Znowu się poświęciłam – wstałam w sobotę o 8.00. Chciałam wysłuchać sobie przewspaniałej piosenki z serialu „Byli sobie odkrywcy” 🙂 Sądziłam, że ten serial – podobnie jak emitowany do niedawna „Były sobie odkrycia” – będzie w wersji z lektorem, ale się pomyliłam.
No jak można tak piękny utwór aż tak spaprać! Po prostu kosa się w kieszeni otwiera! Pal licho tekst (bo aż tak dobrze francuskiego nie znam, żeby oceniać), ale ta wokalistka śpiewa zupełnie bez wyrazu. Nie to, co w oryginale – tam wykonawczyni naprawdę wkłada w to dużo serca. Zresztą ta nasza głos ma zupełnie niepodobny! Ciężko było znaleźć lepszą? Oj, ciężko. Bo po pierwsze – ta najlepsza mieszka w Zielonej Górze, a po drugie – nie jest zawodową wokalistką ani aktorką, tylko artystką kabaretową.
Dubbing to całkiem inna sprawa. Też spaprany, ale pod trochę innymi względami. Głosy są całkiem niepodobne do oryginału, a poza tym się powtarzają (dowód: Jacka Bończyka słyszałam w trzech rolach). Od razu widać, że to wszystko robione było na szybcika i byle jak. Proszę państwa, na dobry dubbing potrzeba trochę czasu i chęci. Aha – i ludzi trzeba szukać też poza Warszawką oraz w innych sferach artystycznych. Jest tylu zdolnych ludzi w naszym pięknym kraju, którzy lepiej by pasowali niż ta stara, zmanierowana warszawska gwardia dubbingowa.
W przyszłym tygodniu nie wstaję o 8.00. Szkoda mojego czasu i nerwów.
Salam Aleykum 🙂 Widze,ze nowa notka,ciekawy temat 🙂 mhm…. 🙂 Ale,smutaśny troszke 🙂
No cóż, czasem życie doprowadza do szału… W szczególności artystów, nieprawdaż? 😉
Doskonale Cię rozumiem,chociaż niezbyt wiem o czym mówisz. W sensie „zjawiska”. Mam na myśli to,że nienawidzę jak ktoś profanuje cos co kocham.