Kochajmy się mocno

CZĘŚĆ I – „M JAK PARANIENORMALNI, CZYLI O CO KAMAN?”

Połączenie „Paranienormalni plus Kasia Cichopek” na dzień dobry straszyło spotkaniem dwóch elementów z różnych światów wprawdzie, ale sztyniących podobnym populizmem i to tym gorszego sortu. Moja mama nawet stwierdziła, że powinni Kasię wziąć do siebie, żeby grała Mariolkę. Po obejrzeniu całości – przepraszam, ale muszę to odwołać. Wbrew oczekiwaniom uosabiana z wielkim drewnem dziewoja wypadła bardzo ładnie. Ba, lepiej niźli panowie Igor Kwiatkowski i Robert Motyka, czyniąc z siebie tym samym jedyną osobę na placu boju, która mogła partnerować Michałowi Paszczykowi – a on tradycyjnie wyróżniał się na tle reszty naturalnością i niewymuszonym wdziękiem. Szkoda, że niemniej tradycyjnie zmarginalizowano udział Rafała, spychając go jedynie do roli reportera w „sondzie” przedstawionej na początku programu. Czyżby panowie się bali, że blado wypadną także i na jego tle? Podsumowując – Michał był sobą, Kasia ładnie grała, reszta też grała, ale niestety momentami nieudacznie. Rozbestwienie medialne czy co?

Nie obyło się bez dziegciu totalnego, czyli wsadzenie w rolę (bardzo rozwlekłych zresztą) przerywników skeczy, z których większość ze względu na częstotliwość grania i poziom „wytarcia” przyprawiają mnie o potrzebę udania się do toalety. Zastanawia mnie, czy to one czasem nie były rzeczywistą kwintesencją programu, a rozmowa – przerywnikiem. A szkoda. Bo milej byłoby mi słuchać nawet najbardziej nieprawdopodobnych i niewydarzonych opowieści Michała oraz żartobliwych ripost i ochrzanów Kasi („Pała! Pała!” tudzież wypowiedziane niezapomnianym tonem „Chciałbyś”) niż po raz enty oglądać „Mariolkę” i „Pracę w radio” (które btw. miały iść zgodnie z niedawnymi zapowiedziami w odstawkę… czyżby czyż?). Całość wprawdzie nadal pozostała by bzdurką, ale bzdurką przemiłą. A tak utwierdziłam się znów co nieco w przekonaniu, że w Paranienormalnych Michał na zmarnowanie pójdzie. To będzie zło wielgachne.

 

 

CZĘŚĆ II – „KOCHAJMY ICH MOCNO”

Zapowiedzi kusiły. Męczący z przyjacielskim wsparciem Młodych i MoCartów. Ci pierwsi także w formie konferansjerów w osobach tym razem czarnowłosej Julii przyodzianej w nową sukienkę i Romea, który zasadniczo w ogóle się nie zmienił („Sam jesteś cały jak klasyka!”). Nie jest rzeczą prostą przenieść postaci związane z konkretnym skeczem do życia „pozaskeczowego”, ale im wyszło. Dialogi i przytyki między tą dwójką mimo puent zmierzających praktycznie zawsze do zapowiedzenia kolejnego numeru nijak nie trąciły przewidywalnością i sztampą.

Właściwa zawartość – czyli skecze KSM-u – w połączeniu z taką zacną konferansjerką wyprawiły w zapomnienie mój ześredniaczony smak po „popisach” Paranienormalnych. Wszystko właściwe znane (m.in wywiad z Krzynówkiem i piosenka o Naszej Klasie), ale nic zgranego. Szczególnie miło oglądało się skecz o weselu i nowy numer o przygodach Śruby, głównie ze względu na fakt, że pamiętam ich sceniczne narodziny i raczkowanie na Poligonach i na Wrocku 🙂 Nadal po cichu żałuję, że parę fajnych „grepsów” z finalnej wersji „Wesela” wyleciało, ale za to nowy „Śruba” uległ w stosunku do debiutującej wersji sporemu skróceniu, co jest absolutnym plusem, biorąc pod uwagę, że przy starej wersji można było się jednak nieco znudzić. Oprócz tego były też i premiery telewizyjna. Pierwszą był skecz o starszych panach, który podobnie jak ten o weselu, narodził się podczas Poligonów. Ech, te wspomnienia kieleckie…! Szkoda tylko, że w gotowej wersji odpadł piękny tekst „Witaj Teodorze, ty stary plejboju”, miałam do niego cholerną słabość po obejrzeniu tego skeczu wtedy x) Drugim po raz chyba pierwszy pokazywanym w TV numerem była otoczona już w środowisku atmosferą kultu „Piosenka piekielna”, tym razem z gościnnym udziałem Mateusza z KMP. Wynika z niej ni mniej, ni więcej, że wszyscy powinniśmy iść do piekła, bo tam jest fajniej niż na górze, mają grilla i biegają takie seksowne, niekompletnie ubrane diabełki 😀 Ponadto w ramach dodatków MoCarci zrobili „Titanica”, a Kaczor z KMP zaśpiewał piosenkę o wyprowadzaniu psa, która ostatnimi czasy za mną chodzi strasznie i którą mam straszną ochotę kiedyś wykonać w wersji damskiej 🙂

… Jeśli to miała być walentynka od tych trzech ekip, to mówię – udała się wam, oj udała, łobuziaki! 🙂

5 komentarzy do “Kochajmy się mocno”

  1. Miałam nadzieję, na nowy program z udziałem Paranienormalnych i jakiś świeży skecz… Ale za to KMP i KSM wszystko naprawili:) Piosenki bardzo udane, cała otoczka również. Udał im się ten program. No i ponoć dwójka nic nie wycięła?:o

  2. Cichopek jest zawsze słodki jak 200% cukru w cukrze. a czy MoCarci pokazali coś więcej czy tylko 'na morzu’? bo na to akurat włączyłam TV, a potem wyłączyłam i nie wiem czy winnam polować na powtórki? ;)a jeszcze co do AA – fakt, że 'teleśnica’ jest smutna, ja jeszcze bardzo kocham 'żeby się sobą zauroczyć’ i 'łódzką’. ogólnie cała płyta mi się podoba 🙂 i jeszcze co do śmiecenia mi na blogu – śmieć dowoli! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *