Piszę tą notkę tylko z kronikarskiego obowiązku. Bo właściwie nic szczególnego się nie działo. Był Sylwester w domu, jak co roku. I wyglądał mniej więcej tak – stół, telewizor, ajerkoniak (brrrr!), komputer, telewizor, stół, północ, szampan, petardy, szopka noworoczna, Kabaret Moralnego Niepokoju i Ani Mru Mru w TV.
Mało fascynujące w sumie.
Ehhh mam prawie 26 lat, i wszystkie moje sylwestry wygladaly podobnie (ja Twoj) – wylaczajac moze Kabaret Moralnego Niepokoju no i Ani Mru Mru… do roku gdy poznalem ta jedyna. Pamietam ze Sylwester 1997/1998 mial byc inny niz wszystkie. I chociaz „ta jedyna” bardzo sie rozchorowala, i Rok 1998 witalismy osobno, to jednak był to moj pierwszy Sylwester poza domem (z siostra w jej nowym mieszkanku – ale to zawsze cos). I wtedy swiat nabral tempa, „ta jedyna”, okazala sie tylko ta pierwsza (z jej woli jesli ktos ciekaw). Kolejna milosc – kolejny sylwester – kolejny samotny sylwester (wlasciwie to nie wiem dlaczego – jak mozna byc z kims 2 lata i z blizej niezrozumiałych powodow nie spedzic z ta osoba zadnego sylwestra – oczywiscie z jej woli ;-). Spedzilem go czesciowo w domu rodzinnym, czesciowo u kumpla z dzielnicy, siedzac do rana na internecie (goraco odradzam, Sylwester w dwoch-nawet niezbyt odleglych lokalizacjach to pomylka nad pomylkami-to naprawde kiepski czas na czeste zmiany miejsca pobytu). Sylwester w roku 2000, spedzilem klasycznie z rodzinka (na wypadek, gdyby mial sie skonczyc swiat ;-). Rok 2001 witalem juz wyjazdowo w obcym miescie – Poznaniu – poniewaz nie chcialem aby moja dobra kumpela z LO pila tego dnia do lustra. Finalnie zebrala sie nas piatka (o picu do lustra nie bylo juz mowy), w tym moj „okno w okno” sasiad (szok dla obu byl nie maly). Rok 2002 byl tym pierwszym, ktory udalo sie powitac w towarzystkie ukochanej osoby. I przyznaje – bylo to doswiadczenie iscie magiczne. Spedzilismy go razem…. W marcu 2007 stuknie nam pierwsza rocznica slubu.Mysle, ze bardzo dlugo czekalem, ale uwazam tez, ze bylo warto poczekac – co Ty o tym sadzisz Dagmaro?
Cóż… W Twoim przypadku najwyraźniej tak.U mnie Sylwester wypadł tak jak wypadł tylko i wyłącznie z mojej winy. Taki mam charakter, przynajmniej od kiedy poszłam do gimnazjum – totalnego domu wariatów, z tą różnicą, że w wariatkowie przynajmniej personel jest normalny. Jestem cholerną introwertyczką i mam słaby kontakt ze znajomymi. Chociaż może w tym roku to się zmieni?P.S. Dziękuję za inteligentny i sensowny komentarz. To wielka przyjemność poczytać wreszcie coś innego niż „Hej, fajny blogas, wpadnij do mnie…”itp. itd. Szczerze dziekuję.
Bo ja wiem, czy w psychiatryku personel jest normalny – udalo mi sie uniknac pobytu w zakladzie zamknietym – wiec nie posiadam wlasnych doswiadczen – a Ty?A wlasnie jaka forma jest prawidlowa: introwertyk czy intrawertyk – czyli tak innymi slowy czlowiek wylewny do wewnatrz. Przeciwienstwem jest ekstro lub ekstrawertyk czyli czlowiek wylewny na zewnatrz czyli do otoczenia….Kiedys jeden profesor zrobil mi testy i wynikalo z nich ze jest intrawertykiem z wyobraznia. Odrazu zadalem mu pytanie, czy to zle czy dobrze, a on mi na to, ze poprostu taki jestem. Kilka lat zajelo mi pogodzenie sie z faktem, ze to ani dobre ani zle.To prawda, ze lubie spedzac czas sam z soba, ale w dluzszej perspektywie, bez towarzystwa czuje sie jak ryba bez wody. Z drugiej strony najfajniej jest gdy moje towarzystwo ogranicza sie do malej grupki osob, mniej lub bardziej podobnych do mnie. Od pewnego czasu klutnie z osobami o zupelnie przeciwnych pogladach nie sprawiaja mi juz takiej frajdy – moze dlatego ze nie wnosza juz nic nowego.Najbardziej cenie sobie cos na pograniczu klutni a burzy mozgow, kiedy wspolnymi silami mozna stworzyc zupelnie nierealna opowiesc. No nie wiem, to taki spacer wyobrazni, wspolny sen na jawie – nie doznalem w zyciu piekniejszego uczucia, moc dzielic sie snami, ale w formie snow a nie slow…Ale teraz wszyscy moji bliscy maja jakies problemy (dnia codziennego), i tak jakos glupio dokladac im wlasne problemy (dnia codziennego). Kolezanki maja mezow, koledzy maja zony. Jak tu sie spotkac i porozmawiac, zeby ich drugie polowki nie czuly zazdrosci – wszak nie czyn blizniemu co tobie nie mile….Brakuje mi troche czasu ktory byl, a jednoczesnie nie bardzo potrafie docenic czas ktory nastal… a jednak czuje sie szczesliwy i to w/g mnie jest w zyciu najwazniejsze.