Podobnoż władza wymaga odpowiedzialności. No właśnie – podobnoż. Bo coś ostatnimi czasy widzę, że władza co niektórym jedynie uderza do głowy i podstawowe zasady przestają być dla nich jasne. Czy to jest normalne, żeby kogoś uznawać gorszym, bo ma odmienne poglądy? A czy jest normalne, żeby się za to na kogoś uwziąść i jak najmocniej starać się zniszczyć dorobek jego kilkuletniego zaangażowania? Oczywiście, że nie jest. Chociaż nie dla wszystkich. Niestety. Niektórym wydaje się, że skoro mają władzę, to oni tu ustalają reguły. W dodatku otacza ich orszak lizusów, nie szczędzących zachwytów, mlaskania i ciumkania nad poczynaniami „kochanego szefa”. Wszelka krytyka jest niedopuszczalna. Osobę krytykującą „(…) trzeba opluć, zgnoić, zgnieść(…) obsobaczyć (…) i cześć”*. Nie do pomyślenia jest również krytyka osób będących w komitywie z „mistrzem”. Za to objeżdżanie osoby krytykującej przez kolegów szefa – jak najbardziej wskazane. Jeżeli osoba krytykująca próbuje się bronić, zostanie to uznane za łamanie zasad i ukarane.
Nie wierzycie, że takie miejsce może istnieć? A istnieje. Wysnujcie sobie odpowiednie wnioski z poczynań „mastera” i jego kółeczka adoracji.
Korzystając z okazji uściski serdeczne dla tych kilku osób, co okazują normalność w takich chorych sytuacjach. A do „szefa” i jego lizusów dwa wersy: „Mam powód, żeby być tu znowu./Środkowym palcem pozdrowić wrogów”**.
* Lady Pank „Siódme niebo nienawiści”.
** Tede „Wielkie joł”.