KKK – Oblicza miłości

Cykliczny program kabaretowy, zawierający obok pełnometrażowych występów rozmowy z gośćmi. Pojawienie się takiej formuły w TVP było tylko kwestią czasu, a ten czas nadszedł, bowiem Dwójka wskoczyła w ową lukę z projektem o całkiem sympatycznej nazwie „Kanapowy klub kabaretowy”. Prowadzącymi zostali dwaj chyba najbardziej kojarzeni przez przeciętnego widza artyści kabaretowi – Robert Górski i Marcin Wójcik. O ile Góral wieki temu w „Kabaretowych kawałkach” pełnił zbliżoną funkcję, o tyle Jabbar debiutuje w nowej roli i trzeba przyznać, że wychodzi mu to całkiem nieźle, a na pewno nieco lepiej od partnera, który tradycyjnie prawie się zagrywa (na szczęście jeszcze nie do stopnia, że można kubłami wynosić). Na szczęście w rozmowach z gośćmi świrowania pawiana nie ma, także ogląda się bardzo przyjemnie. Naturalnie znajdą się tacy, którzy mogliby się czepić, że dobór gości jest bezzasadny (dzisiaj oprócz Sonii Bohosiewicz pojawił się złoty medalista z Pekinu Tomasz Majewski). Podobne „zarzuty” pojawiały się po premierze „Piotra Bałtroczyka na żywo” i odpowiem podobnie jak wtedy – z jakiej racji gośćmi powinni być wyłącznie ludzie związani z kabaretem? Bo to program kabaretowy? W takim razie śmiedzi to niestety zasypywaniem się we własnym grajdołku, a jak każde dziecko wie, nic dobrego to nie przynosi. Goście spoza środowiska to zawsze mały zefirek świeżości i inne spojrzenie na pewne rzeczy. A tak się składa, że pan Majewski bardzo sympatycznie mówił. Z innych rzeczy „czepliwość” u niektórych wywołać mogą dialogi między prowadzącymi tudzież scenografia. Ja osobiście nie mam do żadnego z tych elementów zastrzeżeń. Gospodarze muszą się jeszcze wyrobić (nie zapominajmy, że to dopiero pierwszy odcinek), a wystrój studia? Jak dla mnie nie jest najgorszy. Nie rozprasza przynajmniej, nie odwraca uwagi od ważniejszych elementów (ludzkich) i nie doprowadza do mdłości tudzież oczojebu.

W premierowym odcinku z programem „Oblicza miłości” wystąpił Tomasz Jachimek – mimo wszystko (a raczej pomimo wszystkiego) jeden z moich najulubieńszych artystów kabaretowych. Głównie jako konferansjer, gdyż pierwsze skrzypce (w drugim wypadku dosłownie) oddał paniom oraz Grupie MoCarta. Kasiom Jamróz i Zielińskiej przypadło tradycyjnie śpiewanie w aż dwóch piosenkach, z czego równie tradycyjnie wywiązały się świetnie. MoCarci również śpiewali, a i naturalnie grali. Ale jak śpiewali! Niby wiadomo, że tak muzykalna gromadka musi umieć śpiewać, ale jednak zaskoczek przyjemny. A że grali także znakomicie, to mówić chyba nie trzeba. Chociaż nie, mogę powiedzieć, że Filip wymiatał na skrzypcach elektrycznych jak rasowy rockman 😀 Ponadto prawdopodobnie po raz pierwszy w TVP pojawiła się formacja Słoiczek po Cukrze. I tu obyło się bez rewelacji, skecz o staruszkach nie dość, że średnio zabawny (głównym źródłem komizmu jest aktorstwo – raczej poprawne), to niezbyt dużo mający wspólnego z tematem programu. Ot, takie bardzo dalekie echo po Szumie. Domniemuję, że zadecydowały bardziej jakieś sympatie Jachima albo fakt, że jest to żeński kabaret. Dobra, cicho, cieszmy się, że nie zaprosił Babeczek z Rodzynkiem, bo wtedy mielibyśmy popisową „bubę” w środku całkiem przyzwoitego programu. Na szczęście lekko przyklapniętą atmosferę odratował sam Tomasz, czytając ponoć autentyczny fragment artykułu z prasy dla młodszych nastolatek oraz niezastąpiony Artur Andrus, który przybliżył metodę podrywu na misia. Widok Mistrza podśmiewającego się z własnego „tańca” – bezcenny! 😀 Niemniej bezcenny był zespół a’la rewelersi złożony z MoCartów, Jachimka i Andrusa, apetyczny jak wisienka na ciastku. Ogółem pomimo lekkiego „przysiadu” klimatu po Słoiczku całość się wybroniła. Chociaż trzeba zwrócić uwagę, że był to bardziej program autorstwa Tomasza Jachimka niźli program Tomasza Jachimka. Bo jego było dosyć mało. Troszkę szkoda, bo z kolejnymi latkami na scenie niczym domowej roboty winko nabiera specyficznego smaczku, na który dzisiaj miałam sporą ochotę.

 

Ogółem wrażenia na plus. Bez wątpienia. Liczę, że KKK może narobić niezłego zamieszania, czego twórcom i współtwórcom szczerze życzę. Bo jeśli mam przez ileś następnych sobotnich wieczorów się tak bawić jak dziś, to ja w to wchodzę 🙂

14 komentarzy do “KKK – Oblicza miłości”

  1. Niestety, według mnie kolejny kiepski program, bez pomysłu, rwący się, z jarmarcznymi scenografią i efektami 🙁

    1. Według niektórych wszystko, co telewizyjne, jest jarmarczne. Ich zdaniem nie warto się sugerować, bo gdyby cokolwiek zrealizowano podług ich królewskich wymagań, nie dałoby się oglądać ;>

      1. Nie dlatego program mi się nie podobał, ze był w telewizji. Były fajne fragmenty – np. występ Słoiczka i MoCartów. Zawsze z nadzieją (mimo wszystko) oglądam nowy program kabaretowy. Czasem zdarza się coś interesującego, ale najczęściej ogarnia mnie zniechęcenie. Doceniam rolę telewizji w popularyzowaniu kabaretów – sam poznałem kabaret Potem przez telewizję i zostałem oczarowany jego programami. I tu jest sedno sprawy. Metody, jakimi popularyzuje się kabarety. Nie przedstawia się spójnych programów, tylko mieszankę, doprawioną kiepską konferansjerką, śpiewającymi paniami i różnymi efektami specjalnymi. Wielu ludzi takie programy zniechęcają do współczesnych kabaretów. Wiem, że dla niektórych telewizja jest jedyną możliwością obejrzenia kabaretu, ale po co pokazywać je w taki kiepski sposób? Nie można lepiej?

        1. Owa „kiepskość” to pojęcie względne. A jak w takim razie powinien wyglądać poprawny program?

          1. Tu nie chodzi o jakąś „poprawność”, czyli sztywną zgodność z jakimiś zasadami. Chodzi mi o podejście zgodne z logiką. Jeżeli telewizja pokazuje reportaż, sztukę teatralną, zawody sportowe itp. to pokazuje je tak, aby widz obejrzał reportaż, sztukę, czy zawody, bez specjalnych przypraw. Natomiast, kiedy pokazuje występy kabaretowe, najczęściej oprawia je w mnóstwo, w założeniu ciekawych efektów, wykonywanych przy pomocy świateł, kamer, efektów komputerowych itp, które zaciemniają przekaz i są raczej denerwujące. A gdyby takie efekty zastosować podczas teatru telewizji? Na występie kabaretowym chciałbym obejrzeć KABARET, czyli ludzi na scenie, ich grę aktorską, wsłuchać się w ich słowa, obejrzeć ich, jak potrafią wejść w interakcję z publicznością, zobaczyć wreszcie, jak się gotują. Idealnym rozwiązaniem byłoby przedstawienie spójnych programów kabaretowych (np. Dudek, Potem, Mumio). Nie zawsze jest to możliwe. Pokażmy więc mieszankę kabaretów, gdzie kolejne występy będą zapowiadane przez interesującego konferansjera. Zobaczmy, jak sobie radzą. Nie odwracajmy od nich uwagi przy pomocy bujania kamerami, najazdami dźwigiem, miganiem świateł, czy biegającymi po ekranie kaczkami.

  2. Kanapówka osobno i osobno 'oblicza miłości’ – tak. Razem jako program – nie. Nie dość ze miałam wrażenie iż prowadzenie jakieś drętwe było, a rozmowy zwłaszcza do Soni to raczej monologi były. To łączenie się z Krakowem na żywo to zupełnie pic na wodę, a bardzo nie lubię gdy mi wciskają kit. Natomiast program Jachimka 'Oblicza miłości’ był wyśmienity.Co do Słoiczka po cukrze, to nie zgodzę się w pełni, nie były zbytnio śmieszne natomiast miały bardzo inteligentny humor, z kontrowersyjny, prześmiewczy i z przesłaniem. Natomiast jak dla mnie kiepsko oszlifowany. Ale tym z ZZK to się wiele wybacza.

      1. Tak ogólnie mówię. Bo dla mnie ten skecz miał wydźwięk ewidentnie prześmiewczy stereotyp Żyda, uprzedzeń Polaków oraz podejścia do poważnych i trudnych spraw bardzo przeciętnego zjadacza chleba. Skecz był dla mnie w oryginalny sposób ujęty, z tym że zbyt prosto ograny i zupełnie nieśmieszny, acz zaskakujący.

          1. Haha! Uwierz mi, że nie. Byłam na eliminacjach do Paki i poziom był na prawdę niski i właśnie o tych kabaretach można było powiedzieć, że są to grupy licealne. 3 takie grupy zostały zdjęte ze sceny przed czasem, bo oglądać się tego nie dało, i to tylko w jednym dniu.Także uważam, że porównywanie Słoiczka z dość porządnym stażem scenicznym z podlotkami, jest co najmniej nie na miejscu.

          2. Śmiem wątpić (chociażby po zeszłorocznych Poligonach w Kielcach). A zresztą – niby exSzumki, ale myślę, że chociaż sporo się po Słoiczku spodziewałam, to jadą na opinii zdobytej pod poprzednim szyldem. Czytałam gdzieś stwierdzenie, że powinny wygrać tegoroczną Pakę. Ja póki co jestem na nie.Tak czy siak zastanawia mnie, co ich skecz miał wspólnego z całym programem. To trochę tak, jakby do programu publicystycznego wpuścić gościa gawędzącego o kotach. Nie ta bajka. Czyżby zadecydował tylko fakt, że mało jest na scenie kobiet?

          3. Zdecydowało to, że to kobiecy kabaret.”To trochę tak, jakby do programu publicystycznego wpuścić gościa gawędzącego o kotach. Nie ta bajka”To samo można by powiedzieć o Majewskim na kanapie.:)

          4. No, ja tam wolę Majewskiego dźwigającego konferansjerów. Od przeciętnego kabareciku jest zabawniejszy.

  3. ujełaś to najbardziej trafnie 😀 u mnie nie będzie raczej recenzji, bo ja nie umiem tak opisywać obiektywnie i tak świetnie jak Ty 🙂 chociaż myślałam, że więcej będzie tam rozmów z gośćmi, ale tak też było fajnie :)więc tak jak mówiłam, ja nie umiem robić takich profesjonalnych recenzji, a Twoje aż miło się czyta, szczególnie kiedy zgadzam się z Twoją wypowiedzią :)pozdrawiam! http://www.animrumru.blog.onet.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *