Ni ma…!

Jak to w przypadku notek blogowych zazwyczaj bywa, impulsem do napisania był drobiazg. Ot, zwyczajna rozmówka, która jakimś cudem zeszła na tory, jak to mawiają, okołoreligijne. Zwykłam mawiać, że świat/ludzie nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. I znowu się sprawdziło.

 

Niepojęte jest dla mnie to, dlaczego stwierdzenie, że jest się ateistą, niemal zawsze powoduje, że taka osóbka traktowana jest jak duchowy inwalida. Bo jak to tak nie wierzyć, że nie ma kogoś, kto nas bezgranicznie kocha i się nami opiekuje? Jak to tak negować niepojętą siłę sprawczą, która daje wszystko za nic? Teoretycznie pośród praw człowieka (albo Praw Człowieka, zależy, w jakim kontekście to rozumieć), które wszyscy tak bardzo pragną respektować, jest wolność wyznania. W naszym społeczeństwie ostro teoretyczna. Niby wolno ci wierzyć w coś innego albo i w nic, ale będą się na ciebie patrzeć jak na ciekawostkę przyrodniczą (inne wyznanie) albo jak na wykolejeńca (ateista). Taki brak konsekwencji, ne? Naturalnie niewierzący ma gorzej. Jemu znacznie częściej wszyscy wokół starają się wmówić, że jest błądzącą owcą i że kiedyś jeszcze wróci do swojego pasterza, bo nawet, jeśli w niego nie wierzy, to ten i tak go kocha. Taka z góry stracona pozycja i jeśli ktoś ma za miękką szyjkę, może szybko się złamać pod argumentami krzewiących swoje jakże dobre wartości katolików. Aż mam ochotę naiwnie po dziecinnemu zapytać – a dlaczego, a po co? Co jest złego w niewierze? Czymże szkodzimy chrześcijańskiemu stadku, że robią sobie na nas repetę ze średniowiecznej chrystianizacji? Przecież ateista nie gryzie. Ateista po prostu tylko nie wierzy w to, że jakaś magiczna superman z góry da mu wszystko za darmochę. Nie wierzy, że ktoś poza rodzicami, ewentualnie dziadkami może kochać go bezwarunkowo. Nie przyjmuje pokornie kopów od innych, wierząc, że „Bóg tak chciał”, tylko od razu oddaje, czasem ze dwa razy mocniej. Wychodzi z założenia, że wszystkie zmiany przynoszą ludzie – w tym i on sam – a nie jakaś siła wyższa, co wykorzystuje do zmieniania swego życia na lepsze. Jest po prostu całkiem fajnym gościem, który od wierzących różni się tym, że nie wierzy. Logiczne, prawda?

Jak widać, chyba nie. I zawsze staje się w oczach ogółu frajerem do nawrócenia, wywrotowcem albo głupkiem. Inność zawsze jest cholernie trudna. A w Polandzie to już w ogóle sport ekstremalny. Ciężko mi zrozumieć, dlaczego to zawsze wszyscy inni wiedzą, co dla takiego „innego” jest najlepsze, chociaż zasadniczo w nosie mają, co on sam na ten temat sądzi. „Dziiiiwnyyy jest teeeeen świaaaaaat” – jak to zawył kiedyś Czesiu Niemen.

 

A w ogóle – po kiego ja to piszę? Przecież i tak nie mam racji. Natychmiast znajdzie się morze argumentów – od dobrych aż po absurdalne – które doprowadzą do stwierdzenia, że i tak nie mam racji, bo nie mogę jej mieć. „Taka karma” – jak powiedział Mariusz S., mieląc zwłoki narzeczonej w maszynie do rozdrabniania drewna.

6 komentarzy do “Ni ma…!”

  1. TAK!! Jak ja to rozumiem!!Mam identycznie te same odczucia,kiedy ktoś „nowy” dowiaduje się,że…”No…ale jak to nie wierzysz?” !Brawko,brawko za tę notkę,Dag 🙂

    1. *pąs*Bo to się w sumie kupy nie trzyma. W końcu póki nie wierzy się w pieniądze, to chyba nie ma problemu…?

  2. Współczuję Ci trochę, bo, chociaż mnie też idea kochającego cały świat papy absolutnie nie przekonuje, nigdy nie zostałam potraktowana jako ciekawostka przyrodnicza, czy moralny inwalida. Powiem więcej, wiele ludzi z którymi łączy mnie bliska zażyłość to katolicy i bardzo mnie to cieszy, bo nieprzespane noce, czy godziny w herbaciarni spędzone na dyskusjach światopoglądowych to niesamowite przeżycie, choć od początku wiadomo, że nikt nikogo do niczego nie jest w stanie przekonać.A poza tym, to warto spojrzeć na tę sprawę z drugiej strony. Czy ateiści i inni nie traktują czasami wierzących jak naiwniaków i ciemnogród? W takim wypadku, trudno się dziwić zachowaniu katolików, ot, zwykła reakcja obronna.

  3. Ale w drugą stronę działa podobnie. Nie jest tylko tak, że katolicy przekonują do wiary niewierzących czy innowierców (taki mają cel, głosić Słowo Boże i jeśli wierzą to przekonują „zbłąkanych”, na tym polega ich wiara i nikt nie musi się z nimi zgadzać, ale wypełniają swój obowiązek. Uważam, że przekonywanie innowierców przez katolików do własnej religii nie powinno mieć miejsca. Bo i po co? Mają swoją wiarę i niech mają… Ale często (znacznie częściej niż w drugą stronę) niewierzący przekonują katolików do tego, że Bóg nie istnieje i wyśmiewają odbywane praktyki religijne. I tego mi nikt nie zaprzeczy. Między innymi z tego powodu coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, zwłaszcza młodych, którzy nie chcą być wyśmiani przez otoczenie. Niewielu ma odwagę.

  4. mam nadzieję, że do worka z przekonującymi na siłę nie wrzuciłaś i mnie, ale mniejsza o to. to co napisał ~Michał wiele wyjaśnia. tak jak Ty nie lubisz kiedy ktoś wytyka Cię palcami tak i wierzący nie bardzo mają ochotę być sprowadzani do parteru tylko dlatego, że widzą w tym świecie coś innego niż Ty. z całym szacunkiem do tego jak myślisz i jaką wiarę/niewiarę wyznajesz to wydaje mi się, że jednak w swoich argumentach jesteś bardziej napastliwa niż Ci, którym chcesz utrzeć nosa. fakt, w naszym kraju jest sporo wypaczeń, sporo przegięć, ale zauważ-i w jedną i w drugą stronę. jeśli jesteś humanistą, a przecież jesteś, jeśli jesteś myśląca, a przecież jesteś, to proszę nie daj się zaganiać do stadka tych, którzy wierze mówią nie, bo nie bez argumentów z tej wiary płynących. (a na marginesie-na roku miałam buddystę-wielu chciało go „nawracać” choć on tego nie potrzebował. ostatecznie wytrwał w swoim, ale cieszył się, że na teologii mógł jednak wyrazić swoje zdanie i nikt go za to nie potępił. i takie tylko pytanie na koniec-czy Ty przypadkiem nie potępiasz wierzących tylko dlatego, że nimi są i mają odwagę niejako z butami wejść w Twój przez Ciebie stworzony porządek i pokazywać, że można inaczej? nawet jeśli czasem naiwnie, to jednak inaczej? i powiedz mi kto pozwoli Ci się obrażać ile wlezie, a mimo to nadal Cię lubi, jeśli nie…..)

  5. Aż mam ochotę napisać: „A nie mówiłam!” tudzież „Ja wiedziałam, że tak będzie” ;]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *