Wódka z rumem

Pod teatrem zjawiłam się (podwieziona znów przez tatę Natki) z Natką, białymi różami w doniczce i wewnętrznym smutkiem, że to już koniec i nie ma już nic. I tak byłoby pewnie jeszcze potem, gdyby nie Nata. Postawcie nas obok siebie, to będą schizy 😀 Zaraz zaczęły się walnięte gadki o treści nie do przytoczenia na forum publicznym, które ciągnęły się jeszcze w damskiej toalecie i już na sali sceny studyjnej, przeplatane rozmowami „organizacyjnymi”. Potem spektakl się zaczął.

Kocham scenę studyjną. Widziałam tam wcześniej „Na pełnym morzu” i wiem, że to właśnie tutaj aktor ma najlepszy kontakt z widzami i vice versa. Historia głównego bohatera „Wódki z rumem” to rzecz co najmniej tragikomiczna. Były momenty, kiedy na sali słychać było śmiech – zapewne politowania, biorąc pod uwagę, co on gadał – ale i takie chwile, gdy zalegała śmiertelna cisza. Sztuka to opis dwóch dni z życia Michaela – dwudziestosześciolatka, który założył rodzinę mając lat dwadzieścia i nie do końca z własnej woli. Wychodzi z założenia, że to, co najlepsze, ma już za sobą. Szuka zapomnienia w alkoholu. Pewnego dnia, będąc w pracy, wyrzuca przez okno swój komputer, który trafia prosto w samochód menadżera firmy. Ciąg dalszy to szlajanie się bo barach, próby zmiany swojego życia i picie… Tak właściwie to Michael zachowuje się jak bachor. W dużej mierze sam jest winien swoich niepowodzeń, ale nijak nie potrafi przyjąć tego do wiadomości. Zapętla się coraz bardziej we własnym nałogu, sprowadzając swoją egzystencję do chorego ciągu: pobudka, kac, rzyganie, wyjście do pubu, pięć kolejek, rzyganie, następne pięć kolejek, zmiana knajpy, pięć kolejek, zjazd do kumpli, nocne chlanie. Z drugiej strony trzeba też patrzeć na to, jak mocno naznaczyły go przeżycia z przeszłości. Michael to bardzo wrażliwy chłopak. Nawet za wrażliwy dla wspólczesnego świata. Jak każdy chciałby być szczęśliwy. Inna sprawa, że nie podejmuje właściwych działań w tym kierunku.

Trwający około godziny monodram to jeden wielki koncert aktorski Grzegorza Cinkowskiego. Zresztą, nie ukrywajmy, ma co grać – bohatera trzeźwego, bohatera „zalanego w trupa”, bohatera na kacu… Krzyczy, aż widzowi żołądek skręca (zgadnijcie, komu skręciło), płacze tak przejmująco, że nic tylko przytulić, okazywana przezeń euforia niemal udziela się publiczności. Cinkowski po prostu tak idealnie wszedł w skórę bohatera, że widz gotów jest uwierzyć w to wszystko, w każde jego słowo. „Kontaktowość” sceny studyjnej pozwala na dokładną obserwację działań aktora, co wyszło spektaklowi na dobre – nie wyobrażam sobie „Wódki z rumem” (a także „Na pełnym morzu”) na dużej scenie. Spektakl straciłby atmosferę, a i kontakt między aktorem a publicznością szlag by trafił. A tak po prostu czuje się to wszystko. W sumie nie wiem, co pisać – to było naprawdę poważne emocjonalne przeżycie.

Zapalają się światła, widzowie biją brawo. Miast sierotki z tulipanami zjawiła się dziewczyna z różami. Nie miałam jakoś takich nerwów jak wtedy. Może dlatego, że Nata mnie wspierała samą swoją obecnością? 😉 Po spektaklu usiadłyśmy gdzieś we foyer. Od godzinnego siedzenia rozbolały mnie nogi – czyżbym się starzała? 😀 Zresztą wykorzystałam to jako pretekst, by tam z Natalią usiąść. Czekałyśmy, aż wyjdzie pan Cinkowski. Jako że jesteśmy nieustraszonymi łowczyniami autografów to wiadomo, o co nam chodziło 😉 ale z drugiej strony zależało mi na chwilce rozmowy ze względu na to, jak ja całą sprawę ciągnącą się u mnie od 30 kwietnia odbieram. W końcu Natka dała mi kuksańca. Wyszedł. Natka przejęła inicjatywę i zagadała. Co było potem, niech pozostanie naszą słodką tajemnicą 🙂 Powiem tylko tyle – było bardzo miło, a w dodatku pan Cinkowski mnie skojarzył (jak pomyślę sobie, że on przeczytał te wszystkie pierdoły o sobie, które tu wypisałam, to hu hu… :D). Podobnoż da się wyczuć, czy człowiek jest fajny czy nie. Jakieś pozytywne wibracje czy coś. W wypadku pana Grzegorza ta teza się potwierdziła. Od razu mi się przypomniały słowa Moniki: „Nie ma bata, on musi być sympatyczny!” 😀 Poza tym krótka rozmowa przywróciła mi spokój ducha i równowagę psychiczną. Mogę stwierdzić bez cienia wątpliwości, że jestem najszczęśliwszą kobietą świata.

Podziękowania dla:

– Natalii (za wsparcie duchowe, „obecnościowe” i logistyczne)

– pana Grzegorza (za tą rozmowę, co mnie od depresji uchroniła)

– taty Natalii (za zapewnienie dojazdu).

Cytat na dziś (of course z „Wódki z rumem”): „Nie chcę dochodzić. Chcę mieć zawsze gotowe odpowiedzi”.

5 komentarzy do “Wódka z rumem”

  1. Trzeba przyznać, że było bardzo miło! 😉 Pozwolę dorzucić swoje trzy grosze do relacji. Występ? Rewelacyjny! Podobnie jak Daguchna, uwielbiam scenę studyjną za kontakt, który zapewnia między występującymi, a widownią. Tak było dzisiaj. Jako, że na scenie była tylko jedna osoba (posiadająca talent nie do opisania, co dzisiaj udowodniła), kontakt ten był jeszcze bardziej wyczuwalny. Tym bardziej, że usadowiłyśmy się w pierwszym rzędzie 😉 Spektakl skutecznie powodował skrajne emocje – rozbawienie, współczucie… Momentami miałam ciarki na plecach! Grzegorz Cinkowski tak ukazywał świat „wódki z rumem”, że czułam, jakbym była świadkiem wszystkich wydarzeń. Niesamowite uczucie! Gratuluję! 🙂

  2. No i widzisz, mówiłam, że będzie lepiej – a wnioskując z wydźwięku notki, to jest. ;)A siedzenie w pierwszym rzędzie w teatrze to jest najlepsze co może być. No prawie najlepsze 😉

    1. Przepraszam, że nie miałem dla Was czasu, ale była na spektaklu Krzesisława Dubiel i Andrzej Hrydzewicz. To moi profesorowie ze Szkoły Teatralnej. Oni uczyli mnie zawodu. Zaskoczyli mnie… Przepraszam i jeśli nie jesteście bardzo złe, to proponuję spotkanie z ”Ciekawym człowiekiem” po moim powrocie z Niemiec czyli po 25 czerwca. Wiem, to już będą wakacje… A 19 i 20 czerwca będą pokazy tego spektaklu z Niemiec… Zapraszam, wstęp pewnie będzie wolny… Tak myślę…

      1. My złe? Ależ skąd 🙂 A tak na marginesie, to wiedziałam, że skądś znam tą kobietę… Zresztą nie tak dawno powtarzali jakiś teatr tv z jej udziałem.Wakacje są dla nas czasem sprzyjającym wszelakim wypadom, więc jeżeli rodzice nas nie zamordują za nieładne oceny, to zapewne się stawimy. Może będzie okazja, żeby dłużej pogadać.Niech moc będzie z Panem 😉

        1. Również nie powiedziałabym, że byłyśmy złe 🙂 Bardzo nam miło, że mimo niespodziewanej wizyty znalazł Pan dla nas chociaż chwilkę. Jest nam bardzo miło, że jest Pan skory do spotkania z nami. Tylko nie rozumiem jednej rzeczy – napisał Pan, że powrót z Niemiec 25 czerwca, a z Pańskiego komentarza wynika również, że 19-20.06 spektakl, z którym aktorzy jadą do naszego zachodniego sąsiada, będzie wystawiany w Jeleniej Górze…?Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *