Nie chce mi się…!

„O nie, nie nie.

Nie chce mi się, nie chce mi się.

W zimie wzorem są dla mnie misie.

Nie chce mi się.”

 

Ot i śpiewka. NIC MI SIĘ NIE CHCE. Totalnie NIC. Wielki NIC jak u Szadoków.

Pieprzona zima. W zeszłym roku prawie jej nie było i o tej porze właściwie szła do licha. W tym roku nie chce, suka jedna (od razu przypomniał mi się hit z Youtuba o uznawanej za symbol zimy Buce z Muminków: „Ta suka, suka, suka to jest właśnie nasza Buka” – do znalezienia pod tytułem „Osz ta Buka”). Za oknem wprawdzie ładnie, ale przymroziło – akurat wtedy, kiedy mam ochotę z kozaków przerzucić się definitywnie na trampki.

Brak słońca to zło, a nawet ZUO. Człowiek patrzy za okno i momentalnie odechciewa mu się gdziekolwiek się ruszać z domu. A tu do szkoły trzeba, na zakupy albo nawet wynieść śmieci. I jeszcze ten cholerny śnieg (zwany pieszczotliwie przez niektórych białym gównem) sypie z nieba jak naćpany – a powrót z miasta w mokrej kurtce albo po śliskim chodniku (przy wietrze w dodatku) nie należy do przyjemności. Ładnie wyglądają zaśnieżone krajobrazy, dopóki nie musisz przez zaśnieżenie owo przejść.

 

Jakimś cudem pomimo ogromniego „nie-chce-mi-się-enia” coś tam staram się robić – m.in. powoli zmierzam ku ukończeniu modzonych wytrwale od miesięcy na potrzeby blogowe dwóch nibyrozprawek. Pewne rzeczy od dawna siedzą mi na wątrobie i odczuwam przewielmożną potrzebę ogłoszenia ich wszem i wobec, jako że nie są to rzeczy prywatne i nie będzie wiochą napisanie o nich. Póki co z publikacją poczekam do soboty i emisji walentynkowych programów kabaretowych (taaak, taaak, trafiliście, oba eseiki będą na temat polskiej sceny kabaretowej i okolic), bo kto wie – może to będzie adekwatny moment, a może parę rzeczy będę mogła skorygować tudzież – bardziej prawdopodobne – dopisać.

 

A skoro już o sobocie mówię – cholera, już za 3 dni Walentynki. Naturalnie pewne osoby nadal będą twierdzić, że to „kolejne kapitalistyczne i seksistowskie święto mające na celu zaciągnąć dziewczynę do łóżka”. Śmiem twierdzić, że to tylko dlatego, iż to święto ich nie dotyczy – bo im nawet durnej kartki nikt nie chce dać, że o zaciągnięciu do łóżka nawet nie będę wspominać ^^ Mniejsza o patologie. Trza na dniach zainwestować w kartki i czekoladki. Btw. jaka bombonierka będzie lepsza – duża czy mała? A może lepsza będzie po prostu czekolada?

 

 

 

Natalia: 23 marca Paranienormalni w teatrze. Co ty na to?

Ja: Szczerze? Nie wiem, czy się opłaca. Ile chcą za bilet?

 

Teraz (po sprawdzeniu na stronie znanej jako Bilety Na Kabarety) wiem, że chcą 45 zł. Wiadomo, że w teatrze drożej (chociaż MoCarci wołali tylko 30 zł), ale… ludzie. Ja ponad cztery dysie mogę wyłożyć na Neo-Nówkę, Wyrwigrosza, Limo. Nie na wypalający się kabaret tłukący pod publiczkę. Chyba, że ktoś mi postawi bilet, ale w to nie wierzę. Także czuję, że się nie wybiorę.

 

P.S. „Bracia Wiaderko zrobią porządek!”. Rozpieprzyła mnie ta reklama 🙂

P.S. 2 W przypływie krótkotrwałego „zachcenia” uprzątnęłam spamerskie komentarze spod najstarszych notek. Z 690 komentów zrobiło się 630. Wniosek? Niejeden.

Jeden komentarz do “Nie chce mi się…!”

  1. U mnie też zimno, a bilety na Paranienormalnych po 45zł, chociaż bilety na inne kabarety występujące na tej samej sali kosztowały zwykle 35;/ Też mi się to nie podoba… Bo chyba bym poszła;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *