Święta i okolice

Co tu dużo gadać, święta minęła jak z bicza trzasnął. I to jakoś mało świątecznie… Ech, starzeję się, nie ma co.

Wigilia zaczęła się od strojenia choinek (bo mamy dwie – starą i małą, która obecnie stoi u mnie oraz nową i większą, która stoi w dużym pokoju). Przy okazji po raz pierwszy w życiu słukłam bombkę. Do tego nową i od kompletu. Ale widać była felerna, bo jak parę lat temu tacie wypadła z rąk cała ta mniejsza choinka, to wszystkie bombki (same „starsze modele” 😉 ) były nawet nie draśnięte.

Wieczór wigilijny. Niepisaną tradycją jest Wigilia u babci. A staruszkom coś odbiło i zrobili wieczerzę u nas. Prawie jak u dziadków. Prawie robi sporą różnicę. Ale (w końcu!) mama zauważyła, że wcale mi się to nie podoba i jednak pojechaliśmy do babci 😀 Bezczelnie pożarłam prawie wszystkie paszteciki (moje ulubione danie świąteczne 🙂 ).

Wracamy do domu. Pod choinką trzy prezenty. Dla mnie książka „Ptaki polskie” (plus dwie płyty CD gratis 🙂 ), dla taty latarka (bez baterii, bo mi już kasy nie starczyło :]), a dla mamy talerzyk deserowy ze Snoopym i Woodstockiem 😀 Potem już tylko obejrzałam w TV „Gdzie jest Nemo?” i tak nie wiadomo kiedy Wigilia przeszła do historii.

 

Pierwszy dzień Świąt. Pojechaliśmy do drugiej babci na wieś. Bez mamy, bo nawalał ją ząb. Nie znoszę wizyt u rodziny taty, ale cóż – tego się nie wybiera. Szkoda gadać. Co prawda sernik był dobry, ale wcisnęli go we mnie jednak co nieco za dużo.

 

Drugi dzień Świąt pooooooszedł niewiadomo kiedy. Od 13 do 15 w Trójce była świąteczna audycja rozrywkowa prowadzona przez (one and only) redaktora Andrusa. Pięknie, nieprawdaż? Ale do czasu. Pod koniec pan redaktor aznajmił, że od stycznia „Powtórka z rozrywki” zmienia porę emisji z 22.30 na… 13.00.

 

Ech.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *