Razem z większością mojej szacownej budy podreptaliśmy niepotulnie do mojej ulubionej miejscówy, czyli Teatru Jeleniogórskiego. Dziś – „Romeo i Julia”. Trochę szkoda, że bez pana Cinkowskiego, no ale trudno. Drogę do teatru przegadałam z dziewczynami (głównie z Gabi – pozdro :*) na temat spektakli i urody aktorów (jak to baby :D). Potem ja, Gabi i parę innych osób trochę pogadaliśmy w teatralnej kawiarence, dopóki wreszcie nie zaczęli nas wpuszczać na salę. Zajęłam sobie bardzo dobre miejsce (drugi rząd, po prawej) i musiałam swoje wraz z ekipą odczekać. Przez bite 15 minut mogłam poprzyglądać się scenografii. Mur z resztkami starych ogłoszeń, jakiś tył biurowca czy czegoś z dwojgiem drzwi, parę śmietników blaszanych i plastikowych… Oryginalne, trzeba przyznać. Nie mniej ciekawe były rozmowy siedzących obok kolegów…
„To jest house Romea, a to jest house Dżulii.”
„Romeo ma lepsze kosze.”
„Nie, Romeo ma trzy kosze, bo jeden dostał od Julii.”
„W prezencie ślubnym (śmiech).”
Wreszcie spektakl się zaczął. Z dwojga drzwi wyszli czterej służący (wśród nich niejaki Dudzik Robert, lat 41, brzydko mówiąc teatralny recydywista 😉 ) z workami śmieci i zaczęli je wywalać do koszy. Jeden ze służących Kapuletich wrzucił worek do śmietnika Montekich, w odpowiedzi na oburzenie ich służącego pokazał mu środkowy palec no i się zaczęła jatka… Sceny walki należą do najlepszych w całym spektaklu. Nie bójcie się, jeszcze będą dwie czy trzy. Tak więc powróćmy do akcji. Wpada Benwolio (Andrzej Kępiński – w tej marynarce wyglądał na niższego o całe pół głowy) i probuje rozdzielić towarzystwo (do bijatyki dołączył się jeszcze Tybalt – w tej roli Marcin Tomczak), ale tak naprawdę „zabawę” zakończył Książę Eskalus (Kazimierz Krzaczkowski) – starszy pan na wózku inwalidzkim – który postraszył, że jeśli jeszcze raz będzie jakaś bitka to skróci sprawców o głowę. W sumie z dwóch części spektaklu pierwsza wypadła znacznie lepiej. Owszem, Jakub Giel (którego urodą zachwycały się koleżanki… Eee tam, wolę swojego „bożyszcza” jak to ujęła Stef) przypadł mi nawet do gustu jako Romeo, jednak reszcie aktorów (poza Krystyną Dmochowską i Jackiem Grondowym) czegoś brakowało. A może mi się tylko tak wydaje, bo osobiście wolę barwniejsze postacie, z „ikrą”? W nie tylko moim odczuciu całe przedstawienie zgarnął Jacek Grondowy. Jego Merkucjo… Hm… O jego Merkucju można powiedzieć bardzo wiele. Bezpretensjonalny. Szczery. Po dzięciecemu (chłopięcemu? ponoć faceci nigdy nie dorastają) rozbrajający. Roześmiany. W komplecie z Benwoliem i Romeem tworzą niesamowicie rozśmieszający „tercet egzotyczny” – w szczególności w scenach z techno-party u Kapuletich. „Przyzywanie Romea” przy pomocy różnych „zaklęć” rozwala na amen – podobnie jak mecz piłki nożnej (w roli piłki puszka po piwie) Merkucjo vs. Benwolio. Żal serce ściska, gdy wzbudzający taką sympatię bohater, zraniony nożem przez Tybalta, umiera na rękach Benwolia. Aż się chce zacytować fragment książki Jerome’a Salingera „Buszujący w zbożu”:
„- (…) Bardziej się przejąłem, kiedy zginął Merkucjo, niż kiedy pomarli Romeo i jego Julia. Rzecz w tym, że przestałem lubić Romea, odkąd ten kuzyn Julii… jak on miał na imię?
– Tybalt.
– Odkąd Tybalt zabił Merkucja. Zawsze zapominam imienia tego bubka. Bo to Romeo winien był śmierci Merkucja, a Merkucjo podoba mi się najbardziej ze wszystkich osób tej tragedii. (…) Nie umiem tego wytłumaczyć. Merkucjo był sprytny i zabawny, i w ogóle sympatyczny. Okropnie mnie irytuje, kiedy ginie ktoś miły, zabawny i sympatyczny, i w dodatku z cudzej winy. Romeo i Julia przynajmniej sami sobie byli winni.”
Do całego spektaklu mam mieszanie uczucia – ta uwspółcześniona konwencja przypomina mi raczej jakąś parodię, komedię na motywach Szekspira…Ojciec Laurenty (Piotr Konieczyński) diluje jakimiś ziółkami… Jej… Chociaż scena balu, a raczej imprezki u Kapuletich wypadła ciekawie, a ten niemiecki kawałek w stylu techno o dziwo przypadł mi do gustu 😉 Plus DJ Roberto Dudzik na bębnach… znaczy się śmietnikach ^^’.
Epilog: jako Nieustraszona Łowczyni Autografów po spektaklu wyruszyłam na pierwszą samotną misję. Efekt – cztery telefony do Natki i autograf Tadeusza Wnuka. O ^^
Tytul mnie skusil,zeby zajrzec:-))
Hejka.Uwilebiam Romeo i Julię.Jutro jadę do teartu z klasą:)Na spektakt’Wrzuć na luz’ Masz fajny blog.Lubię zielony:)Jeśli masz czas to zapraszam na http://www.by-olka.blog.onet.pl