Kurczę, muszę opisać kolejne spotkanie KSM-owej Gangsty. Ale słów dobrać dziś nie umim ^^ Dobra, jakoś spróbuję.
O 18 tata Natalii zgarnia mnie spod domu. W aucie siedzą już Natka i Ida aka Kabaretqa (po raz pierwszy się z tą drugą w ogóle na oczy zobaczyłyśmy :D). Potem zjazd na przystanek po Paulę. I pierwszy szok – Paula się ścięła prawie że na punka 0_o Potem jazda do Lubomierza, a tam już czekały Stefniok z Melwinem. Tja, ale zanim się znalazłyśmy, to Nata z Idą trochę się musiały nalatać xD Wreszcie razem (nieistotne, jakim sposobem 😉 ) dostałyśmy się na ławeczki przed sceną. Pierwsze pół godziny może i by było miłe (na scenie trochę smędził Alosza Awdiejew, ale dawał się zjeść), gdyby nie towarzystwo upiornego zrzędliwego babsztyla, który się do nas dosiadł. Za każdym razem, gdy próbowałyśmy się nieco rozgrzać poprzed klaskanie, bujanie się w takt muzyki czy inne takie, zaraz zaczynała coś pieprzyć, że się „nie umiemy zachować” czy coś. Na jej nieszczęście to ja siedziałam najbliżej niej, a ja umiem dowalić kiedy trzeba :> Po tekście, żeby najpierw spojrzała na siebie, a potem innych krytykowała, ku naszej radości opuściła pierwszy rząd. Potem mieliśmy zmieniające się, ale bardziej uprzejme sąsiedztwo w osobach pewnej znanej aktorki, pani z organizacji, a następnie grupki osób niewiele starszych od nas. Gdyby nie to, że zaraz potem pojawił się na scenie Kwartet Okazjonalny, to pewnie byśmy zamarzły. Ale Marta, Mikołaj i Artur (Arrrrturrrr… niach, niach ^^) rozgrzali nas i rozkręcili resztę zdrętwiałej publiki. A potem… Potem był już nasz (ł)ukochany Kabaret Skeczów Męczących 😀 Na wejście (zarówno pierwsze, jak i drugie – nie pytajcie, o co kaman xD) dostali owację ze strony pewnej sześcioosobowej grupki z pierwszego rzędu – tak wielką, że aż prowadzący kabareton Rafał Piechota stwierdził, że Kielce są na widowni xD Chłopaki zaprezentowali taki oto miniprogram: „Kochanie, wróciłem”, „Śruba”, „Agencję matrym onialną” (premiera!), „Komisję śledczą” (nasza Ida została wyciągnięta na scenę do tego skeczu xD) i na finał megaprzebój „O jaki to wstyd” 🙂 Po występie śmignęłyśmy pod busa chłopaków i tam toczyły się typowe dla „zakulis” wesołości :))) [Uwaga, ten fragment notki będzie zrozumiały tylko dla wtajemniczonych :D] Wiemy już, kto się boi pająków, a kto nie, dlaczego przypadkowe oplucie przez kogoś może być przyjemne, kto dłubał w nosie we wrocławskim Imparcie i takie tam mecyje xD A, i wiemy, kto miał po występie zwidy, schizy i wizje typu… hm… Czarodziejkowatego… xD
I tyle. Fotki będą na dniach.
Z pozdrowieniami dla tych wszystkich kochanych bestyj, które brały w tym udział :*
ajajaj dzialo sie,ze hej :d jak zwykle juz Ci troche na gygy pokomentowalam,ale jeszcze tutaj 😀 hmm nie sprawialas wrazenie szczesliwej z oplucia 😛 i krotki dialog,ktory zaraz tu przedstawie wymaga zachowania sie w internecie: „-Macie piwo? -Nie,tylko wódkę i narkotyki!” 😀 Nie mialysmy nic,ale to było zabójcze :] :]Cholerka tez powinnam relacje napisac z maratonu trzydniowego,ale mi sie nie chce. Jestem zrazona do relacji po prawie-ze-wygranym konkursie ;/Ale to nie zmienia jednego – Kocham Was i Tesknie!!!!
Nie „prawie na punka”! xD Moja fryzura nie ma nic wspólnego też z Woodstockiem jak myślał krejzol pod ToiToiami (a warto o nim wspomnieć ;P), to jest ogienek, ale taki biały pokojowy, albo jak mówi Malv „Kurczaczek” xDDo następnego zjazdu Gangsty ;*(AAAA! Jajka mi chyba wykipią zaraz!)
lowe! tyle powiem. o.