Ależ ja „mom scynście”, no ależ ja mam. Straszne. Imprez natłok, niektóre nawet interesujące, ale… no nie, proszę państwa – kasa, kasa, kasa. I czas.
9 marca w JCK-u grali „Smak Mamrota”. Z racji oglądactwa „Rancza” pójść chciałam. Bilet 50 zł i spektakl w poniedziałek. Urok i przemarsz wojsk. Mając już w planie Czesława (który) Śpiewa 25 kwietnia, musiałam coś wybrać.
[W tym momencie następuje wymowne spojrzenie w stronę stojącego na półce biletu z ludzikiem na akordeonie.]
16 marca (tj. wczoraj) w Teatrze Jeleniogórskim pobrzdękiwał zespół Raz Dwa Trzy. W sumie mogłam iść. Cena nie była jakaś niewygórowana, ale… koncert w poniedziałek. Cholera.
23 marca Paranienormalni, na których takowoż się nie wybieram ze względów nie tyleż czasowych czy finansowych (chociaż z tego, co zauważyłam, to też jest poniedziałek!), co… hmmm… ideologicznych. Dać 45 złotych za coś, co nie śmieszy? Sorry, Norek. Podziękuję.
28 marca na deskach Zdrojowego Teatru Animacji sztukę Bogusława Schaffera „Multimedialne coś” zagrają aktorzy z warszawskiego teatru Bajka (m.in. sam Marek Frąckowiak!). I… bilety na parter 50 zł, na balkonik 40 zł. Znowu duży pieniądz.
No i najświeższa nowina (dzisiaj wyhaczyłam plakat na mieście) – 17 kwietnia przyjeżdżają Łowcy B. Bilet za tą samą sumę, co Chybanienormalni, czyli 45 zł. I chociaż skłonniejsza jestem dać tyle za „sweterkowych” niźli „sławnych” krajan, ale to nie zmienia faktu, że znowu sumka spora jak na uczniowską kielonkę.
Po krótce – bida! Najpierw długo, długo nic, a potem albo wszystko na raz albo nie w porę albo nie to, co by się chciało. I te ceny… Wiem, że ktoś na tym musi zarobić, bo to w gruncie rzeczy niektórych praca, ale jakby tak się wybrać na kilka z tych imprez, to się delikatnie mówiąc spłuka tudzież mocno nadszarpnie budżet rodzinny. A i terminy – nienawidzę, po prostu nie-na-widzę robienia występów czy koncertów w tygodniu. Naturalnie są różne siły wyższe wpływające na to – ale mi się to nie uśmiecha i tyle. W tygodniu jest masa zajęć, których na potrzeby takiego wyjścia zarwać się nie da. Ogółem – imprezy NoUczeń/StudentFriendly. Bolączka.
A teatr? Hmmm. Lektura relacji na Jelonce skutecznie zniechęciła mnie do wyjścia na „Trzy siostry”. Pozorowane gwałty, dokumentny striptiz i rzucanie krzesłami. Nie mam ochoty. A w kwestii nowego dyrektora… Już wybrali. Zwie się on Bogdan Koca. Za nim idzie nowe i mam nadzieję lepsze. I tym optymistycznym akcentem udowadniam, że zgodnie z obietnicą wraz z postępującą wiosną zmniejszam marudność 🙂
a podobno pieniądze szczęścia nie dają… rację miał Poniedzielski, mówiąc, że do kwoty 15 zł. ja mam te same problemy z paką, bo nie jestem w stanie wyłuskać stówy na bilety na to, na co chcę iść. a jak już będę mogła wyłuskać to biletów nie będzie i klasyczny pat. ehh.
Krótko mówiąc, orgi ucznia i studenta biednego nie kochają.