeczywiście nie był 'najwyższych lotów’ – ale może faktycznie ze strony chłopaków była to swego rodzaju forma sprawdzenia 'wierności’ fanów, ich emocji ? Wątpię, żeby zrobili to z czystej złośliwości ^^Ale co my wiemy, przecież kto inny jest „ha! najmądrzejszy od początku” xDDD
Moim zdaniem „żart” nie był graniem na uczuciach, bo można się było domyślić prawdy (w sumie, aż do wczoraj była jakaś niepewność)… Zresztą większość ludzi w wieku 18+ skojarzyła datę i uwzględniła ją w swoim zdaniu. Fakt, na niektóre fanki „dowcip” źle podziałał. Nie wkładam go też do szuflady z napisem „udane dowcipy, przy których fikałam nóżkami ze śmiechu”.
Oj Daguchna, Daguchna. Ogólnie mądra z Ciebie kobieta, ale ten Twój wszechwiedzący sposób wyrażania się irytuje coraz bardziej… Nie mogę obojętnie przejść obok Twojego oskarżenia że „lecą na kasę”, co jest wierutną bzdurą. Za koncert na PACE Młodzi mieli zakontraktowaną konkretną stawkę. Bez względu na ilość sprzedanych biletów. Nie musieli „robić szopki”, żeby zarobić i nie zrobili tego. Żadne chwyty marketingowe nie były w tym wypadku konieczne. Takie insynuacje bez żadnego pokrycia są niesmaczne i nie na miejscu. Szczególnie kiedy wychodzą spod ręki osoby, która tytułuje się fanką kabaretu…Cala afera wzięła się zaś z tego, że Młodym niemal w ostatniej chwili zaproponowano zrobienie koncertu 1 kwietnia na PACE. Musieli od ręki” mieć tytuł, koncepcję i scenariusz. Wykorzystanie Prima Aprilis było najprostszą rzeczą, jaką można było zrobić i nie można mieć do nich o to pretensji. A ponieważ koncert musiał zostać zapowiedziany z odpowiednim wyprzedzeniem, bo takie wymogi stawiała Rotunda, to informacja o nim poszła „w eter” już dwa tygodnie przed. Nikt, zwłaszcza chłopcy z KMP nie spodziewali się takiej „burzy”, szczególnie, że żart nie był jakoś solidnie opracowany i raczej nietrudno było się domyślić, że jest żartem. Z resztą potem w każdej rozmowie i wywiadzie Młodzi robili co mogli, żeby dać do zrozumienia, że to JEST ŻART. Uważam, że nie są winni histerycznym reakcjom fanek i fanów. I nie zasłużyli na te wszystkie wyssane z palca oskarżenia, bo to już zakrawa na robienie „z igieł wideł”.Więcej dystansu!pozdrawiam P.S. Wyznaczanie „granic żartu” pachnie cenzurą. Pomyśl o tym…
Poleciłabym przeczytanie całej notki uważnie jeszcze raz, bo wszystkie Twoje zarzuty wynikają z niezrozumienia pewnych stwierdzeń. Nie ma oskarżeń, a są jeno gdybania 🙂
Niektóre żarty mogą sprawić przykrość. Warto o tym pamiętać. Subtelność także w kabarecie jest mile widziana.
Dlaczego zawsze,kiedy ktoś ma inne zdanie niż Ty, zarzucasz mu, że nie przeczytał uważnie tego Co piszesz?Bronisz się, że „to tylko gdybanie”, jakbyś nie wiedziała, że z takiego gdybania prosta droga do nieporozumienia, do plotki, która po kilku ustnych przekazach niechybnie stanie się świętą prawdą. Kto jak kto, ale Ty doskonale powinnaś to wiedzieć. Oczekujesz, że Młodzi wezmą odpowiedzialność, za histeryczne fanki a sama nie bierzesz odpowiedzialności za swoje słowa. Żart może komuś zrobić przykrość? Tak, może. Taką samą przykrość jak takie Twoje „gdybanie”.
Bo ZAWSZE wynika to z faktu, że wielu szybciej pisze jak czyta – zresztą właśnie z tego rodzi się plotka, a nie z „gdybania” 🙂 I mówi to gość, który mi zarzuca chęć cenzury, no prrroszę 🙂 Mam prawo do swojej opinii, podobnie jak do nie tłumaczenia się z niej – czytaj rameczkę. Dziękuję za uwagę. Kolega widz dorzucił trzy grosze adekwatne do mojego zdania 🙂
Bardzo mi się spodobał sposób w jaki ujęłaś sprawę, także dlatego, że się z podejściem zgadzam. Chwyt marketingowy raczej nie, nie potrzebują tego i nie wierzę w takie sprzedanie się ich, ale wniosek uzasadniony, teoretycznie mogło tak być. Ale to gdybanie moim zdaniem jednak, nie zarzucanie. Bardziej ostatnio KSM parę osób zarzucało (rozmowa po Wrocku 2008).P.S. Jaaaa! Moje tekściorki! xD