Ponad szcześć godzinych przełażonych po Wrocławiu w poszukiwaniu paru fajnych ciuchów, o których dostaniu w Jeleniej można tylko pomarzyć. W efekcie nabyłam bojówki moro. Kuźwa, chyba popadam w syndrom Grzany – mój nowy tornister też jest moro xD W sumie cała wyprawa była na tyle prozaiczna, że raczej nie warta dokładnego opisywania. Naczy się… Można jeszcze odnotować, że po raz pierwszy od roku żarłam w McDonaldzie xD Tym na Dworcu Głównym, jakby kto pytał.
W sumie trochę padnięta jestem, ale usatysfakcjonowana. Tylko pod wieczór wkurzyłam się niepotrzebnie, bo znowu musiałam ustępować głupszym. Ale mniejsza o to, w końcu jakby co, to nie ja narobię sobie siary, kwasu, obciachu, czy jak wy to tam na dzielnicy nazywacie.
Tjaaa, tylko szkoda, że niektóre osoby potem próbują to zwalać na mnie.